Ktoś panu wcisnął tego kandydata! Andrzej Cieślikowski

Po oficjalnym przedstawieniu drużyny wyborczej Czesława Jerzego Małkowskiego — kandydata na Prezydenta Olsztyna — można było zadawać pytania o poglądy kandydata na… różne sprawy. Głos zabrał Andrzej Cieślikowski.

Moje nazwisko Andrzej Cieś­likows­ki. Mówię pub­licznie przy­jem­ną i nieprzy­jem­ną sprawę.

Przy­jem­na: pamię­tam pana, kiedy pan mi wręczał — jako nauczy­cielowi — nagrodę Prezy­den­ta. Był to czas, kiedy prze­chodz­iły placów­ki z Kura­to­ri­um pod nadzór Mias­ta. Bard­zo sprawnie było to zor­ga­ni­zowane. 

Widzi pan, że fil­mu­ję. Czy wol­no fil­mować państ­wa? Wol­no.

Proszę pana. W pana składzie są dwie oso­by, które uważa­ją, że NIE! Jest to prze­wod­niczą­ca Rady…

Uważa­ją, że na posiedze­nie Rady Osied­la Jaroty — to jest aktu­al­na sprawa — mają wstęp tylko mieszkań­cy Osied­la, a nie tak jak mówi art. 61 Kon­sty­tucji i Ustawa o dostępie do infor­ma­cji pub­licznej. 

Tu jest pan Kordal­s­ki, który jeszcze kil­ka dni temu twierdz­ił, że nie wol­no nagry­wać posiedzenia Rady Osied­la! To pana kandy­dat. Jakim cud­em się taki gość… Ktoś panu wcis­nął tego kandy­da­ta! Tak nie może być! 

Czy będzie jawność — jak państwo będziecie na Radzie Miasta — czy będzie wolno was filmować?

Czesław Jerzy Małkowski:

Proszę pana… już jest jawność. U nas tylko jawnie. Bez żad­nych pod­stołowych spraw. 

 

 

2 myśli na temat “Ktoś panu wcisnął tego kandydata! Andrzej Cieślikowski

  • 14 października 2018 o 22:01
    Permalink

    9 maja 2018 r. udałem się na posiedze­nie samorzą­dowej rady osied­la Jaroty. Przy biurku prze­wod­niczącej Lucynie Jaczewskiej oświad­czyłem, że chcę sko­rzys­tać z prawa do WSTĘPU. Ona stwierdz­iła, że jeśli jestem mieszkańcem tego osied­la, to mogę. Odrzekłem zde­cy­dowanie, iż nie mieszkam na Jaro­tach. Jed­nak mam kon­sty­tucyjne oraz usta­wowe (udip) pra­wo do WSTĘPU — jako OBYWATEL. Ona na to też zde­cy­dowanie, że jako nie mieszka­ją­cy na osied­lu Jaroty nie mam prawa wstępu!
    Na takie dic­tum powiedzi­ałem, iż w takim razie może mnie wyprosić i ja wyjdę — aby im nie przeszkadzać. Poz­woli jed­nak, że NAGRAM tę jej wypowiedź. W trak­cie pró­by włączenia kamery w tele­fonie kat­e­go­rycznie nie zgodz­iła się na nagranie!
    Zami­ast wyproszenia niespodziewanie łaskaw­ie poz­woliła mi jed­nak zostać. Do tego zez­wole­nia nie ma żad­nych kom­pe­tencji. Zostałem więc z włas­nej woli, a nie na pod­staw­ie wład­czej zgody.
    Już siedząc, trze­ba tra­fu obok polic­jan­t­ki, włączyłem kamerę tele­fon­iczną. Wykon­ałem raptem dwa zdję­cia oraz próbowałem nagry­wać video. Wtedy rozpoczął się zbiorowy tumult. Rad­ni jeden przez drugiego kierowali do mnie głośno sprze­ciw wobec nagry­wa­nia!
    Oczy­wiś­cie nie dałem się im sprowokować i wdać w pyskówkę. Zwraca­jąc się jedynie do prze­wod­niczącej przy­pom­i­nałem Kon­sty­tucję oraz ustawę (udip) odnośnie JAWNOŚCI organów samorzą­dowych! Bezskutecznie!
    Mimo to nadal próbowałem nagry­wać obraz.

    Siedzą­ca obok mnie polic­jan­t­ka ANI SŁOWEM NIE KORYGOWAŁA rażą­co sprzecznych z prawem wypowiedzi prze­wod­niczącej oraz chóru rad­nych! Mnie zaczęła pouczać, że upub­licz­ni­an­ie nagrań jest kar­alne! Na co rzekłem jej, żeby nie wypowiadała się w spraw­ie , na której się nie zna. Sama z siebie pod­jęła wobec mnie próbę wyle­gi­t­y­mowa­nia! Pod­jęła indy­wid­u­al­ną inter­wencję bez jakiejkol­wiek proś­by prowadzącej zebranie! O tej inter­wencji napiszę później, bo wezwała jeszcze dwu­osobowy patrol inter­wen­cyjny, jak do bard­zo groźnego przestęp­cy! Oni wypowiadali do mnie jeszcze więk­sze głupo­ty niż owa dziel­ni­cowa — w jej przyzwala­jącej obec­noś­ci! O tym innym razem, bo będzie ciąg dal­szy.

    Rad­ny R. Kordal­s­ki był jed­nym z tych, którzy samorzut­nie, bez udzie­le­nia im gło­su przez prowadzącą, głośno wypowiadał się prze­ci­wko nagry­wa­niu. Jako świadek w sądzie twierdz­ił, że ponoć kil­ka razy prosił prze­wod­niczącą, iż nie wyraża zgody na nagry­wanie!
    W innym frag­men­cie wbrew temu w sądzie rzecze, że “samo nagry­wanie nie było takie złe”.
    Ot, logi­ka bardziej z piaskown­i­cy, niż z organu samorzą­dowego. On trze­cią już kadencję zasi­a­da w tej RO.

    On i resz­ta świad­ków z polic­jan­tką włącznie raczyli dzi­wnie zgod­nie zapom­nieć o istot­nej częś­ci mojej pier­wszej roz­mowy z prowadzącą. O tym, że prze­wod­niczą­ca uza­leż­ni­ała pra­wo wstępu od zamieszki­wa­nia na osied­lu Jaroty! Przed­staw­iali kłam­li­wie i ten­den­cyjnie wydarzenia tak, jako­by bez żad­nych prob­lemów od razu poz­wolono mi zostać!
    Później w Biurze Rady Mias­ta otrzy­małem spra­woz­danie tej rady za rok 2017. Tam KURIOZUM:
    “Posiedzenia Rady odby­wa­ją się w co drugą środę każdego miesią­ca, w których udzi­ał MOGĄ BRAĆ UDZIAŁ MIESZKAŃCY OSIEDLA JAROTY”. (Wyróżnie­nie w druku moje).
    Okaza­ło się więc, że rażące BEZPRAWNE ogranicze­nie WSTĘPU wymyślili sobie znacznie wcześniej! I stosowali! Na pytanie sądu po okaza­niu tego pod­kreślonego przeze mnie frag­men­tu nie potrafiła NIC wydukać o treś­ci tego frag­men­tu. Za to spry­t­nie nie na tem­at: “ja nie wiem, dlaczego jest to pod­kreślone”. Po raz pier­wszy i bodaj jako jedy­na dopiero w sądzie przy­pom­ni­ała sobie, że jed­nak mnie zapy­tała, czy jestem mieszkańcem Jarot! Ciągu dal­szego o uza­leż­ni­a­n­iu wstępu od miejs­ca zamieszka­nia ZAPOMNIAŁA i tym razem dodać.

    Szereg innych okolicznoś­ci z tamtego posiedzenia rad­ni jako świad­kowie przed­staw­iali roz­maicie, nawza­jem sprzecznie, kłam­li­wie , ten­den­cyjnie — zależnie od fan­tazji. M. in., że wtargnąłem do sali, nie zapukałem do drzwi, cią­gle się wypowiadałem bez udziela­nia mi gło­su, uniemożli­wiałem real­iza­cję porząd­ku posiedzenia i nic im się nie udało zre­al­i­zować, itd.
    Mam całość w nagra­niu dźwiękowym. Na razie wystar­czyć powin­ny zez­na­nia i doku­men­ty.
    O spra­woz­da­niu za rok 2017 z kuri­ozal­ną wstawką nad­mieniłem wyżej. Pro­tokół posiedzenia także potwierdza, iż wbrew KŁAMLIWEJ wer­sji zez­nań jed­nak zre­al­i­zowali porządek zebra­nia. W mojej obec­noś­ci odczy­tali pro­tokół poprzed­niego posiedzenia, omaw­iali dal­szy punkt — świę­to uli­cy Wilczyńskiego! To aku­rat mam na nagra­niu dźwiękowym i video!

    Co im przeszkadza­ło? Tu zacy­tu­ję wypowiedzi w sądzie prze­wod­niczącej tej rady, jako świad­ka:
    PRZESZKADZANIE TO BYŁO KRĘCENIE SIĘ, NAGRYWANIE, PSTRYKANIE.”
    oraz:
    NIE PROSIŁAM DZIELNICOWEJ, ABY ZAREAGOWAŁA”.

    Dodam, że po zaję­ciu miejs­ca nagry­wałem wyłącznie siedząc. O jakim kręce­niu przy­widzi­ało się prze­wod­niczącej trud­no orzec. Nagry­wanie video to kręce­nie — może o to jej chodz­iło?

    Istotne jest to, że podob­ne perypetie pon­ad rok wcześniej przeszedłem w innej samorzą­dowej radzie osied­la — Pieczewo. Zwłaszcza odnośnie WSTĘPU. Mimo inter­pelacji rad­nej Rady Mias­ta Pani Jabłońskiej w grud­niu 2016, mimo doskon­ałej a dostar­c­zonej prze­wod­niczącej Halin­ie Mikul­skiej opinii prawni­ka RM z 4 sty­cz­nia 2017, nagle bez żad­nej uch­wały rady osied­la przes­zli sobie nagle z comiesięcznych zebrań w dru­gi poniedzi­ałek na doraźnie usta­lane ter­miny — raz na kwartał. Mimo pisem­nych wniosków, ani razu nie podano mi daty tych doraźnych posiedzeń, aby uniemożli­wić wstęp. Pier­wszy raz mogłem uczest­niczyć dopiero w maju 2017 tylko dzię­ki infor­ma­cji z Rady Mias­ta, nie od tych osied­lowych rad­nych. Dopiero wskutek słusznego orzeczenia Wojew­ódzkiego Sądu Admin­is­tra­cyjnego w Olsz­tynie z wrześ­nia 2017 na wniosek Rzeczni­ka Praw Oby­wa­tel­s­kich a po moim doń zgłosze­niu , doszło do ucy­wili­zowa­nia jawnoś­ci rady na Pieczewie. Ter­az bez prob­lemów tam przy­chodzę, nagry­wam. Mają zaległoś­ci odnośnie udziela­nia odpowiedzi na część złożonych na piśmie wniosków, czym nadal łamią udip. . M. in. w jed­nej z cud­acznych “odpowiedzi” ubz­du­rali sobie, abym pis­ma do pieczewskiej rady kierował za pośred­nictwem Biu­ra Rady Mias­ta! Kierown­ik spółdziel­czej admin­is­tracji osied­la Pieczewo też na piśmie orzekł, że nie będą tam przyj­mować moich pism do samorzą­dowej rady! Tam­ta rada ma siedz­ibę w pomieszczeni­ach tejże admin­is­tracji, za co mias­to płaci spółdziel­ni.
    Pani Mikul­s­ka od wielu kadencji prze­wod­niczy samorzą­dowej RO raz innej — spółdziel­czej radzie osied­la Pieczewo. Skład obu tych ciał w znacznej częś­ci pow­tarza się. Na posiedzenia spółdziel­czej rady członkowie nagrod­zonej za trans­par­ent­ność spółdziel­ni Jaroty nie mają prawa wol­nego wstępu!!! Spółdziel­cze ograniczenia chcieli prze­nieść na samorzą­dową radę.
    Nie dali rady dzię­ki pomo­cy RPO i WSA. Nastąpiła dobra zmi­ana przeze mnie zwykłego oby­wa­tela spowodowana. H. Mikul­s­ka kandy­du­je do Rady Mias­ta z listy P. Grzy­mow­icza! Żena­da.

    Gdy pod­czas drugiej mojej wypowiedzi na posiedze­niu RO Jaroty 9 maja br. nad­mieniłem, że kwest­ię jawnoś­ci tych organów wcześniej przeszedłem w innej radzie — wraz z orzecze­niem sądu admin­is­tra­cyjnego, prze­wod­niczą­ca L. Jaczews­ka żach­nęła się, że ją straszę sądem!
    NIKT z RO Jaroty na posiedze­niu 9 maja br. nie próbował słowem choć­by sprze­ci­wić się czy sko­ry­gować wobec bezprawnych wyma­gań prze­wod­niczącej i resz­ty rad­nych!!! Także trze­cia stamtąd kandy­dat­ka do Rady Mias­ta w obec­nych wyb­o­rach — Urszu­la Jędrychows­ka, z listy PiS. Zadzi­ałał stad­ny sol­idaryzm?

    Inną ważną okolicznoś­cią jest to, że Pani Hali­na Ciunel, prze­wod­niczą­ca Rady Mias­ta wczes­ną wios­ną 2017 r. właśnie ze wzglę­du na prob­le­my z pieczewską radą, zor­ga­ni­zowała spotkanie z prze­wod­niczą­cy­mi wszys­t­kich 21 rad osiedli. Tam poruszano kwest­ię jawnoś­ci tych organów. Dlat­ego zdu­mi­ało mnie, że pon­ad rok po tej naradzie — na posiedze­niu RO Jaroty spotkałem się z ewident­nym łamaniem art. 61 Kon­sty­tucji oraz udip.

    Co się mieniło?
    Otóż po mojej pub­licznej kry­ty­cznej wypowiedzi na spotka­niu z komitetem wybor­czym Pana Małkowskiego udałem się w dniu 12 październi­ka br. na posiedze­nie RO Jaroty. Na wszel­ki wypadek wziąłem kartkę ze sławnym ostat­nio a zakazanym pub­licznie napisem:
    KON STY TU CJA. Z dopiskiem art. 61 oraz UDIP. Gdy­by znowu gadali swo­je bezprawne bzdury, miałem im tylko pokazy­wać ten tekst — i czynić swo­je.
    Ku moje­mu u zaskocze­niu WERSAL! Na początku zostałem uprze­jmie przez prze­wod­niczącą
    pow­i­tany. Nikt nie wypowiedzi­ał ani słowa sprze­ci­wu wobec jawnego nagry­wa­nia posiedzenia przeze mnie. Polic­jan­t­ka — ta sama w towarzys­t­wie drugiej mundurowej — już nie wypom­i­nała mi kar­al­nego (rzeko­mo) upub­licz­ni­a­nia nagrań. Nawet poz­wolono mi wypowiedzieć się w sprawach wspól­nych dla obu sąsiadu­ją­cych osiedli!
    Nieste­ty o tej radykalnej zmi­an­ie od 17 maja br. do dziś ta rada mnie nie poin­for­mowała. Podob­nie w innych zgłos­zonych przeze mnie kwes­t­i­ach. Czekam od 5 miesię­cy na rzec­zową
    odpowiedź. Bezskutecznie mimo dwóch moich pona­gleń oraz mimo inter­wen­cyjnego pis­ma z Biu­ra Rady Mias­ta! Tu wbrew udip się zacięli, czyli nadal łamią usta­wowe wymo­gi jawnoś­ci! Czyż­by dopiero sąd musi­ał im to nakazać? Ciąg dal­szy nastąpi -bo musi. Na ich nie­jako życze­nie. W tym zakre­sie też dojdzie do ucy­wili­zowa­nia.

    Do organów samorzą­dowych powin­ny kandy­dować lokalne osobowoś­ci. Tu wskaza­łem na raczej samorzą­dowe osobli­woś­ci.

    Tyle w skró­cie.

    Odpowiedz
    • 14 października 2018 o 22:19
      Permalink

      Dzięku­ję! Tyle tek­stu napisane, że opub­liku­ję to jako wpis. Z pewnoś­cią dotrze do więk­szej licz­by Czytel­ników

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *