Wspomnienie Henryki z Pustowojtów Lewenhardowej

Pomiędzy walczącymi w powstaniu 1863 roku nie było może głośniejszej i popularniejszej postaci nad Henrykę Pustowojtównę. Sławiono ją, jako bohaterkę, opisywano jej czyny wojenne, zajmowano się nią wiele i wszędzie. Dzienniki w Europie i w Ameryce podziwiały mężną Polkę walcząca za ojczyznę.

Pis­ma ilus­trowane skwapli­wie zamieszcza­ły jej wiz­erun­ki i rysowały bitwy, w których brała udzi­ał. Hen­ryce ta wiel­ka pop­u­larność i sława nie była miłą. Owa­cye, jakie jej robiono w Pradze, Szwa­j­caryi i Fran­cyi przyj­mowała niechęt­nie, uciekała od nich. Pozostała zawsze skrom­ną, nie grała kom­e­dyi wielkoś­ci i nie uważała siebie za istotę wyższą i lep­szą od tysią­ca swoich rodaczek.

Ta atoli skrom­ność, jaką umi­ała zachować wśród podzi­wów i uwiel­bień; ta moc charak­teru, która się oparła prą­dom pop­u­larnoś­ci, spy­cha­jącej częs­tokroć sławne kobi­ety na dro­gi awan­tur­nicze, dowodzi rzeczy­wis­tej wyżs­zoś­ci ser­ca i umysłu Hen­ry­ki Pus­towo­jtównej.

Poszła na plac boju pielęg­nować ran­nych, ratować giną­cych, to jest speł­ni­ać obow­iąz­ki właś­ci­we kobiecie. Gdy jed­nak okolicznoś­ci zrządz­iły inaczej i podały jej broń w rękę, została żołnierzem i to nie lada­jakim, ale w całym tego słowa znacze­niu, wzorowym żołnierzem.

Jej męst­wo i nieustraszona odwa­ga była dobrym dla młodych ochot­ników pow­sta­nia przykła­dem. Wobec kobi­ety, nie cofa­jącej się przed nieprzy­ja­cielem, szli śmi­ało do bitwy. 

Tytuł niniejszej publikacji i powyższe cytaty pochodzą z artykułu w Dwutygodniku dla kobiet, pismo belletrystyczne i naukowe wydawanego w Poznaniu, numer z 11 czerwca 1881 roku.

Bohater­ka artykułu już nie żyła, a autor czuł się w obow­iązku odkła­mać mity i leg­endy, także i te godzące w dobre imię bohater­ki.

Sporo miejs­ca postaci Anny Hen­ry­ki Pus­towo­jtów poświę­cił Mikołaj Berg w Zapiskach o pol­s­kich spiskach i pow­sta­ni­ach, przekład z rosyjskiego wydany w Warsza­w­ie w 1906 roku.

Mikołaj Wasilewicz Berg był naocznym świad­kiem wydarzeń 1963 roku jako dzi­en­nikarz i kore­spon­dent rosyjs­kich gazet. Znał dobrze okolicznoś­ci poprzedza­jące wybuch pow­sta­nia. Po jego zakończe­niu, zadanie zbada­nia i opisa­nia przy­czyn oraz prze­biegu pow­sta­nia powierzył mu nami­est­nik Królest­wa Pol­skiego hra­bia Fiodor Berg.

Mikołaj Berg był nie tylko dzi­en­nikarzem, ale i poetą tłu­maczem dzieł Mick­iewicza na rosyjs­ki. Prześledźmy zatem przemi­anę cór­ki rosyjskiego ofi­cera w anty­rosyjskiego pol­skiego pow­stań­ca.

Swo­ją relację o naszej bohater­ce rozpoczy­na iron­iczno-roman­ty­cznie, od wspom­nienia pow­stańczego obozu gen­er­ała Mar­i­ana Lang­iewicza:

Bądź co bądź, były to najpiękniejsze i najpodonioślejsze chwile w życiu Langiewicza, były to najjaśniejsze, najweselsze, i można powiedzieć, że najpoetyczniejsze chwile powstania. Na obnażonych z liścia gałęziach drzew pod Sosnówką, przesiadywało ptactwo, zawodzące czarowną pieśń Boże cos Polskę, która dźwięczniej i donioślej, niż głosy wszelkich słowików, rozbrzmiewała wesoło i głośno po zasypanej śniegami, nieprzytulnej puszczy, przechodząc przez usta panny Pustowojtów.

Spo­tyka­jąc się tak częs­to z tem nazwiskiem, musimy zapoz­nać czytel­ni­ka z tą oso­bis­toś­cią. Zkąd się wzięła i jak się dostała z rosyjs­kich gen­er­al­s­kich salonów do obozu pol­s­kich pow­stańców!

Opowiemy to ter­az, w cza­sie chwilowej ciszy i spoko­ju, którego uży­wały wojs­ka i sam dyk­ta­tor przez kil­ka dni, w cza­sie których kon­cen­trowały się siły rosyjskie dla otoczenia go żelaznym pierś­cie­niem. Jakoś nie dłu­go po wojnie 1831 roku, major Teofil Pus­towo­jtów, rozłożony ze swoim pułkiem w okoli­cach Żytomierza, przys­to­jny i wcale nie głupi człowiek, lecz kar­cia­rz i hula­ka, obdar­zony przysłowiową “sze­roką rus­ka naturą”, zro­bił zna­jo­mość i zakochał się w pięknej i rezo­lut­nej pan­nie Kos­sakowskiej, ożenił się z nią i na jej imię, a może i za jej posag kupił piękny majątek ziem­s­ki, Wier­chow­isz­ki, położony pod samym Żytomierzem.

Tutaj, dnia 26 czerwca 1838 roku przyszła na świat córka Anna, ochrzczona w obrządku prawosławnym wskutek świeżo wydanego ukazu z roku 1836 o dzieciach, pochodzących z małżeństw mieszanych. Pustowojtowie mieli jeszcze syna i drugą córkę.

Po staran­nem domowem wychowa­niu, mło­da dziew­czyn­ka została odd­ana dla dokończenia eduka­cyi do insty­tu­tu szlachec­kich panien w Puławach, w którym na 300 Polek było zaled­wie 50 wychowanek rosyjskiego pochodzenia i to takich, jak nasza bohater­ka, mówią­cych lep­iej po pol­sku niż po rosyjsku i nie zda­ją­cych sobie sprawy, do jakiej nar­o­dowoś­ci należą i jakiej są właś­ci­wie wiary.

Wykłady odby­wały się w pol­skim lub fran­cuskim języku. Dla rosyjskiego języ­ka była wyz­nac­zona 1 godz­i­na na tydzień i to jeszcze wykłady odby­wały się nad­er nied­bale i bez uwa­gi. Również z pomiędzy dwu­nas­tu dam kla­sowych, mają­cych obow­iązek prowadzenia i pil­nowa­nia roz­mowy dziew­czątek, jed­na tylko była Rosyan­ka, i ta roz­mowa rosyjs­ka była obow­iązkową raz w tygod­niu. Nad­to, ponieważ dla każdej klasy przy­padały dwie damy kla­sowe, a te miały służbę przez dzień, więc Rosyan­ka miała dyżury w trzech niższych klasach, w wyższych zaś klasach dziew­czę­ta nie spo­tykały się już z żywem słowem rosyjskiem.

Przytoczone okoliczności dowodzą, jak był zaniedbany rosyjski język w instytucie puławskim; tenże był nadto przedmiotem ogólnej niechęci wychowanek i wszelkie wyszczególnienie się w tym przedmiocie, wywoływało ogólną nieżyczliwość współtowarzyszek. Taką nazywano “ruskim duchem”.

Co zaś do religii pra­wosławnej i jej obrząd­ków, te u więk­szoś­ci rosyjs­kich wychowanek były w zupełnej pog­a­rdzie, czemś wcale niepotrzeb­nem. Pus­towo­jtów­na na wyraźne życze­nie ojca, chodz­iła do cerk­wi, lecz nudz­iła się tam i głośno odzy­wała, że “nie poj­mu­je, za co ją tą cerk­wią męczą. Po ukończe­niu nauk w Puławach, pan­na Anna wstąpiła w świat.

W Żytomierzu dom gen­er­ałowej gro­madz­ił pol­ską i rosyjską młodzież, a przys­to­j­na i inteligent­na pan­na, umieją­ca grać i śpiewać, przytem obdar­zona od mat­ki-przy­rody ognis­te­mi czarne­mi ocza­mi i prześliczny­mi, lekko falu­ją­cy­mi, ciem­no-kasz­tanowy­mi włosa­mi, była sil­nym mag­ne­sem przy­cią­ga­ją­cym. Mnóst­wo młodzieży kochało się w niej na zabój.

Pewien ofi­cer rosyjs­ki (obec­nie jeden z wyższych dos­to­jników w armii, a w 1863 roku groźny pogrom­ca pow­stańców w guberni płock­iej) starał się o jej rękę i bard­zo być może, że był­by ja uzyskał, gdy­by nie stanęły na przeszkodzie man­i­fes­ta­cyjne cza­sy 1861 roku, które uniosły awan­tur­niczą dziew­czynę do Lubli­na, do domu jej bab­ki Kos­sakowskiej, zagorza­łej pol­skiej patry­ot­ki, znanej zresztą z różnych skan­da­lików w przeszłoś­ci, które nawet w swoim cza­sie wyk­luczyły ją z poważniejszych sfer towarzys­kich.

W Lublin­ie w owym cza­sie główną poli­ty­czną rolę odgry­wała nie­ja­ka pani Pluszczyńs­ka, żona wyższego urzęd­ni­ka przy rządzie guber­nial­nym, rozum­na i ener­gicz­na kobi­eta, zapalona agi­ta­tor­ka, odd­ana duszą i ciałem na usłu­gi stron­nict­wa radykalnego. Pan­na Pus­towo­jtów nad­er pręd­ko znalazła się w kółku jej najbliższych. Pełno jej było wszędzie, przy śpiewa­niu patry­oty­cznych hym­nów w koś­ciołach, przy każdej demon­stra­cyjnej pro­cesyi, gdzie najczęś­ciej brała udzi­ał, ubrana po wiejsku z włosa­mi zaple­ciony­mi w długie warkocze, z nar­o­dowy­mi wstążka­mi.

Wojenny naczelnik lubelskiego okręgu, znany już nam z horodelskiej manifestacyi, generał Chruszczew, poufnie przestrzegł pannę Pustowojtównę, że jej “jako córce rosyjskiego generała nie przystoi brać udziału w polskich manifestacyach”. Uwagi te jednak, po kilkakroć powtarzane, nie odniosły zupełnego skutku.

Dnia 7-go lip­ca 1861 roku pan­na Pus­towo­jtów wzięła udzi­ał w pro­cesyi, towarzyszącej prze­niesie­niu jakiejś statuy świętego z Lubli­na do wsi Grabowa; 12 zaś lip­ca w rocznicę unii Litwy z Pol­ską, należała do licz­by osób usiłu­ją­cych urządz­ić demon­stra­cyę przed pom­nikiem, wznie­sionym na pamiątkę tego dziejowego fak­tu w Lublin­ie przez ostat­niego z Jagiel­lonów, króla pol­skiego Zyg­mun­ta Augus­ta, a odnowionego za panowa­nia i z polece­nia Alek­san­dra I.

Man­i­fes­ta­cya ta nie mogła się odbyć ściśle podług pro­jek­towanego pro­gra­mu, gdyż w danej chwili gen­er­ał Chruszczew z całym swym sztabem staną u stóp pom­ni­ka. Man­i­fes­tanci więc musieli poprzes­tać na cichej defi­ladzie i składa­niu na stop­ni­ach pom­ni­ka kwiatów i wieńców. Trwało to do godziny 11 w nocy.

Panna Pustowojtów i tu wystąpiła w stroju wiejskiej dziewczyny. Pomimo zakazu policyi, w niektórych domach oświecono okna, a w mieszkaniu sądowego aplikanta Mulickiego zajaśniało nawet przeźrocze z widokiem lubelskiego pomnika między popiersiami Sobieskiego i Kościuszki.

Gen­er­ał Chruszczew zdał sprawę o całem zajś­ciu do Warsza­wy, wskutek czego wyszły stamtąd różne zarządzenia, między innem zaś, gen­er­ał Suchozanet, pełnią­cy podów­czas obow­iąz­ki nami­est­ni­ka, orzecze­niem z dnia 22 sierp­nia 1861 roku, nakazał pan­nę Pus­towo­jtów wysłać z żan­dar­ma­mi do Moskwy i tam osadz­ić ją w jakimś żeńskim klasz­torze.

Wojen­ny naczel­nik zako­mu­nikował to roz­porządze­nie pan­nie Pus­towo­jtów i jej babce z polece­niem, by się przy­go­towały do podróży. Nie mogły one jed­nak uwierzyć, by rozkaz ten mógł być wyko­nanym i nie czyniły wcale żad­nych przy­go­towań do wyjaz­du, dopiero, gdy w parę godzin po zako­mu­nikowa­niu rozkazu, dnia 28 sierp­nia, staną przed gankiem powóz z kap­i­tanem żan­darmeryi Globbem, i gdy przy­był na miejsce sam gen­er­ał Chruszczew dla dopil­nowa­nia i przy­na­gle­nia do poś­piechu, wów­czas uwierzyły kobi­ety, że to nie żar­ty i zaczęły się na gwałt zbier­ać do dalekiej podróży.

Bab­ka i wnucz­ka postanow­iły jechać razem, w nadziei i z zami­arem, że w cza­sie podróży potrafią w jakikol­wiek sposób uzyskać złagodze­nie lub odmi­anę wyroku. Tym­cza­sem lud­ność, pod­niecana przez agi­ta­torów, zaczęła tłum­nie zapeł­ni­ać ulicę.

Urządz­iła się prawdzi­wa demon­stra­cya; chciano wyprządz konie i ciągnąć ręka­mi powóz. W tłu­mie rozle­gał się płacz i łka­nia, a nawet i rosyjs­kich łez nie mało w dniu tym popłynęło. Pan­na Pus­towo­jtów ani na chwilę nie straciła panowa­nia nad sobą. Z balkonu wypowiedzi­ała kil­ka słów uspaka­ja­ją­cych i prosiła, by pow­strzy­mano się od wszel­kich gwał­townych kroków.

Patrzcie, jestem posłuszna i jadę! Tak trzeba!”

Z temi słowy wsi­adła do powozu i rzu­ciła w tłum chus­teczkę swą, zros­zoną łza­mi. Chus­teczkę tę roz­er­wano na tysięczne cząst­ki, które zapewne do dzisi­aj i dłu­go jeszcze będą prze­chowywane, jako cenne pamiąt­ki … Powóz zwol­na ruszył, siedzą­cych w nim zasy­pano kwiata­mi. Z pier­wszego przeprzęgu koni bab­ka wysłała do nami­est­ni­ka prośbę o zez­wole­nie na powrót do Lubli­na.

W oczeki­wa­niu odpowiedzi podróżne zatrzy­mały się w Kowlu, powia­towem miasteczku na Wołyniu. Pan­na Pus­towo­jtów oświad­czyła, że jest chorą i dalej jechać nie może. Miejs­cowi lekarze dnia 1 wrześ­nia wydali na piśmie poświad­cze­nie, że pacyen­t­ka jest chorą na zapale­nie opłuc­ny (pleu­ro-pneu­mo­nia) wskutek czego stan chorej wyma­ga staran­nej i nieusta­jącej opie­ki lekarskiej, a dal­sza podróż zagraża poważnem niebez­pieczeńst­wem życiu podróżnej. Na dowód czego w obec­noś­ci horod­niczego (naczel­ni­ka miejskiej pol­i­cyi) i kap­i­tana żan­dar­mów akt ten pod­pisali:

Latoszyński, lekarz miejski; lekarz powiatowy; radca dworu Goldenmann, dymisyonowany lekarz pułkowy, oraz Białecki, pełniący obowiązki horodniczego, który stwierdził tożsamość podpisów.

Na szczęś­cie naszej bohater­ki miejsce Suchozane­ta zajął już hra­bia Lam­bert. Powyżej wykaza­l­iśmy, jak zaraz po przy­by­ciu do Warsza­wy nowy nami­est­nik uległ wpły­wom dawnych del­e­gatów, między który­mi byli i księża. Przez nich to wiele rzeczy dawało się uzyski­wać u hra­biego. Bab­ka Pus­towo­jtówny łat­wo wynalazła do nich drogę. Księża przed­staw­ili nami­est­nikowi całą niestosowność zarządzenia:

by katoliczka osadzoną została w prawosławnym monastyrze, i to jeszcze w Moskwie w tym sercu Rosyi.

Rosyjs­ka pra­wosław­na dziew­czy­na wyłoniła się naraz katoliczką, a to na mocy doku­men­tów, fałszy­wie wys­taw­ionych przez łucko-żytomier­skiego bisku­pa Borowskiego (Doku­men­ta te poświad­cza­ją, że Anna Hen­ry­ka dwo­j­ga imion Pus­towo­jtów­na urodz­iła się w 1832 roku, gdy jeszcze wyz­nanie dzieci w małżeńst­wach mięszanych zależało od woli rodz­iców.

W metryce pra­wosławnej z 1838 roku podano, że mat­ka Anny Pus­towo­jtów ma lat 17, zatem w 1832 roku mogła mieć lat 9, jest to najlep­szy dowód, że metry­ka katolic­ka jest nieprawdzi­wa. Biskup Borows­ki za wys­taw­ie­nie tej metry­ki, oraz inne bezprawne czyny został zesłany do permskiej guberni, skąd dopiero w 1882 roku powró­cił na biskupst­wo płock­ie).

Hra­bia Lam­bert, na którego głowie spoczy­wało rozwiązanie wielu i to nadzwyczaj trud­nych do rozwiąza­nia zadań, wciąż szuka­ją­cy jakiejś pewniejszej pod­stawy wśród owoczes­nych sto­sunków, w których i on i jego gen­er­ał-guber­na­tor coraz bardziej grzęźli, nie miał ani cza­su, ani chę­ci dokład­nego zbada­nia, co tam zbroiła jakaś lubel­s­ka, czy żytomier­s­ka wartogłowa dziew­czy­na i jakiego ona jest właś­ci­wie wyz­na­nia.

Cała sprawa w ogóle wydawała się małoważną, i na takie sprawy patr­zono z lekce­waże­niem!… A do tego nowy nami­est­nik starał się o prze­jed­nanie Polaków, codzi­en­nie ułaskaw­iał o wiele ważniejszych poli­ty­cznych przestępców.

Przebaczać tak miło, zwłaszcza człowiekowi, który nie pozbył się jeszcze wszystkich humanitarnych i ludzkich uczuć, wywiezionych z Francyi.

Sam na poły Fran­cuz i arys­tokra­ta, nie miał cza­su uzbroić się w pancerz obo­jęt­noś­ci i zupełnego spoko­ju przy wydawa­niu mniej lub więcej surowych orzeczeń. Nie umi­ał przytłu­mić w sobie wszel­kich uczuć litoś­ci, co może było­by konieczne w owych cza­sach!

Nami­est­nik pole­cił więc zaw­iadomić gen­er­ała Chruszczewa, że się zgadza na pozostaw­ie­nie Pus­towo­jtówny w Żytomierzu u jej rodz­iców. Chruszczew pospieszył zaw­iadomić o tem podróżne.

Anna Hen­ry­ka Pus­towo­jtów naty­ch­mi­ast wyzdrowiała i opuś­ciła Kow­el. Zachowanie się jej w Żytomierzu niczem się nie różniło od lubel­skiego. Tak samo należała do wszel­kich demon­stra­cyi, śpiewała Boże cos Pol­skę, i głośno wyrażała swe niezad­owole­nie z ist­nieją­cych sto­sunków.

Kijows­ki gen­er­ał-guber­na­tor doniósł o wszys­tkiem do Peters­bur­ga i zapy­tał, jak ma postąpić z roz­zuch­waloną dziew­czyną? Nad­szedł rozkaz wysła­nia jej do Moskwy i osadzenia w jed­nym z tamte­jszych żeńs­kich monasterów, według wskaza­nia i wyboru moskiewskiego księdza met­ro­pol­i­ty, Filare­ta.

Jed­nak met­ro­poli­ta wymówił się, doda­jąc w swym piśmie, iż:

Jego Świętobliwość czuje się dotknięty, że właśnie Moskwa wybraną została na więzienie dla osoby tak buntowniczej i nieposkromionej.

Uwzględ­ni­a­jąc to przed­staw­ie­nie, zmieniono wyrok i wybra­no zapadły Troicko-Biełbażas­ki monaster w kostrom­skiej guberni na miejsce rekolek­cyi dla pan­ny Pus­towo­jtówny.

Dziwny zbieg okoliczności! Anna Henryka Pustowojtów, i kostromski Troicko-Biełbażski żeński monaster! … Istne “fala i skała, poezya i najrealniejsza proza, lód i płomienie!”…

Lecz czego nie dokażą ener­gia i wytr­wałość? Mat­ka naszej bohater­ki użyła wszel­kich dostęp­nych jej wpły­wów dla ocale­nia swej cór­ki od klasz­tornej niewoli. Zan­iosła prośbę na ręce cesar­zowej, w której, między inne­mi, podała, że cór­ka jej jest “suchot­nicą, upada­jącą z każdym dniem na siłach”.

Ma się rozu­mieć, że nie brak było świadectw lekars­kich, poświad­cza­ją­cych te suchoty. O takowe łatwiej było w Żytomierzu niż w prze­jeździe przez Kow­el.

Proś­ba została w wyższych sfer­ach popar­ta wpły­wa­mi katolick­iego duchowieńst­wa w Peters­bur­gu, nie brakło także i świec­kich starań, dosyć, że wkrótce nadeszło z Peters­bur­ga polece­nie, by:

wstrzymać do wiosny wyprawianie Anny Teofilówny Pustowojtów do klasztoru, przez ten czas zaś rozciągnąć nad nią najściślejszy dozór policyjny.

Tego tylko trze­ba było proszącej. Surowy na razie dozór, jak zwyk­le we wszys­tkiem bywa w świętej matuszce Rosyi, po kilku tygod­ni­ach zwol­ni­ał i naraz pan­na Hen­ry­ka z Żytomierza zniknęła. Mówiono, że z jakimś Polakiem uciekła do Bukaresz­tu, gdzie książę Couza opiekował się wszelki­mi żywioła­mi wrogi­mi Rosyi, i gdzie cała lud­ność sym­pa­ty­zowała z Polaka­mi.

Są pewne dane, że pan­na Pus­towo­jtów­na w czer­w­cu 1862 roku była w Odessie, a w sty­czniu 1863 roku zjaw­iła się ponown­ie w księst­wach nad­duna­js­kich i rozdzielała tam jakieś fun­dusze…

Po wybuchu pow­sta­nia znalazła się w Królest­wie i z Lang­iewiczem połączyła się pod Szy­dłow­cem. Ciesząc się doskon­ałym zdrowiem, z łat­woś­cią znosiła trudy i niewygody marszów po złych i zapadłych dro­gach, wśród sło­ty i chło­du, nier­az brodząc po kolana w śniegu lub bło­cie.

Wytrzymywała wszelkie niewygody powstańczej egzystencyi, jadła co się nadarzyło, nieraz przez dobę i więcej musiała się obywać paru ziemniakami; raz straciwszy konia, 18 mil przebyła piechotą z oddziałem.

Co się tyczy jej sto­sunku do Lang­iewicza, brak wszelkiej pod­stawy do jakichkol­wiek uwłacza­ją­cych pode­jrzeń. Nie było nawet cza­su do zaprzą­ta­nia się czem innem prócz wojną. Lang­iewicz tak był zaję­ty całe­mi dni­a­mi i noca­mi kłopotli­we­mi sprawa­mi dowództ­wa, tak był moral­nie i fizy­cznie zmęc­zony, przy­bity i przygnębiony ciążącą na nim odpowiedzial­noś­cią, że myśl o jakichkol­wiek romansach była­by i dzi­wną i niemożli­wą.

Słowa kochanek i kochanka nie licow­ały wcale do ówczes­nego otoczenia i okolicznoś­ci. A jeśli nawet w prze­locie schwyciło się całusa, to jeszcze niczego nie dowodzi! Petrow opowiadał, że pan­nę Pus­towo­jtównę w obozie nazy­wano: “Panem Karolem”.

Tu prz­er­wa w nar­racji Mikoła­ja Berga. Insynu­acje na tem­aty oby­cza­jowe zaj­mu­ją tak bard­zo auto­ra Zapisków…, że ani się zająknął o tym, z jakim poświęce­niem pełniła Pus­towo­jtów­na funkc­je san­i­tar­iusz­ki i adi­u­tan­ta w odd­ziale gen. Lang­iewicza.

Tym­cza­sem, jej odwa­ga, deter­mi­nac­ja, zaan­gażowanie i poświęce­nie budz­iły podziw i zagrze­wały pow­stańców do walki.Wróćmy do tek­stu Zapisków… już po ogłosze­niu dyk­tatu­ry Lang­iewicza:

Popyt na fotografie dyktatora i jego “adjutanta”, Henryki Pustowojtów, był tak wielki, że zakłady fotograficzne nie mogły nastarczyć zamówieniom i sprzedawali kartki w formacie wizytowym po rublu za sztukę. Wkrótce zjawiły się broszurki, klamry do pasków z popiersiami dyktatora, zamiast do tego czasu używanych popiersi Kościuszki.

Kole­jne relac­je Mikoła­ja Berga o naszej bohater­ce doty­czą wydarzeń po wyjś­ciu kor­pusu Lang­iewicza z okrąże­nia pod Gro­chowiska­mi i opuszczenia zgrupowa­nia pow­stańczego, jego wyjaz­du do Gal­icji jako dyk­ta­to­ra celem oga­r­nię­cia całoś­ci spraw pow­stańczych:

Należało bez zwło­ki korzys­tać z pozostaw­ionej luki, to też o świcie dnia 19 mar­ca Lang­iewicz z odd­zi­ałem był już w Wiśl­i­cy na tyłach rosyjs­kich stanowisk, nie spostrzeżony i nie goniony przez niko­go. Nie wta­jem­niczeni w narady zasiedli spoko­jnie do posiłku i odpoczynku.

Tym­cza­sem Lang­iewicz z Pus­towo­jtówną wsiedli na przy­go­towany wózek i otoczeni esko­rtą, w której byli gen­er­ałowie Jezio­rańs­ki i Waligórs­ki, ruszyli przez Nidę na komorę cel­ną w Opatówku, która podów­czas była opuszc­zoną i w przekrocze­niu grani­cy nie staw­iła żad­nej przeszkody.

Tam się przepraw­iono przez Wisłę w dosyć licznem otocze­niu różnych zbiegów, szuka­ją­cych także bez­piecznego schronienia w Gal­i­cyi. Lang­iewicz i Pus­towo­jtów­na na aus­try­ack­iej komorze w Ujś­ciu wykaza­li się pasz­por­ta­mi gen­er­ała Waligórskiego z synem, wys­taw­iony­mi przez szwedzkie poselst­wo w Paryżu.

Jed­nak postać dyk­ta­to­ra zanad­to dobrze była znana wszys­tkim z mnóst­wa krążą­cych fotografii. Urzęd­nik kon­trolu­ją­cy pasz­porty, nie dowierza­jąc jed­nak podobieńst­wu, dla tem więk­szej pewnoś­ci zapy­tał które­goś z pow­stańców:

- A czy widziałeś dyktatora?
- A przecież tylko co tu był i rozmawiał z panem, ten małego wzrostu — odrzekł zapytany, ani się domyślając, że dyktator tajemnie starał się przekroczyć granicę.

Prz­yaresz­towany wskutek tego Lang­iewicz wraz z Pus­towo­jtówną, został odstaw­iony do Tarnowa. Ztamtąd zaś do Krakowa, gdzie go osad­zono na Zamku, Pus­towo­jtównę zaś w więzie­niu pod telegrafem, pod nad­zorem jakiejś kobi­ety…

Mijały jed­nak dnie i tygod­nie, a Lang­iewicz wciąż siedzi­ał na zamku krakowskim pod sil­ną strażą. Gdy zauważono, że z okna może się porozu­miewać z Pus­towo­jtówną, siedzącą pod “Telegrafem”, prze­nie­siono go do innej basz­ty, niewidocznej z okien więzienia jego dawnego “adju­tan­ta”.

Dnia 2 kwiet­nia wywieziono go z Krakowa do Tis­chnowitz na Morawach, przy­czem nie poz­wolono mu udać się na dworzec kolei żelaznej, lecz zatrzy­mano pociąg przy rogatce warsza­wskiej i tam odstaw­iono Lang­iewicza o godzinie 4-tej po połud­niu.

Pus­towo­j­townę uwol­niono zupełnie. Wyjechała ona do Pra­gi i tam wspól­nie ze swą przy­jaciółką, śpiewaczką dra­maty­czną, Zaw­iszanką, rozpoczęła stara­nia o wydoby­cie z więzienia swego towarzysza. Uzyskała poz­wole­nie na widze­nie się z Lang­iewiczem w Tysznow­icach.

Miano tam ułożyć plan uciecz­ki z 26 na 27 kwiet­nia w nocy. W tym celu Lang­iewicz zgolił brodę i zmienił ubranie… lecz zami­ar wykry­to. Byłego dyk­ta­to­ra dnia 29 kwiet­nia przewieziono do twierdzy w Josef­sz­tadzie, zkąd z początku nawet w towarzys­t­wie ofi­cera nie poz­wolono mu nigdzie wychodz­ić.

Lang­iewicza przetrzymy­wano w Josef­sz­tadzie do koń­ca pow­sta­nia. Potem wyjechał do Tur­cyi i miał być podob­no jak­iś czas za wezy­rost­wa Ali-Paszy, gen­er­ał-polic­ma­jstrem w Kon­stan­tynopolu.

Pus­towo­jtów­na mieszkała prze­ważnie w Paryżu, trud­niąc się z początku wyrobem sztucznych kwiatów, następ­nie dawaniem lek­cyi muzy­ki. W 1870 roku pełniła służbę jako sios­tra miłosierdzia w parys­kich polowych szpi­ta­lach. W tym jakoś cza­sie wyszła za mąż za dok­to­ra medy­cyny Löwe­hard­ta, emi­gran­ta z 1863 roku i miała z nim czworo dzieci. Umarła 2 maja 1881 roku w Paryżu na suchoty, pochowana dnia 5 maja na cmen­tarzu w Mont­moren­cy.

Nie należy zapominać o tym, że Zapiski o polskich spiskach i powstaniach Mikołaja Berga to relacja Rosjanina i skierowana do Rosjan. Nie poznamy więc z jego relacji bohaterskich czynów, poświęcenia i heroizmu polskich powstańców.

Co najwyżej dowiemy się nieco o odwadze i brawurze żołnierzy rosyjs­kich, ale też i o waś­ni­ach pomiędzy rosyjski­mi dowód­ca­mi, co wyko­rzysty­wali lub nie polscy pow­stań­cy. Jest to jed­nos­tron­na, ten­den­cyj­na relac­ja będą­ca w isto­cie pastiszem zapisu kro­nikarskiego.

Mikoła­jowi Berg umożli­wiono dostęp do archi­wów wojskowych, pro­tokołów przesłuchań uwięzionych pow­stańców, a niewyk­luc­zone, że i do samych aresz­towanych. W swoich zapiskach powołu­je się częs­to na bezpośred­nie roz­mowy z pol­ski­mi i rosyjski­mi uczest­nika­mi wydarzeń.

Jeśli sym­pa­ty­zował z pow­stań­ca­mi, to jak wielu Ros­jan za przy­czyną ich pro­gra­mu reform społecznych, tak Rosji potrzeb­nych. Pol­s­ki patri­o­tyzm komen­tował jako prze­jaw jakiejś przewlekłej choro­by, która doty­ka szczegól­nie dotk­li­wie pol­skie kobi­ety. W jed­nej z pub­likacji Berg napisał:

kobieta polska jest wiecznym, nieubłaganym i nieuleczalnym spiskowcem”.

Wśród doku­men­tów rodzin­nych znalazłem pamiątkę z Pow­sta­nia Sty­czniowego, ręcznie spisany w 1864 roku zbiór pieśni pow­stańczych przez 13 let­nią wów­czas Stanisławę Stanko, prababkę mojego wuja Tadeusza Bielewicza.

Jej 33 let­ni wów­czas ojciec, Roman Stanko ruszył do pow­sta­nia kon­no jedynie z szablą wraz z odd­zi­ałem 500 ochot­ników gal­i­cyjskiej szlachty. Po wygaśnię­ciu walk pow­stańczych wró­cił do domu boso, ale z szablą i nieste­ty z ciężkim zapale­niem płuc.

Tak to 13-let­nia kobi­eta wal­czyła piórem z rosyjskim najeźdźcą, gro­madząc pon­ad setkę pow­stańczych pieśni. Nie bez powodu więc Mikołaj Berg widzi­ał w osobach pol­s­kich kobi­et osto­ję zapiekłego pol­skiego patri­o­tyz­mu. Nie tylko on. Oto relac­ja jakie metody trak­towa­nia Polaków zale­cały władze rosyjskie owego cza­su:

Rozpoczęły się więc rządy stanu wojennego.“Proszę działać bez żadnej pobłażliwości i w żadnym wypadku nie tolerować swawoli. Winnych sądzić według praw wojennych i wyroki wykonywać natychmiast” — brzmiał telegraficzny rozkaz cesarza, przesłany Suchozanetowi, a ten i podwładni mu dowódcy wojsk, wypełniali go ściśle. Aresztowania szły za aresztowaniami. Represje, zarówno w Warszawie, jak i na prowincji, gdzie naczelnicy wojenni dopuszczali się okrucieństw niesłychanych. W Płocku np. jen. Rożnów, kazał ćwiczyć rózgami kobiety z inteligencji, chodzące w żałobie, oraz wszystkich aresztowanych za udział w manifestacjach. Wszędzie deportowano aresztowanych bez sądu do Rosji.

Mikołaj Berg musi­ał i tak stale liczyć się z dzi­ałal­noś­cią rosyjskiej cen­zury. Sprawa pub­likacji jego dzieła będącego owocem pię­ci­o­let­nich studiów “Pamięt­ni­ki o pol­s­kich spiskach i pow­sta­ni­ach 1831–1864”, oparła się o auto­ry­tet cara Alek­san­dra II, który wydal ostate­czny zakaz, ponieważ, jak stwierdz­ił:

tego rodzaju publikacje są obecnie nieodpowiednie, gdyż Polska podczas wszystkich ostatnich wydarzeń jest zupełnie spokojna i nie należy jej niepokoić wspomnieniami o przeszłości. Dokument ten zostanie prawdopodobnie przetłumaczony na języki obce, na polski, i wywoła nieprzyjemne wspomnienia”.

W Wielkiej Encyk­lo­pe­dii Radzieck­iej Anna Hen­ry­ka Pus­towo­jtów fig­u­ru­je jako rosyjs­ka rewolucjon­ist­ka. Zresztą za Alek­san­dra Herce­na: “Rosyjską kobi­etą u Lang­iewicza” — Герцен А. И., Русская женщина у Лангевича, Собр. соч. в 30 томах, т. 17, М., 1959.

Ale już w obec­nej rosyjskiej edy­cji Wikipedii jest pol­ską rewolucjon­istką. Źródła rosyjskie częs­to powołu­ją się na pol­ską pub­likację: Wawrzykows­ka-Wier­cio­chowa D. Najdzi­wniejszy z adi­u­tan­tów. Opowieść о Annie Hen­ryce Pus­towo­jtównie.

Warto wspom­nieć, że ojciec Anny Han­ry­ki Pus­towo­jtów był z pochodzenia Węgrem, a jej rod­zony brat ofi­cerem w armii rosyjskiej. Brat w cza­sie Pow­sta­nia Sty­czniowego służył w twierdzy kijowskiej, a znany był tam z nad­gor­li­woś­ci w prześlad­owa­niu pol­s­kich więźniów.

Wśród Ros­jan, jak już mieliśmy okazję przekon­ać się z frag­men­tu tek­stu Mikoła­ja Berga, nie było jed­no­myśl­noś­ci co do sto­sunku do pol­s­kich pow­stańców i metod pacy­fikowa­nia rewolucyjnych nas­tro­jów pol­skiego społeczeńst­wa. Oto kole­jny przykład:

Zarządzenie to wywołało kłótnię między namiestnikiem i Gerstenzweigiem, zakończoną amerykańskim pojedynkiem. Gerstenzweig wyciągnął los i zastrzelił się. Na Lambercie jednak zajścia dni ostatnich zrobiły takie wrażenie, że rozchorował się, do cesarza wysłał prośbę o dymisję, a na miejscu wydawał coraz dziksze rozporządzenia.

His­to­ria życia Anny Hen­ry­ki Pus­towo­jtów-Löwe­hardt to gotowy sce­nar­iusz fil­mu! Kopro­dukc­ja pol­sko-rosyjsko-fran­cus­ka była­by his­to­rycznie uza­sad­nioną.

Jacek Pachucki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *