Bronisław Komorowski w miejscu odosobnienia?

Gdybyśmy byli państwem prawa, takim normalnym państwem, to miejsce Bronisława Komorowskiego już dawno temu, nie byłoby na salonach politycznych, tylko tak naprawdę, powinien znaleźć się w miejscu odosobnienia.

To są słowa Wojciecha Sumlińskiego wypowiedziane na spotkaniu autorskim w Olsztynie 10 lutego 2015 roku. Wojciech Sumliński wypowiedział powyżej przytoczone słowa i od razu dodał:

Biorę odpowiedzialność za słowo. To co państwu mówię, to piszę w swoich książkach. Te książki wysyłam do pana Prezydenta Bronisława Komorowskiego za potwierdzeniem odbioru. Póki co, pan Komorowski przyjął taką strategię jak duży, potężny słoń w stosunku do muchy… znaczy ignoruje mnie.

W tej relacji ze spotkania autorskiego z Wojciechem Sumlińskim możecie posłuchać puenty do śledztwa CBŚ w sprawie Fundacji Pro Civili.

Drugim głównym tematem spotkania z Wojciechem Sumlińskim była afera marszałkowa.

Odniosłem wrażenie, że przypomnienie społeczeństwu szerzej nieznanych wydarzeń z lat 2007 – 2008 i roli w tych wydarzeniach obecnego Prezydenta, może być dużą przeszkodą w reelekcji Bronisława Komorowskiego.

Wojciech Sumliński od razu uprzedził ewentualne zarzuty o koniunkturalizm. Powiedział:

Nie płaci mi pan Andrzej Duda. To co państwu mówię, mówię od trzech czy czterech lat. Piszę w książkach… mówię o faktach… każde zdanie jestem w stanie udowodnić, przed każdym uczciwym sądem.

Czy rzeczywiście były Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski popełnił przestępstwo?

Słuchając Wojciecha Sumlińskiego nabrałem przekonania, że tak! Jeżeli Wojciech Sumliński głosiłby nieprawdę, to już by siedział!

Jego nie chroni aparat państwowy. Jego egidą jest PRAWDA!

Mucha, aby nie paść ofiarą słonia musi być… szybsza od trąby i ogona. Jeżeli chcesz także poczytać o aferze marszałkowej to polecam: Afera marszałkowa: Graś pogrąża KomorowskiegoCzym była afera marszałkowa. Rola B. Komorowskiego.

Kończę tak jak zacząłem. Słowami Wojciecha Sumlińskiego:

Polska wygląda tak, jak w rozmowie Bogusława Radziwiłła z Andrzejem Kmicicem. Jedno wielkie czerwone sukno. Trzeba rwać tyle, żeby jak najwięcej zostało nam w rękach. A co będzie później, to już nie jest nasz problem.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *