Fałszywa żywność i związane z tym problemy

Od 150 lat, od badań prof. Beschampa wiadomo, że nasza odporność pochodzi od żywności. To badania chemika i kombinatora L. Pasteura, wymazały na kilka pokoleń wiedzę o etiologii chorób człowieka. Genotyp człowieka zwiększony 10-krotnie genotypem bakterii zawartych w przewodzie pokarmowym, decyduje o tym, czy chorujemy, czy też nie.

To nie jest tak, że można człowieka na coś uodpornić. W naszym przewodzie pokarmowym znajduje się ok. 1.5 kg bakterii. Jeżeli 95% – 97% tych bakterii należy do rodzajów tzw. dobrych, to nic nam nie zagraża. Nawet jak się skaleczymy i coś tam wniknie z brudu, to i tak organizm daje sobie z tym radę. Boski wynalazek, system odporności, działa niezawodnie.

Odporność pochodzi od jedzenia. W tym momencie pochylę się nad problemem żywności genetycznie modyfikowanej. Wszelkie bajki o dobrej jakości tej żywności, należy wrzucić do kosza. Niestety, rząd warszawski [G.Braun] dopuścił do stosowania i sprzedaży w Polsce zarówno soi GMO, jak i bawełny, kukurydzy i wielu innych roślin. To znaczy, że Polacy nie powinni kupować ani olei sojowych, ani tym bardziej mleka sojowego dla dzieci.

Jak wykazały badania, żywność GMO może prowadzić do niewydolności narządów wewnętrznych, bezpłodności, raka, a białko GMO omija układ trawienny, i może bezpośrednio wnikać do krwi. Żywność GMO zawiera znacznie większe ilości pestycydów, np. Randapu czyli glifosatu. Randap jest odpowiedzialny za stany zapalne przewodu pokarmowego, które nazwano uczuleniem na gluten.

Gluten jest to wielomiliardowy interes oparty na niewiedzy. Ciemnota o szkodliwości glutenu jest wciskana do głów matek, nie przez kogo innego, tylko przez pracowników „św. medycyny”. To właśnie poprzez medycynę trucie Randapem zmieniono na uczulenie na gluten. Jak można sprawdzić na stronie internetowej Ministerstwa Rolnictwa, Zdrowia itd., nie ma ani jednego znaku na temat szkodliwości Randapu. Niech się szaraczki trują.

Od lat 80-tych ubiegłego wieku, cała żywność na świecie należy do koncernu zwanego Dom Windsor. Koncern ten posiada w kilku najważniejszych produktach spożywczych, po 95% albo upraw, albo środków transportu, albo przetwórstwa. W sposób monopolistyczny decyduje o kosztach odżywania w bardzo wielu krajach na świecie.

A jak nie chcą kupować naszej żywności, to mamy Pentagon z jego Airspace i HARRP – em. Możemy w ten prosty sposób wywołać powódź albo susze na obszarze ponad 200 km kwadratowych, lub lawiny błotne.

Obecnie taka susza od 5-6 lat panuje w Kalifornii, a stan Teksas notuje niespotykane powodzie. Jak do tej pory żadna inicjatywa przemysłu spożywczego nie poprawiła sytuacji żywnościowej na świecie. W 1948 roku rozpoczęła się „zielona rewolucja” w Azji. Miała ona rzekomo wyeliminować głód. Efekt: masa żywności zwiększyła się, ale jej wartość biologiczna drastycznie spadła.

Przypomnę, że np. jabłko typu szara reneta posiadało ok. 35 mg witaminy C na 100 g masy. Te „pikne” jabłka holenderskie, posiadają zaledwie 2-5 mg witaminy C na 100 g mas. Człowiek potrzebuje ok. 50 mg witaminy C dziennie. Wystarczyło dawniej zjeść dwa małe polskie jabłuszka, żeby zapewnić odpowiednią ilość witaminy w organizmie, a w dobie globalizacji trzeba wsuwać ok. 10 holenderskich. Toż to wiadro, tego nawet krowa nie zje. Ale interes się kręci. Głupole płacą jak za przysłowiowe zboże. Te „zagramaniczne” ładnie wyglądają. A że jest to szajs, a kto o tym wie?

Podobnie wyglądała sprawa tzw. złotego ryżu. Miał rzekomo zabezpieczyć ludność Azji w witaminę A. Badania wykazały, że trzeba by zjadać 10 – 15 kg tego ryżu, aby było to widoczne. A 15 kg ryżu to całe wiadro. Ciekawe, który to taki mądry inaczej, naukowiec od ryżu siedzi na czterech literach i pałaszuje dzień w dzień, to wiadro ryżu, w celu zaspokojenia potrzeby na witaminę A.

Dodatkowym matrixem w problemie żywności jest zmiana pojęć. Obecnie zamiast mleka sprzedaje się zabielany sinawy płyn. Zamiast masła, wyroby masłopodobne, oraz jakieś margaryny. Proszę spokojnie pomyśleć, ile chemii trzeba włożyć, a by z kupy zielonych zgniłych liści, otrzymać białawą masę do smarowania na chlebie?

Podobnie wygląda sprawa innych produktów żywnościowych. W kiełbasie jest ok. 10% mięsa, reszta to soja genetycznie modyfikowana, lub inne zielsko. Czekolada nawet nie leżała koło kakao. I to wszystko podobno jest zgodne z normami żywienia, ustanowionymi przez lokalne parlamenty, lub narzuconymi przez tzw. międzynarodowe organizacje. A że ludziska chorują? A kogo to obchodzi! Oni mają tylko płacić podatki. Dlatego średni poziom wykształcenia lokalnych przedstawicieli jest tak niski. Większość kończy na etapie kursów pomaturalnych, w celach propagandowych podniesionych do rangi wyższego wykształcenia. Wiadomo, mniej wykształconym społeczeństwem łatwiej się rządzi. A rządzenie ludźmi jest najbardziej dochodowym zajęciem.

dr n. med. Jerzy Jaśkowski

Fałszywa żywność – zdaniem dr Jerzego Jaśkowskiego jest odpowiedzialna za zdecydowany spadek naturalnej odporności organizmu człowieka. Jedzmy polskie jabłka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *