Inferno – Dan Brown

Z Danem Brownem zapoznałem się tak, jak zapewne wielu z Was, około 10 lat temu, przy okazji lektury thrillera Kod Leonarda da Vinci.

Książka wciągnęła mnie momentalnie i przeczytałem ją w jeden weekend.

Niesztampowe postacie, ciekawa i oryginalna fabuła, zagadkowe, fascynujące i jednocześnie kontrowersyjne tezy dotyczące chrześcijaństwa, które stawiał Brown, sprawiły, że lektura tej powieści była samą przyjemnością.

Dodatkowym smaczkiem była oficjalna krytyka powieści przez Radę Naukową Konferencji Episkopatu Polski.

Dobrze, że nie wydali wyroku śmierci na Dana Browna, tak jak ajatollah Chomeini, który skazał na śmierć autora i wydawców Szatańskich wersetów Salmana Rushdiego.

Zgodnie z wyborem czytelnika mojego blogu, nagrodzonego w jednym z konkursów, zakupiłem nową powieść Dana Browna Inferno.

W przedświąteczny weekend przystąpiłem do lektury. Pierwsze 200 stron i… zawód. Bo przeżywałem deja vu. Ja to już czytałem! Ci sami bohaterowie, te same wydarzenia w innym sztafażu.

Główny bohater Robert Langdon, przy wydatnej pomocy pięknej kobiety z IQ 208Sienny Brooks, dąży do rozwiązania zagadki, której początek daje tajemniczy przyrząd ukryty w specjalnej kapsule.

Wypisz wymaluj krypteks z „Kodu…”. Oczywiście do rozwiązania zagadki prowadzi droga poprzez analizę poszczególnych dzieł sztuki.

Główny motyw to Boska Komedia Dantego Alighieriale by pozostać cały czas na drodze ku prawdzie, trzeba poznać także inne dzieła malarskie, rzeźbiarskie i architektoniczne.

Tu muszę oddać honor Brownowi, że w ten sposób zmusza ciekawego czytelnika do zapoznania się z tymi dziełami.

Mając internet, to prosta i jednocześnie fascynująca sprawa. O dziele czyta się w powieści, i można go natychmiast obejrzeć na ekranie komputera. Polecam!

Mimo wszystko, w tym momencie powieści gotów byłem odstąpić od dalszej lektury. Uznać Inferno za powieść – kalkę „Kodu…”, a samego autora posądzić o pazerność i pójście na łatwiznę, by na fali popularności znów na konto wpłynęły miliony dolarów.

Siłą rozpędu dotrwałem do 277 strony. Tam przeczytałem następujący fragment:

Jestem fanką prawdy – odparła zdecydowanym tonem – nawet jeśli trudno ją zaakceptować.

Słowa te padają z ust Sienny Brooks i skierowane są do Roberta Langdona, który w tym momencie powieści, zarzucał jej opowiadanie się po „niewłaściwej” stronie.

No i chyba rozumiecie, że jej odpowiedź bardzo mi przypadła do gustu i sympatyzowałem ze Sienną już do końca powieści.

Lekturę zakończyłem w niedzielę i nie żałuję, że dotrwałem do końca. Zakończenie jest dosyć przewidywalne ale i zarazem nietypowe!

Jego największą zaletą jest fakt, że Dan Brown zostawia czytelnika z dylematem… takim podstawowym, egzystencjalnym.

Nie zdradzam, o co konkretnie chodzi, by nie psuć Wam przyjemności czytania.

Inferno polecam szczególnie tym, którzy nie czytali Kodu… Pozostałym też polecam, ale bez wielkiego entuzjazmu. Po tej lekturze zastanawiałem się, jakie dzieło będzie przyczynkiem do następnej powieści Dana Browna. Postawiłem na kamienne kręgi w Stonehenge, i tajemnicze rysunki na płaskowyżu Nazca, co umożliwi przeniesienie Roberta Langdona i nas w… kosmos. Nie nastawiam się też na film, gdyż adaptacją Kodu Leonarda da Vinci byłem zawiedziony, to i tu nie liczę na więcej.

 

 

2 myśli na temat “Inferno – Dan Brown

  • 24 kwietnia 2014 o 09:42
    Permalink

    Czytałem Kod da Vinci i książka wywarła na mnie wrażenie. Może dlatego, że przedtem dużo czytałem o Merowingach, Świętym Gralu i o prawdopodobnym wylądowaniu Marii Magdaleny w Langwedocji. Prześladowani Judeochrześcijanie często uciekali na peryferie imperium by ujść represjom. W Kolonii w miejscu gdzie stoi obecna katedra już w 50 roku n.e. pierwsi chrześcijanie postawili kościół. Jednak Rocky 2 mnie nie interesuje. Niestety za dużo w nasze życie wkracza komercja. Ostatnio czytałem książkę Filipa Springera” Miedzianka. Historia znikania”. Znałem to urocze miasteczko od dziecka bo co roku jeździłem tam na kolonie. Ponieważ za młodu byłem „poszukiwaczem skarbów” mogłem panu Springerowi uściślić kilka faktów z powojennej historii miasteczka co też uczyniłem na Facebooku. Pechem miejscowości była blenda uranowa, którą Sowieci tak intensywnie wydobywali, że wydrążyli i tak już dziurawą jak durszlak górę do tego stopnia, że wszystko groziło zawaleniem. Do dziś pamiętam jak po polach walał się piryt (ruda miedzi) i jako dzieciak miałem sporo takich okazów ponieważ wyglądał jak złoto. Rosjanie wyrzucali go z szybów jako śmiecie. Ocalał tylko kościół, który pomimo tego, że stoi na mocno zagrożonym terenie ( mam plany prac górniczych tej miejscowości ) trwa nadal i na msze zjeżdżają się dawni mieszkańcy, których przesiedlono do Jeleniej Góry.

    Odpowiedz
    • 24 kwietnia 2014 o 11:18
      Permalink

      Dziękuję! Ciekawa historia z tą Miedzianką. Warta przeczytania!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *