Kłamacz smoleński — Antoni Górski komentuje

Ileż podłości wykazał rząd PO/PSL zaraz po katastrofie – Tragedii Smoleńskiej. Mając władzę pozwalał, a prawdę mówiąc, inicjował kampanię oszczerstw, pomówień i wyssanych z palca faktów. Gdy to po kolei upadało, wszczął akcję lekceważenia, wyśmiewania, ośmieszania tych, którzy chcieli w ogóle zadać jakiekolwiek pytania. Zamiast rzetelnego śledztwa włożył wielki wysiłek w podzielenie Polaków (powód? – polskość to nienormalność). Nic tak nie dzieli, jak kłamstwo. Wspomagana przez polskojęzyczne media, wspomnieć choćby tylko TVN i Polsat, kłamaczów jest cała plejada.

Najpierw Radek Siko­rs­ki, ten od wyrzy­na­nia wat­ach, już po pięt­nas­tu min­u­tach wiedzi­ał, że przy­czyną katas­tro­fy: jest wina pilotów!

Że też Tusk nie posłuchał takiej wyroczni i ustanow­ił Komisję Jerzego Millera, naraża­jąc społeczeńst­wo na poniesie­nie wiel­kich kosztów, gdy ostate­czny wynik miał już podany?! Ale Siko­rs­ki był prze­cież pod­wład­nym i Tusk POz­wolił mu wychodz­ić przed szereg?!

Za nim Bro­nisław Komorows­ki wyrokował, że: sprawa katas­tro­fy smoleńskiej jest w sposób arcy­bolesny pros­ta.

Tak pros­ta, że musi­ała zaj­mować się nią gro­ma­da kilkudziesię­ciu fachow­ców! No i znowu Tusk nie posłuchał par­tyjnego kumpla, którego zak­lepał na Prezy­den­ta RP (na 30-leciu Sol­i­darnoś­ci, parę dni po zaprzysięże­niu, Tusk klepał Pier­wszą Osobę RP po udzie – taka poufałość).

Pier­wszy Ekspert RP auto­ry­taty­wnie stwierdz­ił, że: pró­ba lądowa­nia nie powin­na mieć miejs­ca. Może zbyt gwał­town­ie został wyr­wany z zimowego snu w Budzie Ruskiej, bo nieotrzeźwiony nie ock­nął się jeszcze i nie oga­r­nął, że nawet rus­ki raport MAK-u odno­tował komendę: Odchodz­imy, potwierd­zoną przez drugiego pilota na bez­piecznej wysokoś­ci 80 m.

Insty­tut Eksper­tyz Sądowych im. Prof. dra Jana Sehna ustal­ił, że dowód­ca zało­gi kpt. Arka­diusz Pro­ta­siuk, wydał komendę Odchodz­imy, na praw­idłowej wysokoś­ci 100 m.

Gdzie się on uchował? Przełożony Wojs­ka Pol­skiego, a nie wie, że nad komendą się nie dysku­tu­je? Jest świę­ta! A Odchodz­imy, znaczy odchodz­imy – nie lądu­je­my!

Co za troskliwość przejawił w tamtym momencie, gdy wśród rozterek — co do kandydowania na prezydenta — zadawał sobie hamletowskie pytanie: Kto weźmie odpowiedzialność za państwo?

No i wziął, dmąc w jed­ną dud­kę z Tuskiem, stwierdza­jąc, że: państ­wo pol­skie sobie potrafiło w tym szczegól­nie trud­nym momen­cie poradz­ić — zdało egza­min. Zdało!? Gdy egza­min nie zakończył się jeszcze — po ośmiu lat­ach?!

No i wywołana słyn­na eksper­c­ka komis­ja. Jerzy Miller zami­ast zad­bać o obec­ność choć­by jed­nego funkcjonar­iusza BOR-u na lot­nisku w Smoleńsku, pełniąc funkcję prze­wod­niczącego komisji zad­bał o… swo­je wybie­le­nie.

Uczest­nicząc w ekip­ie ścią­ga­jącej treść ruskiego rapor­tu, orzekał we włas­nej spraw­ie, mając w głębokim poszanowa­niu rzym­ską paremię:

Nemo iudex in causa sua – nikt nie może być sędzią we własnej sprawie!

Był bezpośred­nim przełożonym BOR-u! Czy swo­je obow­iąz­ki tylko zanied­bał? Za to wzorowo wypełnił obow­iąz­ki komis­arza speł­ni­a­jąc życze­nie prezy­den­ta Komorowskiego, który wyraz­ił nadzieję, że: w oby­d­wu doku­men­tach [MAK-u i pol­skim] pojawi się taka sama przy­czy­na.

Jak przys­tało na wiernego sługę, sczy­tu­jącego życzenia z ust pana, koń­cowy raport był zgod­ny z raportem ruskim, niemal co do przecin­ka.

Najgłęb­szym kła­maczem smoleńskim jest ta na pon­ad metr głębokoś­ci. Ewa Kopacz z całą staran­noś­cią zakopała przy­czyny katas­tro­fy w pomy­lonych grobach, grze­biąc w hanieb­ny sposób szcząt­ki ofi­ar. Że też dalej dotrzy­mu­je słowa prze­siewa­jąc… kłamst­wa.

Pokazy­wano ekspertów opowiada­ją­cych his­to­rie jak­by byli na miejs­cu w chwili zdarzenia, w dodatku mają­cy zdol­noś­ci para­psy­cho­log­iczne pozwala­jące na oce­ni­an­ie, opisy­wanie zachowań, a nawet zami­arów zało­gi i pasażerów.

Wśród nich znalazł się pro­pa­gandys­ta Maciej Lasek, prak­tyk szy­bow­cowy. Był Arty­mow­icz Paweł – spec­jal­ista od… gwiazd. Pojaw­ił się też Tomasz Hyp­ki, wszech­stron­ny znaw­ca lata­ją­cych przed­miotów, którego chy­ba bumerang uderzył w głowę, bo udowad­ni­ał, że oder­wane skrzy­dło zachowało się właśnie jak broń Abo­ry­genów.

Taki kła­macz nie poj­mu­je, że kłamst­wa, czyli ruskiej prawdy, nie da się ukryć. Tak jak Prawdy! A Ta, wychodzi nawet zza grobu, i jest coraz bliżej.

Antoni Górski

Ku Prawdzie: Kłamacz smoleński to tekst Antoniego Górskiego, będący w opozycji do wyników ankiety, w której moi Czytelnicy orzekli — ponad 72% głosów — że TU-154 rozbił się wskutek: presji na pilota i decyzji pilota. Dziękuję Wam za aktywność (7.572 głosów!) i czekam na teksty, także opozycyjne wobec tych: Prawda o tragedii smoleńskiej i Brednie zespołu Macierewicza — J. Grzędzielskiego, i Oto jedyna przyczyna katastrofy — M. Lenarda.

TWOIM ZDANIEM 10 KWIETNIA 2010 R. TU-154 ROZBIŁ SIĘ WSKUTEK:

 

4 thoughts on “Kłamacz smoleński — Antoni Górski komentuje

  • 11 marca 2018 at 14:11
    Permalink

    Uważaj Stanisław­ie robisz w kale!

    Reply
    • 11 marca 2018 at 15:07
      Permalink

      Dzięku­ję! Emerycie… fakt, życie mnie zmusiło do babra­nia się w Kalle… ale ten tekst nie mój, i nie moje stanowisko w spraw­ie rozbi­cia się TU-154!

      Reply
  • 10 marca 2018 at 16:32
    Permalink

    Właśnie ten tekst został napisany również w opozy­cji do artykułu śp. Pana Grzędziel­skiego, który opisy­wał to wydarze­nie jak­by był na miejs­cu w tam­tym trag­icznym cza­sie. Ciekawe, że też komis­ja Millera nie sko­rzys­tała z takiego świad­ka. Na jakiej pod­staw­ie te 4500 anki­etowanych opier­ało swo­je przeko­nanie? Czy właśnie nie na opowiada­niu pana Grzędziel­skiego? A on tam nie był i słyszał to też z opowiadań. Nie wiem gdzie pan Grzędziel­s­ki służył, gdy nie wie, że komen­da, tak jak rozkaz, w wojsku (nawet w LWP) jest rzeczą “świętą”. Żaden pod­wład­ny nie może poz­wolić sobie na zła­manie pro­ce­dur, bo za to odpowia­da, nie tylko dyscy­pli­narnie. Upadł mit “pancernej brzozy” to dalej eksploatu­je się “presję na pilota”. Brzoza musi­ała­by być taka moc­na, że na wysokoś­ci co najm­niej 15 m (może w Rosji są takie?) zła­mała skrzy­dło 120 tonowego samolo­tu. Na tej wysokoś­ci “zanikła” cała elek­tron­i­ka — chy­ba była zlokali­zowana w oder­wanym skrzy­dle. Co do presji na kap­i­tana zało­gi, to była ona wywier­ana (ponoć) w 2008 r. w Gruzji i kpt. Pro­ta­siuk nie posłuchał[?] (w rzeczy­wis­toś­ci, za ten lot został wyróżniony przez prezy­den­ta Kaczyńskiego). I z takim “niesub­or­dynowanym” pod­wład­nym (prezy­dent jest przełożonym żołnierzy) Lech Kaczyńs­ki leci­ał!? Nic się tu przysłowiowej kupy nie trzy­ma!

    Reply
    • 10 marca 2018 at 16:47
      Permalink

      Dzięku­ję! Jestem przeko­nany, że te pon­ad 5 tysię­cy głosów w ankiecie na “presję-4.500” i “decyzję-950” pilota — jako przy­czyny rozbi­cia się TU-154, zostało odd­anych przez ludzi… samodziel­nie myślą­cych, a nie zain­fekowanych jakąkol­wiek teorią… a pri­ori 😉

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *