Piękne Montresor!

Dzisiaj Wszystkich Świętych, więc z potrzeby serca udałem się do kościoła i na cmentarz. 

Ponieważ pobliskie cmentarze już zdążyłem obejrzeć, dzisiaj korzystając z pięknego słonecznego dnia, udaliśmy się z kolegą na wycieczkę.

Naszym celem stało się miasteczko Montresormój skarb. Ta niewielka miejscowość, położona w dolinie Loary, słynnej z malowniczo położonych zamków, jest w sposób szczególny powiązana z… Polską.

Zamek w Montresor zbudowano w 1005 roku, a od 150 lat jest w polskich rękach. W 1849 zamek w opłakanym stanie zakupiła Róża z Potockich dla swojego syna, hrabiego Ksawerego Branickiego. Obecnie zamek jest własnością rodu Reyów.

Poczułem wiatr historii, gdy wchodząc na recepcję mogłem uścisnąć rękę i porozmawiać z Konstantym Reyem.

Gdy kolega przedstawiając mnie powiedział, że ja piszę ciekawe teksty, które można przeczytać w internecie, Konstanty Rey natychmiast nawiązał do… Adama Mickiewicza!

Powiedział, że pierwszy polski właściciel zamku Ksawery Branicki, hojnie sponsorował Adama Mickiewicza, by ten mógł swobodnie pisać o moskalach i samym carze Mikołaju I, który skazał Ksawerego na Sybir.

W mojej głowie natychmiast zaświtała obłędna myśl. Oto ja, twórca słynnego Listu otwartego do JD trafiam na emigrację i znajduję sponsora, który zapewni mi środki do życia, bym mógł swobodnie pisać o pachołkach moskali i o samym Kale, który skazał mnie na bezrobocie.

Szybko marzenie prysło i… rozpoczęliśmy zwiedzanie zamku.

Naprawdę było co oglądać. Ciekawe miejsce i bardzo wielcy Polacy byli z tą miejscowością związani. Zamek jest obecnie zamieszkany przez rodzinę Reyów, ale spora jego część jest udostępniona dla zwiedzających.

Oprócz spokojnego zwiedzania, na koniec nadarzyła się możliwość porozmawiania z autentyczną hrabiną.

Ponieważ kolega odwiedza ten zamek dosyć regularnie rozmawiając z jego mieszkańcami, to wiekowa hrabina nie miała żadnych trudności z przypomnieniem skąd pochodzimy.

Pan to jest spod Częstochowy! – zwróciła się do kolegi. Porozmawiali o… kłopotach zdrowotnych i pani hrabina – strzelam: tuż po siedemdziesiątce – wsiadła do samochodu, odpaliła i z piskiem opon udała się na obiad do córki.

 

alt="Cmentarz w Montresor"
Cmentarz w Montresor, fot. S. Olsztyn

Po obejrzeniu zamku, udaliśmy się do kościoła, gdzie po krótkiej modlitwie zapaliliśmy świeczki za spokój dusz, tych co już odeszli.

Wpisaliśmy się do książki życzeń i zażaleń do Boga, i udaliśmy się na pobliski cmentarz.

Grobów wcale nie tak dużo, ale za to jakie nazwiska! Braniccy, Tyszkiewicze, Potoccy, Radziwiłłowie, Żeromscy, Tarnowscy i… innych nie zapamiętałem.

Zwróciłem szczególną uwagę na dwa groby żołnierskie. Na tym małym cmentarzu pochowany jest Józef Unrug, wiceadmirał, w trakcie kampanii wrześniowej 1939 roku, dowódca Obrony Wybrzeża.

Także tutaj znalazł miejsce spoczynku Wiktor Okryński (1800-1869), oficer z powstania listopadowego, zwany przez mieszkańców zamku Montresor Okrynsiem, który był plenipotentem Ksawerego Branickiego, odpowiedzialnym za przebudowę wnętrz zamkowych.

Wrażeń było co nie miara, jak na krótki wypad w dolinę Loary.

W drodze powrotnej obejrzałem także zamek w Valencay, który w 1803 roku zakupił francuski mąż stanu Talleyrand.

Tu też ciekawe polonica: Talleyrand od 1807 r. pozostawał przez niemal 30 lat w związku z bratanicą Stanisława Augusta Marią Teresą z Poniatowskich Tyszkiewiczową (1760-1834), którą zabrał z Warszawy, i z którą był związany uczuciowo aż do śmierci.

Największe zaskoczenie tego dnia, to brak płonących zniczy na cmentarzach. Czysto, wysprzątane alejki, groby w 99% uporządkowane, pełno kolorowych kwiatów, ale brak tego specyficznego, ulotnego zapachu płonących zniczy. Co kraj, to obyczaj!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *