Medycyna oparta na dowodach, czy też na przymusie prawnym?

Na początku lat 80-tych ub. w., przemysł farmaceutyczny wymyślił hasełko o medycynie opartej na dowodach. Rzekomo ta medycyna oparta na dowodach naukowych, miała być lepsza od doświadczenia setek, czy tysięcy lat praktyki. W pierwszym rzędzie powstał problem: co nazywamy dowodem naukowym?

Przykład­owo: od pokoleń wiemy, że węgiel medy­czny moż­na brać bez prob­lemów w przy­pad­ku biegun­ki, podob­nie jak małe­mu dziecku z biegunką, moż­na bez żad­nych dowodów naukowych podać ryż, czy march­wiankę.

Wiemy, że ww. sposo­by elimin­u­ją biegun­ki, ale brak prac naukowych, przeprowad­zonych z obec­nie panu­jącą modą, potwierdza­ją­cych te doświad­czal­nie zdobyte infor­ma­c­je.

Star­si i mądrze­jsi wymyślili więc i ustalili, że dowo­dem naukowym jest tylko to, co oni opub­liku­ją w swoich wydawnictwach. I mamy pier­wszy prob­lem.

Okazuje się, że ponad 2.450 tytułów naukowych, należy do jednego wydawnictwa —  Elsevier — założonego  w 1954 roku w Holandii przez CIA, w ramach programu MK — ultra.

Newsweek, był pier­wszym tytułem tego pro­gra­mu. Wydawnict­wo założył mąż królowej Holandii, wcześniej jeden z dyrek­torów CIA, a przedtem członek eli­tarnej kon­nej gwardii SS. W późniejszym okre­sie, znany z łapówkarst­wa przy zakupie samolotów Lock­head.

Oczy­wiś­cie, zupełnym przy­pad­kiem owe cza­sopis­ma są anglo­języ­czne. Odpa­da konieczność trzy­ma­nia tłu­maczy. Każdy naukowiec, chcą­cy być lep­iej notowanym, musi przysyłać do wydawnict­wa pracę w języku ang­iel­skim. Posi­ada­jąc monopol na wydawanie, skon­struowano zasadę, że naukowy­mi nazy­wamy tylko te prace, pub­likowane w naszych cza­sopis­mach.

W naszych czasopismach obowiązuje zasada, że nie wolno publikować niczego, niezgodnego z umowami działu reklamy.

Redak­tor naczel­ny BMJ, już 30 lat temu pub­licznie stwierdz­iła, że pon­ad połowa prac naukowych, pub­likowanych w tych renomowanych cza­sopis­mach jest fałszy­wa.

Kon­cerny far­mako­log­iczne stwarza­ją nawet całkowicie fałszy­we cza­sopis­ma, pub­liku­jące prace z sufi­tu, a rekla­mu­jące jak­iś lek. Tak było np. z lekiem VIOXX. Dopiero opub­likowanie statystyk, stwierdza­ją­cych, że pon­ad 100.000 osób przyj­mu­ją­cych ten lek zmarło, spowodowało wyco­fanie  go z rynku.

Podob­nie było z innym lekiem — Tal­ido­mid. Rzeko­mo bard­zo bez­piecznym dla kobi­et w ciąży, który powodował zatrzy­manie roz­wo­ju kończyn u płodów. Pomi­mo wczes­nych syg­nałów o tym powikła­niu, przez kil­ka lat lek zna­j­dował się w sprzedaży.

To samo powtór­zono ze szczepi­onką podawaną kobi­etom w Brazylii, co potem opisano jako wirusa Zika. Szczepi­onka była przez­nac­zona dla dzieci powyżej 4 roku życia.

Min­is­terst­wo Brazylii zde­cy­dowało się na ekspery­ment podawa­nia tego preparatu kobi­etom w ciąży. Dzieci rodz­iły się z małogłowiem. Oczy­wiś­cie win­nych nie było, a na wirusie moż­na doskonale zara­bi­ać.

Podobnie wyglądała sprawa czasopisma Lancet, posiadajacego jak twierdzą, własnych niezależnych recenzentów.

Po wydrukowa­niu pra­cy dr Weake­fiel­da, o wys­tępowa­niu powikłań tj. stanu zapal­nego jelit u dzieci po szczepi­once MMR i zak­wal­i­fikowa­niu jej do druku, po 10 lat­ach podano, że wyco­fano tę pracę. O głupocie takiego postępowa­nia świad­czą poniższe punk­ty:

Jeżeli…

… praca była oceniana przez niezależnych recenzentów i dopuszczona do druku, to znaczy, że Lancet zatrudnia nie recenzentów, a kolesiów na stanowiskach recenzentów?
… praca przez 10 lat znajdowała się w obiegu, to na jakiej podstawie po 10 latach uznano ją za błędną?
… kilkanaście instytutów badawczych i klinik potwierdziło wnioski dr Wakefielda, łącznie z Klinką Pediatrii w Białymstoku, to na jakiej podstawie, mass media głównego nurtu dezinforamcji twierdzą  co innego?
… po kolejnych 10 latach, sądy przywróciły dobre imię autorom tej pracy, to na jakiej podstawie, media w Polsce nadal twierdzą, że praca była oszustwem?

I mamy pier­wszy punkt potwierdza­ją­cy, że to nie medy­cy­na opar­ta na dowodach, tylko  medy­cy­na sądown­ie udowod­niona, jest waż­na.

Kole­jnym takim dowo­dem wprost, że kon­cerny far­ma­ceu­ty­czne nie mogąc udowod­nić swoich racji, opier­a­ją się na oszust­wach prawniczych, jest sprawa sądowego lik­wid­owa­nia home­opatii w Polsce.

Home­opa­tia była tem­atem naucza­nia w Akademii Medy­cznej w Gdańsku, w lat­ach 90 — tych ubiegłego wieku oraz w Akademii Medy­cznej we Wrocław­iu.

Home­opa­tia opiera się na filo­zofii, że mała dawka jakiegoś preparatu, pozwala zwal­czać chorobę wywołaną przez więk­szą ilość tego środ­ka, czyli:

Leczenie podobnego, podobnym.

Nie podobała się ta zasa­da np. panom: Radzi­wiłłowi, pełniące­mu funkcję Min­is­tra, nie wiado­mo dlaczego zwanego Zdrowia, oraz sze­fowi Naczel­nej Izby Lekarskiej, p. Hamankiewic­zowi.

Jeden i dru­gi dys­ponowali zarówno finansa­mi jak i kadra­mi, które poz­woliły­by na przeprowadze­nie badań, czy home­opa­tia ma wpływ na ludz­ki orga­nizm w choro­bie, czy też nie. Nieste­ty, intelekt obu panów nie poz­wolił im na przeprowadze­nie odpowied­nich prac badaw­czych.

Co robią owi Panowie? Odd­a­ją sprawę do nieza­leżnego sądu i oczy­wiś­cie wygry­wa­ją. Home­opa­tia zosta­je decyzją sądową, zakazana w Polsce!

A czy Panowie Radzi­wiłł i Hamankiewicz oraz inni z tego cyrku admin­is­tra­cyjnego opub­likowali deklarację jawnoś­ci, że nie brali wziątek od kon­cernów? Nigdy żaden z nich nie podał do pub­licznej wiado­moś­ci swoich związków z kon­cer­na­mi far­ma­ceu­ty­czny­mi.

A z drugiej strony, wprowadzili usta­wowy przy­mus szczepień.

CO TOSZCZEPIONKI?

Są to preparaty, wg. filo­zofii wak­cynologów, zaw­ier­a­jące małe daw­ki wirusów, czy bak­terii, które to, te małe daw­ki mają wyt­worzyć sys­tem odpornoś­ci prze­ci­wko dużym dawkom tychże wirusów, czy bak­terii.

Filo­zofia dzi­ała­nia jest dokład­nie taka sama, jak  przy home­opatii. Jed­na meto­da tj. home­opa­tia, sądown­ie zosta­je zakazana, a dru­ga meto­da tj. szczepi­enia, sądown­ie wprowadzana z całym sys­te­mem kar.

Co znajduje się w szczepionkach MMR? I dlaczego sądy karzą rodziców za to, że nie szczepią dzieci?

Podob­nie o prob­lemach z rozu­mie­niem tek­stu pisanego, szczegól­nie naukowego, przez sędz­iów,  jest nagłaś­ni­an­ie i oper­owanie poję­ciem: odporność sta­da.

Ostat­nio takie głupo­ty przy­trafiły się p. Ulanie Suprun, min­istrowi Zdrowia Ukrainy. Ta Pani twierdzi, że trze­ba koniecznie zaszczepić co najm­niej 95% danej pop­u­lacji i dopiero wów­czas może­my mówić o zbiorowej odpornoś­ci.

W związku z fak­tem zaszczepi­enia dopiero 93%, p. Ulana Suprun wyprowadz­iła z kasy tego bankru­ta eko­nom­icznego, jakim jest Rząd Ukrainy, kilka­dziesiąt mil­ionów dolarów, na zakup 800.000 szczepi­onek MMR.

MMR jest szczepi­onką powodu­jącą najwięcej powikłań i zaw­ier­a­jącą COŚ! To COŚ nazy­wa­ją wirusem odry! A jak twierdzi Sąd Najwyższy Niemiec, to COŚ wcale nie zostało udowod­nione.

Nai­wnym tłu­macze­niem p. Min­is­ter, zresztą podob­nie jak i pol­s­kich min­istrów, jest konieczność doszczepi­enia tych 2 % dzieci. Na czym pole­ga prob­lem? Prob­lem jest bard­zo zasad­niczy.

Nie tak dawno, bowiem w 2006 roku, wyszczepi­al­ność  prze­ci­wko odrze na Ukrainie wynosiła, aż 98%. W tymże roku 2006, Ukraina zan­otowała najwięk­szą epi­demię odry, notu­jąc 42 742 przy­pad­ki tej choro­by.

Jest to oczywisty dowód, że epidemia została spowodowana przez szczepienia!

Nie przeszkadza to sek­cie wka­cynologów upor­czy­wie pow­tarzać, że tylko szczepi­enia zapo­b­ie­ga­ją choro­bie. I dlat­ego, coraz częś­ciej  sądy miesza­ją się do nau­ki i wprowadza­ją usta­wowe przy­musy szczepień.

Również sądown­ie  usiłu­je się ode­brać pra­wo gło­su tym wszys­tkim, którzy są prze­ci­wni przy­mu­sowi np: szczepień.

W mojej spraw­ie — zaw­ieszenia uprawnień przez Izbę Lekarską — sąd nie pochy­la się na prob­le­mem: czy Izby Lekarskie mają pra­wo kon­trolować wypowiedzi lekarzy? Zas­tanaw­ia się: czy data stem­pla pocz­towego jest właś­ci­wa, czy też nie! Czy przed­staw­iona doku­men­tac­ja medy­cz­na jest właś­ci­wa, czy też nie?

Powin­no obow­iązy­wać twierdze­nie:

Medycyna prawnie, sądownie udowodniona, zamiast obecnego: medycyna oparta na dowodach.

Jak widz­imy na przykładzie nieu­dowod­nionego wirusa odry, hasło to będzie dzi­ałało, oczy­wiś­cie tylko w jed­ną stronę. Należy je więc odczy­ty­wać:

Jak okradać chorego pod pretekstem naukowej wiedzy, wzmocnionej sądowymi wyrokami.

I to by było na tyle.

dr n. med. Jerzy Jaśkows­ki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *