Mój Wołyń — Romuald Drohomirecki

Romualda Drohomireckiego poznałem 2 lutego 2017 roku, podczas Debaty z Debatą, której tematem była pomoc Ukrainie

Nie wiedzi­ałem, że Romuald Dro­homirec­ki to Polak, którego korze­nie tkwią na Wołyniu.

Zbliża się już 75 roczni­ca krwawej niedzieli na Wołyniu — kul­mi­nacji rzezi wołyńskiej - więc nie wahałem się ani chwili, gdy nadarzyła się okaz­ja spotkać się z prawdzi­wym, przed­wo­jen­nym Woły­ni­akiem, i wysłuchać jego wspom­nień.

Romuald Drohomirecki:

początek wypowiedzi, całość do obe­jrzenia

Nazy­wam się Romuald Dro­homirec­ki. Pochodzę z Woły­nia, z miejs­cowoś­ci Der­aźne. Do cza­su wojny, było tam wspani­ałe dziecińst­wo. I nagle 39 rok, i woj­na. Wszys­tko stra­cone. Ojca zabra­no na front. Nas było tro­je rodzeńst­wa. Trage­dia. Po pros­tu zabrakło chle­ba. 

Przys­zli Ros­janie. Brud­ni, usmarowani, takie azjaty­ck­ie twarze, kara­biny na sznurkach. Nie wiedzieliśmy co robić? Sąsiedzi i zna­jo­mi — Ukraiń­cy — byli tacy, co nam poma­gali.  A najbardziej poma­gali nam Ormi­an­ie.

Żydzi z wielkim entuz­jazmem przyjęli Ros­jan. Miałem kolegę nar­o­dowoś­ci żydowskiej, z którym bard­zo się przy­jaźniłem. Do tego stop­nia, że on zapro­ponował abyśmy wykon­ali braterst­wo krwi

Jego ojciec w cza­sie przyjś­cia Ros­jan przy­wdzi­ał mundur NKWD i kierował wywózką Polaków na Sybir  … 

Mój Wołyń

Dziś częs­to dumam o moim Wołyniu, o sasankach leśnych kwit­ną­cych na wios­nę, o Der­aźnem, Stepa­niu, wierzbach przy Horyniu. Tu wczesne dziecińst­wo było radosne, aż nagle woj­na. Grom z jas­nego nie­ba! Wszys­tko się zawal­iło i zabrakło chle­ba.

O Równym, Kostopolu, Kle­wa­niu, Ołyce, a niedawno na tych polach zbier­a­no pszenicę. O Pieńkach, Pendykach, Jamińcu, i Hradach, o Sty­dyniu, Bute­jkach, o bandy­c­kich napadach, o Hucie Stepańskiej, gdy Polaków mor­dowali. O Ukraiń­cach co życie Polakom ratowali.

O Sar­nach, Antonów­ce, Janowej Dolin­ie, co z pokładów bazal­tu od dawnych lat słynie. Przewrażu, Kisielin­ie, Rafałów­ce, Kaz­imierce, łzy z oczu mych płyną i bole­je serce. Wraca­ją do mnie straszne wspom­nienia. Te okrutne mordy, krew i cier­pi­enia. Trag­iczne losy, uciecz­ki w udręce, przeżyte o chłodzie, stra­chu i męce.

Dziś, gdy piel­grzy­ma drogą, w tę stronę, odwiedzam miejs­ca krzyża­mi znac­zone. Przenikam myśla­mi niedolę i trwo­gi, przed krzyżem poko­rnie ugi­na­ją się nogi. By choć na chwilę klęknąć na kolana, bo to jest moja ziemia ukochana.

Po deszczu w kałużach bie­gałem tu bosy. Zboża ziarnem sypały, gdy dojrza­ły kłosy. Tu proch pradzi­adów od wieków spoczy­wa, tu orali swe zagony, tu zbier­ali żni­wa. Cho­ci­aż ohyd­na zbrod­nia Wołyń okryła, ta ziemia od zawsze Matką moją była.

Dziś chci­ałbym nad nią lotem sokoła wzbić się pod niebo, rozewrzeć ramiona, by mnie usłysza­ła jak głośno zawołam: krwawa i umęc­zona, bądź pozdrowiona!

I cho­ci­aż serce goryczą przepełnione, wciąż szu­ka dro­gi do prze­baczenia i zgody, tęsknie spoglą­da­jąc na wołyńską stronę, by od nowa pojed­nać nasze brat­nie Nar­o­dy.

Dążenie do wolności to obowiązek Narodu, lecz do mordowania niemowląt nie daje powodu. Dlatego tylko jedna jest droga do wybaczenia. Od winowajców oczekujemy szczerego przeproszenia. Ja, jako Polak, wszem i wobec ogłaszam: jeśli coś zawiniłem to z pokorą przepraszam.

 

 

 

 

4 thoughts on “Mój Wołyń — Romuald Drohomirecki

  • 7 lipca 2018 at 19:33
    Permalink

    Na pohy­bel, czarnym, czer­wonym, na pohy­bel wszys­tkim podłym!!!
    Andrzej Adamow­icz

    Reply
    • 7 lipca 2018 at 20:28
      Permalink

      Dzięku­ję! Kamery do boju, pióra w dłoń, wszys­t­kich Paździochów goń, goń, goń!!!! 😉

      Reply
  • 6 lipca 2018 at 22:52
    Permalink

    Panie Romualdzie!
    Właśnie czy­tam Pana książkę. Pana losy przed­staw­ione w repor­tażu przy­pom­i­na­ją mi losy mojego TATY (również ma na imię Romuald), on również musi­ał uciekać z kresów wschod­nich Rzeczy­pospo­litej. Bard­zo dzięku­ję za wspom­nienia. Stanisław­ie, kawał dobrej, pożytecznej dzi­en­nikarskiej robo­ty!
    Poz­draw­iam!!!
    Andrzej Adamow­icz

    Reply
    • 7 lipca 2018 at 10:16
      Permalink

      Dzięku­ję! Andrze­ju… lejesz miód na moje dzi­en­nikarskie serce. Mogę tylko zapewnić Ciebie i pozostałych Czytel­ników, że nie zamierzam w dąże­niu do PRAWDY, zbaczać z raz obranej dro­gi 😉 Na pohy­bel Paździo­chom!

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *