Ogon kręci psem. Spółdzielca o Jerzym Okuliczu… i nie tylko

Długo można pisać o funkcjonowaniu spółdzielni mieszkaniowych w Polsce. Niestety przeważają stare wzorce Alternatywy 4 – z modyfikacjami. Nadal jak prywatne folwarki prezesów – dominatorów. A oni wszak są tylko najemnymi pracownikami! Mimo to z władczymi zapędami. Tam nierzadko przysłowiowy ogon kręci psem.

Te chore nierzadko relacje, wynikają z patogennych ustaw spółdzielczych, mimo ich wielu tzw. nowelizacji. Z patologicznych ich wtórnych interpretacji i praktyki.

OSM zasłynęła m. in. cudacznym wybrykiem zarządu z prezesem Jerzym Okuliczem na czele: apelem do mieszkańców, aby opłaty za wywóz odpadów komunalnych wnosili nie na konto OSM, a do urzędu miasta.

Potem równie cudacznym wymysłem prezesów, aby mieszkańcy upoważnili zarząd OSM do wycofywania z ratusza wniesionych opłat indywidualnych! Zamęt, mętlik sprzeczny ze słynną ustawą śmieciową.

Traktowanie mieszkańców jak popychadła!

Bez żadnej odpowiedzialności sprawców niepotrzebnego zamieszania. W normalnie działającej SM za taki numer członkowie wy-COOP-aliby cały zarząd i radę nazywaną nadzorczą.

COOP to nowe od paru lat logo międzynarodówki spółdzielczej, wcześniej była nim tęcza – ta tęcza. Tak im się kojarzyła?

Nic się funkcjonariuszom OSM nie stało, albowiem na tzw. walnych zgromadzeniach bywa zaledwie nikła część członków.

W innych spółdzielniach zwykle tak samo kadłubowe quorum. Na to pozwala sprytny zapis ustawowym, iż walne jest ważne przy udziale co najmniej połowy uprawnionych, o ile statut nie stanowi inaczej.

Statuty akurat stanowią bardzo inaczej, np. o ważności walnych zgromadzeń niezależnie od liczby obecnych.

Taki zapis znalazł się na wniosek przecież nie zwykłych członków w starym statucie, nadal wiszącym na stronie internetowej OSM:

§ 73. 3.1)  Walne Zgromadzenie jest ważne niezależnie od liczby obecnych na nim.

Wskutek kształtowanej przez wiele lat marnej świadomości spółdzielców, braków istotnych danych, spóźnionego lub fragmentarycznego informowania, zbywania, ogół członków nie uczestniczy choćby w walnych zgromadzeniach.

Niezwykle rzadkie są przypadki składania wniosków o udostępnianie dokumentów określonych w art. 8 Ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych.

Zarządy często nie umieszczają na stronie internetowej protokołów posiedzeń organów SM, a są nimi walne zgromadzenie, rada nadzorcza, zarząd i rady osiedli. Itd.

Spryciarze z zarządu lubią występować w imieniu ogółu spółdzielców, nierzadko nie wiedzących o tym.

Jerzy Okulicz w tym trybie zabiegał więc o upoważnienie do zwrotu z Ratusza niepotrzebnie wniesionych opłat za śmieci. Podobnie w sprawie zabiegów o koszty energii elektrycznej dostarczanej do mieszkań.

Z pytaniami do kandydatów w wyborach samorządowych prezes Jerzy Okulicz podparł się jakimś upoważnieniem walnego zgromadzenia.

Czy w obecnych relacjach walne może podjąć decyzję wbrew sugestiom zarządu?

Ogon kręci psem!

Znowu namnożyli pism ze słownym zafrasowaniem sprawami miasta. Na stronie internetowej OSM umieścili zaledwie pare „odpowiedzi”.

Do szeregu kandydatów, którzy słusznie zbyli wyborczą inicjatywę prezesa, nie odniósł się krytycznie.

Wybrał kilka osób, w tym aktualnego prezydenta Piotra Grzymowicza, który wcześniej obnażył mizerię krętaniny z opłatami za wywóz śmieci.

Stanisław Olsztyn też na celowniku, więc eksponowany krytycznie przez prezesa. W typowym dla niejednego złośliwym prezesa stylu.

Spółdzielca

 

6 myśli na temat “Ogon kręci psem. Spółdzielca o Jerzym Okuliczu… i nie tylko

  • 25 października 2018 o 21:45
    Permalink

    Lustracyjna niemoc oraz dowolność.

    Zgodnie z ustawą majątek spółdzielni jest prywatną własnością członków. Cie uchwalono to 23 lata temu. Zapis mylący, bo nie czyniący członków właścicielami. Celem było wyłączenie spółdzielni spod państwowej kontroli. Wepchnięto w łapki lustracji, czyli kontroli spółdzielczych. One pod kontrolą personalną funkcyjnych gremiów spółdzielni. O niezależności, obiektywizmie lustracji nieraz lubiących nie zauważać rażących uchybień trudno pisać pozytywnie.
    Co trzy lata spółdzielnia mieszkaniowa powinna być poddawana tzw. lustracji pełnej.
    W razie prowadzenia inwestycji dodatkowe bywają lustracje problemowe.
    Właściwe ministerstwo , obecnie inwestycji i rozwoju, ma prawo przyjmować zgłoszenia od spółdzielców dotyczące nieprawidłowości w sm . Jeśli tam powezmą podejrzenie zasadności zgłoszeń, ministerstwo może od niedawna zażądać od zarządów sm nie tylko wyjaśnień, ale także dokumentów. Następnie ministerstwo może zwrócić się do związku rewizyjnego danej spółdzielni o lustracyjne zbadanie sprawy.
    Dalej następuje kontrola przez lustratorów wyznaczonych przez prezesowskie lobby w ZR lub KRS. Protokół polustracyjny oraz ewentualne zalecenia ZR lub KRS kończą sprawę. Zbyt łatwo bywa tak, jakoby sprawy nie było. Zarzuty nie znalazły potwierdzenia, itp.

    Stąd w środowisku autentycznie społecznej strony powstał pomysł wprowadzenia kns – komisji nadzoru spółdzielni mieszkaniowych.
    Z uprawnieniami wzorowanymi na KNF. Zatem nadzorcze i zwłaszcza nakazowe kompetencje. Trudny orzech do zgryzienia dla politycznych decydentów. Zdecydowanie żelbetonowy dla funkcyjnego betonu spółdzielczości.

    Członkowie zgłaszający nieprawidłowości bywają przez zarządców sm bezceremonialnie napiętnowani. Nieraz pozywani z art. 212 . Za korzystanie z ważnych praw członkowskich! Na szczęście organy ścigania oraz sądy nie podzielają na ogół doraźnych interpretacji zarządców.
    Prezesi nie ponoszą kosztów. Wynajęci przez zarządców prawnicy zarobią z pieniędzy ogółu mieszkańców.

    Odpowiedz
    • 26 października 2018 o 19:14
      Permalink

      Dziękuję! W stylu „SPÓŁDZIELCY” ale akceptuję także „ART. 212” 😉

      Odpowiedz
  • 24 października 2018 o 23:17
    Permalink

    Lustracyje.

    Lustereczko powiedz przecie, co jest najpiękniejsze w świecie?

    Oto nieoficjalne motto kontroli spółdzielni mieszkaniowych. Kontrole nazywane lustracjami. Prowadzą je lustratorzy, którym można nadać miano rewizorów. Dlaczego? Bowiem lustratorów zwykle wyznaczają spółdzielcze związki nazywane rewizyjnymi. Groźna wg. Gogola nazwa. Prawie jak car Iwan.

    Związki rewizyjne SM to „dobrowolne” zrzeszenia spółdzielni. Zrzeszenia powołane decyzjami wąskiej grupy członków. Nie pomylę się chyba sądząc, że przeciętny członek danej sm nie wie, co to za twór ów związek. Tym bardziej nie potrafi podać nazwy. Jeszcze gorzej wypada wiedza o kosztach ponoszonych przez spółdzielnię, czyli przez ogół mieszkańców na rzecz tegoż . Podobnie zerowa wiedza o faktycznych kosztach lustracji.
    Aktyw związku rewizyjnego składa się z aktywu zrzeszonych spółdzielni. Wielofunkcyjne choinki wzorowane na PRL- owskim wszędobylstwie tamtych elyt.
    Uprawnienia lustratorów miało wielu prezesów z sm. Nabyte na kursach przez kogo opłacanych?
    Zatem nierzadko koledzy prezesi kontrolowali swych kolegów prezesów. Lustereczko w ruch. Laurka wielce prawdopodobna.

    Spółdzielnie nie zrzeszone w regionalnych lub centralnych związkach rewizyjnych kontrolują lustratorzy z KRS.
    Nie mylić z Krajowym Sądem Rejestrowym czy z Krajową Radą Sądowniczą. Tu chodzi o Krajową Radę Spółdzielczą. Skład? Patrz mechanika związków rewizyjnych. Lustereczko nierzadko w ruch.

    Od 9 września 2017 prezesi już nie mogą lustrować. Niby dla zachowania obiektywizmu kontroli, i niezależności.
    Zmyłka. Albowiem związki rewizyjne oraz KRS w dominującym składzie osobowym z funkcjonariuszy spółdzielczych nadal wyznaczają lustratorów. Komu, jak nie spolegliwemu wystawią zlecenie? Lustereczko nie zostało stłuczone. Staje się niejako przechodnie.
    Bywają nie funkcyjni lustratorzy, którym kontroli nie zlecano. Bo? Bo oni, np. krytycznie wypowiadali się o spółdzielczych patologiach. Tego powodu oczywiście oficjalnie się nie artykułuje.

    Zdarzały się i krytyczne w ocenach lustracje sm. Choćby wskutek wileoletnich rozpaczliwych sygnałów od zdesperowanych zwykłych spółdzielców. Zwykle zbyt późno kontrolerzy odkładali lustereczko.

    Aktualnie w stanie sądowej upadłości jest najbogatsza do niedawna sm „Śródmiejska” w Warszawie. Podobnie nazywana „Manhattanem” sm „Śródmieście” w Łodzi. W obu byli już prezesi mając wielomilionowej wagi prokuratorskie zarzuty od paru lat chodzą wolni. Wcale mnie nie zdziwi, jeśli będą trwale wolni.
    Poczucie bezkarności decydentów spółdzielczych jest jedną z przyczyn folwarcznie władczego funkcjonowania wielu spółdzielni mieszkaniowych.
    Nie tylko tam kłopoty.
    Czy związki rewizyjne oraz KRS spieszą z merytoryczną pomocą spółdzielniom w kłopotach? Pytanie retoryczne raczej.

    Odpowiedz
    • 24 października 2018 o 23:24
      Permalink

      Dziękuję! To mi się podoba… Spółdzielco… fanie Orwella… wszystkie zwierzęta są równe! Ale równiejsi są prezesi SM! 😉

      Odpowiedz
      • 25 października 2018 o 22:15
        Permalink

        Panie Stanisławie.

        „Folwark zwierzęcy” Orwella jest jedną z przenośni opisujących wypaczone relacje społeczne oraz socjotechniki je kształtujące. Celnie.

        Część pewnie pasuje do władczo zarządzanych spółdzielni mieszkaniowych. Jakoś nie mogę znaleźć porządnie uzasadnionej pozytywnej opinii o jednym choćby prezesie zarządu SM. Podobnie o jednej choćby faktycznie dobrze funkcjonującej spółdzielni mieszkaniowej.

        Znam sporo spółdzielców z różnych stron Polski. Oni mają podobny kłopot. Warto popularyzować wzorcowych prezesów oraz przykładne spółdzielnie. Na razie brak takich możliwości.

        Odpowiedz
        • 26 października 2018 o 19:18
          Permalink

          Dziękuję! Panie Andrzeju… też chciałbym napisać choćby o jednej „wzorcowej” SM… może się zgłosi jakiś prezes? 😉

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *