Paweł Lisicki: Jeśli ma przetrwać Kościół taki jak w Stanach, to lepiej żeby nie przetrwał!

28 lutego odbyła się kolejna Debata „Debaty”. Tym razem organizatorów zainspirował Paweł Lisicki. To on podsunął temat do lutowej debaty: Czy Kościół przetrwa w demokracji?

Debatę moderował Adam Socha, a jako paneliści wypowiadali się: Paweł Lisicki – redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, ks. dr Zdzisław Kieliszek, prof.  Michał WojciechowskiBogdan Bachmura – prezes Fundacji Debata.

Jak przystało na… inspiratora, to właśnie Paweł Lisicki miał w tej debacie najwięcej do powiedzenia.

Po wysłuchaniu całej debaty: Czy Kościół przetrwa w demokracji? – mogę stwierdzić, że to, co powiedział Paweł Lisicki o Kościele w demokracji, o współczesnym kryzysie w Kościele, do mnie przemówiło najbardziej.

Wypowiedzi Pawła Lisickiego bardzo korelowały z tym, co słyszałem 19 lutego z ust Łukasza Karpiela, w temacie: Synodalność w cieniu homoherezji w Kościele.

Paweł Lisicki przedstawił dwie tendencje we współczesnym Kościele:

1. Kościół Katolicki jest wewnętrznie rozbity, podzielony i osłabiony.
2. Mamy do czynienia z coraz dalej idącą ingerencją państwa demokratyczno-liberalnego w sferę etyczną, rozumianą w taki sposób, że próbuje ona narzucić pewne rozwiązania Kościołowi.

Pytanie w związku z tym nie: czy Kościół przetrwa? Tylko pytanie: jaki Kościół przetrwa?

Bo jeśli ma przetrwać taki Kościół jak episkopalny kościół w Stanach Zjednoczonych, to lepiej żeby on nie przetrwał

Dalej było równie ekscytująco i… prawdziwie! Szczególnie polecam odsłuchanie wypowiedzi Pawła Lisickiego od słów:

Istotą jest to, że Kościół od kilkudziesięciu lat zagubił zdolność nazywania rzeczy po imieniu! 

W związku z tym, wytwarza się nieustanna dialektyka zakłamywania rzeczywistości. W związku z tym, bez przerwy używane są takie formuły, żeby nikogo nie urazić.

Nie można nazwać rzeczy wprost, po imieniu, w związku z tym szukamy obejścia tego. Zachowujemy język, który nie pozwala nam niczego stwierdzić! 

Paweł Lisicki nie poprzestał tylko na diagnozie. Jako receptę na uzdrowienie Kościoła podał powrót do źródeł. Do źródeł ewangelicznych ale i do źródeł słowa – logos.

Niech „słowo” znaczy „słowo„!

Moja refleksja – zakłamywanie rzeczywistości

My Polacy, od kilkudziesięciu lat – nie tylko w Kościele – nie nazywamy rzeczy po imieniu. Żyjemy w dialektyce zakłamywania rzeczywistości!

Tak jest w polskiej polityce, policji, prokuraturach i co najgorsze… w sądownictwie, gdzie waży się znaczenie „słowa”.

Gdy ja dokładnie 5 lat temu, nazwałem rzeczy po imieniu: wskazałem na prawdę, na zamordyzm, prywatę i republiki kolesiów, to SSR Grażyna Giżewska-Rozmus stwierdziła, że ja używam słów, których znaczenia nie znam?!

Dla niej „tendencyjnie” oznaczyło „nieprawdziwie”. I tacy ignoranci prawa i słowa, decydują o losach ludzi!

Wszyscy potwierdzili – łącznie z Komendą Główną Policji – że ja w Liście otwartym do Jerzego Dziewulskiego napisałem tylko prawdę, a jednak zostałem wyrzucony z pracy, gdyż w policji nie mają prawa pracować ludzie, którzy nazywają rzeczy wprost, po imieniu!

 

Czy lewica przejęła Kościół?

Klaudyna Bociek

Andrzej Gierczak

Pedofilia i sodomia w Kościele

Pyta Tadeusz Przestrzelski

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *