Pitbull. Ostatni pies – Pożegnanie Pasikowskiego z Psami?

Tuż przed Wielkanocą wybrałem się do kina – jak zwykle – po emocje. Po raz pierwszy w życiu na sali kinowej byłem tylko ja i … W sumie 3 osoby!  

Przed pójściem na film Pitbull. Ostatni pies, nie obejrzałem nawet poniższego zwiastuna, dlatego największym zaskoczeniem jakie przeżyłem w kinie, był fakt, że w głównej kobiecej roli zobaczyłem Dodę!

I od razu stwierdzam, że to było pozytywne zaskoczenie. Najkrócej pisząc: artystka estradowa w roli zimnej Miry jest… wiarygodna! No może Pasikowski ciut przesadził, gdy okazuje się, że to Mira odstrzela… Komendanta Głównego Policji! Poza tym… OK!

Cały film jest OK 😉 Akcja wartka. Rosyjska ruletka na początek, a później za sprawą noża, pojedyńczych strzałów i całych seriii, trup ściele się gęsto. Aaaaa… jest i duszenie poduszką! Jak w Gladiatorze.

Końcowego zaskoczenia nie ma! Kto może wyjść zwycięzko z pojedynku polska mafia kontra policja?  Oczywiście… ostatni pies Hycel vel Despero! A może na odwrót 😉

Ekipa aktorska z Pitbulla Patryka Vegi, ciut przerzedzona, ale nie odczuwa się tego jako wielki dysonans. Reżyserzy podzielili się aktorami, i to chyba wszystkim wyszło na dobre.

Więcej możliwości i więcej kasy! Zapewne wszyscy zwolennicy i Vegi, i Pasikowskiego, chętnie obejrzą kolejne filmy tych speców od filmów… z psami.

Cecha charakterystyczna wszystkich filmów akcji Vegi i Pasikowskiego to teksty – perełki. Z tego Pitbulla zapewne zapamiętam kobietę Hycla vel Wółkowskiego.

Coś mi się obiło o uszy, że to ostatni film z serii Pitbull. Szczerze wątpię. Kto zarzyna kurę znoszącą złote jaja? Inwencji scenarzystom chyba nie zabraknie. Afery w naszym kraju pojawiają się co rusz.

Ostatni pies ma za kanwę aferę Amber Gold. Następny Pitbull może być o czyścicielach kamienic. Dodać likwidację prezydenta miasta, korupcję w komisji sejmowej, i na kolejnego Pitbulla pójdą wszyscy warszawiacy, przynajmniej ci z… kamienic 😉  A film można zatytułować: Pitbull. Ostatnia krew psa. W roli likwidatora czyścicieli oczywiście… Despero!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *