Postępowanie dyscyplinarne w Policji to fikcja!

Postępowanie dyscyplinarne w polskiej policji to kolejna fikcja, jakich w tej organizacji jest wiele. To jedna z moich konstatacji po 3 latach zmagania się z Komendą Wojewódzką Policji w Olsztynie i olsztyńską przestępczą ośmiornicą, o której chciałem też powiedzieć w Studio Polska, ale nie zdążyłem.

Z uwagi na formułę programu, udało mi się tylko wytknąć dla rzecznika prasowego Komendanta Głównego Policji mł. insp. Mariusza Ciarki, że to co mówił w studiu to fikcja, papierowe zapisy, które nijak się mają do rzeczywistości.

Chciałem powiedzieć to:

W ustawie o Policji zawarty jest Rozdział 10 Odpowiedzialność dyscyplinarna i karna policjantów.

Jeżeli te przepisy pobieżnie przeanalizuje obywatel nieznający rzeczywistych działań służb kontrolnych, to może dojść do mylnego wniosku, że te przepisy chronią jego przed bezprawnym działaniem policji.

Tak pomyśli i składa skargę na policjanta, który w jego oczach już jest przestępcą, bo go np. pobił.

W rzeczywistości postępowanie dyscyplinarne w policji, to kolejna fikcja, jakich w tej quasi praworządnej instytucji jest wiele.

Jeśli działanie funkcjonariusza policji spełnia wszystkie przesłanki popełnienia przestępstwa, wszczynane jest wobec niego postępowanie dyscyplinarne.

W majestacie prawa powstaje wtedy poszkodowany, czyli osoba cywilna niebędąca policjantem.

W postępowaniu dyscyplinarnym poszkodowany cywil nie nabywa charakteru strony, czyli nie jest uczestnikiem tego postępowania dyscyplinarnego. A ponieważ nie jest uczestnikiem postępowania, nie ma wglądu do akt sprawy!

I tu dochodzimy do sedna. To policja samodzielnie jako: obrońca, oskarżony i sąd, pod nieobecność poszkodowanego orzeka, czy policjant przekroczył prawo i czy należy wymierzyć mu karę.

Poszkodowany po postępowaniu dyscyplinarnym otrzymuje końcowe orzeczenie. W 99 przypadkach na sto, policja stwierdza, że:

Policjant działał prawidłowo, a skarga na niego była niezasadna.

Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, że gdy poszkodowany nie ma wglądu do akt sprawy, nietrudno prowadzącemu postępowanie dyscyplinarne ukryć delikty dyscyplinarne (przestępstwa) popełniane przez policjantów.

Skuteczność postępowania dyscyplinarnego, w stosunku do przestępcy w mundurze, doskonale obrazuje przypadek podinsp. Adama Kalla.

Ten funkcjonariusz 27 lutego 2014 dwukrotnie złamał prawo. Zastraszył Naczelnika Wydziału Zaopatrzenia madkom. Jacka Stankiewicza i nie mając do tego uprawnień, polecił natychmiast odsunąć mnie od pracy.

I co śmieszniejsze, do bezprawnej próby natychmiastowego odsunięcia mnie od pracy podinsp. Adam Kall przyznał się w sądzie!

Oczywiście u prokuratora temu zaprzeczał. I ten delikt, już świadczy, że podinsp. Adam Kall powinien być osądzony za składanie fałszywych zeznań. To samo było z zastraszaniem Jacka Stankiewicza.

Jeżeli Policja nie chce, to po prostu nie wszczyna postępowania dyscyplinarnego i w ten sposób ukrywa nawet najcięższe przestępstwa.

Ja od ponad trzech lat wszem i wobec głoszę, że podinsp. Adam Kall złamał prawo w lutym 2014 roku.

Gdy w 2015 roku, podczas rozprawy sądowej o przywrócenie mnie do pracy, zadałem pytanie mojemu pracodawcy Komendantowi Wojewódzkiemu Policji w Olsztynie gen. Józefowi Gdańskiemu:

Czy wie, że ja oskarżam jego zastępcę o zastraszanie mnie i naczelnika wydziału zaopatrzenia?

generał odpowiedział:

Jako organ policji jestem zobowiązany wszcząć postępowanie we własnym zakresie lub zawiadomić prokuraturę, gdybym o tym wiedział.

Generał oświadcza w sądzie, że nie wie co robią jego zastępcy. Ma do tego cały sztab ludzi: wydział kontroli, cały zespół prasowy, sekretarkę, którą bardzo cenił jako przekaźnik wiadomości od społeczeństwa… i taki komendant przez półtora roku żył w nieświadomości, że jego zastępcą jest przestępcą w mundurze!

Jeżeli obywatel RP myśli naiwnie – tak jak ja myślałem przez długi okres życia – że mieszka w państwie prawa, to składa zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez funkcjonariusza policji.

A w prokuraturze czeka go rozczarowanie. Z zasady prokuratura kryje te delikty, które wypełniają przesłanki przestępstw, zapewniając w ten sposób funkcjonariuszom policji całkowitą bezkarność.

System ten, jest powszechnie akceptowany przez nadzór policji i prokuratury w Polsce.

Postępowanie dyscyplinarne działa znakomicie, sprawdza się jako doskonałe narzędzie jedynie do usuwania z policji niepokornych funkcjonariuszy, domagających się przestrzegania prawa!

Jeżeli niewygodnemu policjantowi nie uda się przypisać określonych przestępstw, to w ostateczności zwalnia się go… dla dobra służby.

Niewygodnego cywila, takiego jak ja, z braku innych argumentów, usuwa się pod pozorem utraty zaufania.

Szczytem hipokryzji i obłudy kierownictwa Policji, było usunięcie mnie, pod zarzutem niegodnego zachowania się.

Podinsp. Adama Kalla, który budżetowe pieniądze traktował jako własne, nagrodzono medalem za zasługi dla obronności Ojczyzny.

Mnie, człowieka który całe życie dbał o interes społeczny, o interes wszystkich funkcjonariuszy policji i pracowników cywilnych, nazwano kłamcą, mataczem i niegodnym zaufania członkiem korpusu służby cywilnej.

Oficer nadkom. Jacek Stankiewicz, z którego inicjatywy i za jego wiedzą zabrałem głos w publicznej dyskusji, składa fałszywe zeznania 30 grudnia 2014 roku, a prokuratura umarza całe wielowątkowe śledztwo… 31 grudnia 2014 roku!

Tak działa policyjna republika kolesiów w obronie swoich żołnierzy – kretynów!

Następny wpis będzie o obłudzie i hipokryzji związkowców z NSZZ Policjantów, którzy już odtrąbili sukces medialny Sławomira Koniuszy. Mnie zaliczyli do grupy: sfrustrowanych byłych policjantów i pracowników policji, którzy po wyczerpaniu wszelkich sposobów na wylanie swojego żalu, trafili do tego programu. Typowe pachołki komendanckie, a nie obrońcy praw funkcjonariuszy i pracowników policji. Żałosne 😉

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *