Prawo do wstępu i nagrywania – Andrzej Cieślikowski

9 maja 2018 r. udałem się na posiedzenie samorządowej Rady Osiedla Jaroty. Przewodniczącej Lucynie Jaczewskiej oświadczyłem, że chcę skorzystać z prawa do wstępu. Przewodnicząca stwierdziła, że jeśli jestem mieszkańcem tego Osiedla…  to mogę. Odrzekłem, iż nie mieszkam na Jarotach, jednak mam konstytucyjne oraz ustawowe prawo do wstępu – jako OBYWATEL. Przewodnicząca: niemieszkający na Osiedlu Jaroty nie ma prawa wstępu!

Na takie dictum powiedziałem, iż w takim razie może mnie wyprosić i ja wyjdę – aby im nie przeszkadzać. Jednak chciałem nagrać jej wypowiedź. W trakcie próby włączenia kamery w telefonie, kategorycznie nie zgodziła się na nagranie!

Zamiast wyproszenia, niespodziewanie pozwoliła mi zostać. Do tego zezwolenia nie ma żadnych kompetencji. Zostałem z własnej woli, a nie na podstawie władczej zgody.

Już siedząc – trzeba trafu – obok policjantki, włączyłem kamerę telefoniczną. Wykonałem raptem robiłem dwa zdjęcia oraz próbowałem nagrywać video.

Wtedy rozpoczął się zbiorowy tumult. Radni jeden przez drugiego kierowali do mnie głośno sprzeciw wobec nagrywania! Nie dałem się sprowokować i nie wdałem się w pyskówkę.

Zwróciłem się do przewodniczącej i przypominałem Konstytucję oraz ustawę – udip – odnośnie jawności organów samorządowych. Bezskutecznie! Mimo to nadal nagrywałem obraz.

Siedząca obok mnie policjantka ani słowem nie korygowała rażąco sprzecznych z prawem wypowiedzi przewodniczącej oraz chóru radnych!

Mnie zaczęła pouczać, że upublicznianie nagrań jest karalne! Na co rzekłem jej, żeby nie wypowiadała się w sprawie, na której się nie zna.

Sama z siebie podjęła wobec mnie próbę wylegitymowania! Podjęła indywidualną interwencję bez jakiejkolwiek prośby prowadzącej zebranie!

O tej interwencji napiszę później, bo wezwała jeszcze dwuosobowy patrol interwencyjny, jak do bardzo groźnego przestępcy!

Oni wypowiadali do mnie jeszcze większe głupoty! O tym innym razem, bo będzie ciąg dalszy.

Radny Ryszard Kordalski był jednym z tych, którzy samorzutnie, bez udzielenia im głosu przez prowadzącą, głośno wypowiadał się przeciwko nagrywaniu.

Jako świadek w sądzie twierdził, że ponoć kilka razy prosił przewodniczącą, iż nie wyraża zgody na nagrywanie!

W innym fragmencie wbrew temu w sądzie zeznał, że:

Samo nagrywanie nie było takie złe.

Ot, logika bardziej z piaskownicy, niż z organu samorządowego. Ryszard Kordalski trzecią już kadencję zasiada w tej Radzie Osiedla.

On i reszta świadków z policjantką włącznie, zgodnie zapomnieli o istotnej części mojej pierwszej rozmowy z prowadzącą. O tym, że przewodnicząca uzależniała prawo wstępu od zamieszkiwania na Osiedlu Jaroty!

Przedstawiali kłamliwie i tendencyjnie wydarzenia tak, jakoby bez żadnych problemów od razu pozwolono mi zostać!

W Biurze Rady Miasta otrzymałem sprawozdanie tej rady za rok 2017. A w sprawozdaniu kuriozum:

Posiedzenia Rady odbywają się w co drugą środę każdego miesiąca, w których mogą brać udział mieszkańcy Osiedla Jaroty.

Okazało się, że bezprawne ograniczenie prawa do wstępu wymyślili sobie znacznie wcześniej! I stosowali!

Na pytanie sądu po okazaniu tego podkreślonego przeze mnie fragmentu, przewodnicząca nie potrafiła wydukać… żadnej opinii.

Za to sprytnie nie na temat:

Ja nie wiem, dlaczego jest to podkreślone.

Po raz pierwszy i bodaj jako jedyna – dopiero w sądzie – przypomniała, że jednak mnie zapytała, czy jestem mieszkańcem Jarot?!

Ciągu dalszego o uzależnianiu wstępu od miejsca zamieszkania zapomniała i tym razem dodać.

Szereg innych okoliczności z tamtego posiedzenia – radni jako świadkowie – przedstawiali rozmaicie, nawzajem sprzecznie, kłamliwie, tendencyjnie – zależnie od fantazji.

M. in., że wtargnąłem do sali, nie zapukałem do drzwi, ciągle się wypowiadałem bez udzielania mi głosu, uniemożliwiałem realizację porządku posiedzenia i nic im się nie udało zrealizować, itd.

Protokół z posiedzenia także potwierdza, iż wbrew kłamliwym zeznaniom, jednak zrealizowano porządek zebrania.

W mojej obecności odczytali protokół poprzedniego posiedzenia, omawiali dalszy punkt – święto ulicy Wilczyńskiego.

Co im przeszkadzało? Tu zacytuję wypowiedzi w sądzie przewodniczącej tej rady, jako świadka:

PRZESZKADZANIE TO BYŁO KRĘCENIE SIĘ, NAGRYWANIE, PSTRYKANIE – oraz – NIE PROSIŁAM DZIELNICOWEJ, ABY ZAREAGOWAŁA.

Dodam, że po zajęciu miejsca nagrywałem wyłącznie siedząc. O jakim kręceniu się zeznawała przewodnicząca… trudno orzec. Nagrywanie video to kręcenie – może o to jej chodziło?

Istotne jest to, że podobne perypetie – ponad rok wcześniej – przeszedłem w innej samorządowej radzie osiedla – Pieczewo. Zwłaszcza odnośnie prawa do wstępu.

Mimo interpelacji radnej Rady Miasta Pani Jabłońskiej w grudniu 2016, mimo doskonałej a dostarczonej przewodniczącej Halinie Mikulskiej opinii prawnika RM z 4 stycznia 2017, nagle bez żadnej uchwały rady osiedla przeszli sobie nagle z comiesięcznych zebrań w drugi poniedziałek na doraźnie ustalane terminy – raz na kwartał.

Mimo pisemnych wniosków, ani razu nie podano mi daty tych doraźnych posiedzeń, aby uniemożliwić wstęp. Pierwszy raz mogłem uczestniczyć dopiero w maju 2017, tylko dzięki informacji z Rady Miasta, nie od tych osiedlowych radnych.

Dopiero wskutek słusznego orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie z września 2017 na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich, a po moim doń zgłoszeniu, doszło do ucywilizowania jawności rady na Pieczewie.

Teraz bez problemów tam przychodzę, nagrywam.

Mają zaległości odnośnie udzielania odpowiedzi na część złożonych na piśmie wniosków, czym nadal łamią udip.

W jednej z odpowiedzi ubzdurali sobie, abym pisma do pieczewskiej rady kierował za pośrednictwem Biura Rady Miasta!

Kierownik spółdzielczej administracji osiedla Pieczewo – też na piśmie – orzekł, że nie będą tam przyjmować moich pism do samorządowej rady! Tamta rada ma siedzibę w pomieszczeniach tejże administracji, za co miasto płaci spółdzielni.

Pani Mikulska od wielu kadencji przewodniczy samorządowej RO raz innej – spółdzielczej radzie osiedla Pieczewo. Skład obu tych ciał w znacznej części powtarza się.

Na posiedzenia spółdzielczej rady członkowie nagrodzonej za transparentność spółdzielni Jaroty nie mają prawa wolnego wstępu!!! Spółdzielcze ograniczenia chcieli przenieść na samorządową radę.

Nie dali rady dzięki pomocy RPO i WSA. Nastąpiła dobra zmiana przeze mnie zwykłego obywatela spowodowana. Halina Mikulska kandyduje do Rady Miasta z listy Piotra Grzymowicza! Żenada.

Gdy podczas drugiej mojej wypowiedzi na posiedzeniu RO Jaroty – 9 maja br. – nadmieniłem, że kwestię jawności tych organów wcześniej przeszedłem w innej radzie – wraz z orzeczeniem sądu administracyjnego, przewodnicząca L. Jaczewska żachnęła się, że ją straszę sądem!

Nikt z RO Jaroty na posiedzeniu 9 maja br. nie próbował słowem choćby sprzeciwić się czy skorygować wobec bezprawnych wymagań przewodniczącej i reszty radnych!

Także trzecia stamtąd kandydatka do Rady Miasta w obecnych wyborach – Urszula Jędrychowska, z listy PiS. Zadziałał stadny solidaryzm?

Inną ważną okolicznością jest to, że Halina Ciunel, przewodnicząca Rady Miasta, wczesną wiosną 2017 r. właśnie ze względu na problemy z pieczewską radą, zorganizowała spotkanie z przewodniczącymi wszystkich 21 rad osiedli.

Tam poruszano kwestię jawności tych organów. Dlatego zdumiało mnie, że ponad rok po tej naradzie – na posiedzeniu RO Jaroty spotkałem się z ewidentnym łamaniem art. 61 Konstytucji oraz udip.

Co się mieniło?

Otóż po mojej publicznej krytycznej wypowiedzi na spotkaniu z komitetem wyborczym C. J. Małkowskiego, udałem się 12 października na posiedzenie RO Jaroty.

Na wszelki wypadek wziąłem kartkę ze sławnym ostatnio, a zakazanym publicznie napisem: KONSTYTUCJA – z dopiskiem art. 61 oraz UDIP.

Gdyby znowu gadali swoje bezprawne bzdury, miałem im tylko pokazywać ten tekst – i czynić swoje. Ku mojemu u zaskoczeniu… wersal!

Na początku zostałem uprzejmie przez przewodniczącą powitany. Nikt nie wypowiedział ani słowa sprzeciwu wobec nagrywania posiedzenia.

Policjantka – ta sama, w towarzystwie drugiej mundurowej – już nie wypominała mi karalnego (rzekomo) upubliczniania nagrań.

Nawet pozwolono mi wypowiedzieć się w sprawach wspólnych dla obu sąsiadujących osiedli!

Niestety, o tej radykalnej zmianie od 17 maja br. do dziś, ta rada mnie nie poinformowała. Podobnie w innych zgłoszonych przeze mnie kwestiach.

Czekam od 5 miesięcy na rzeczową odpowiedź. Bezskutecznie, mimo dwóch moich ponagleń, oraz mimo interwencyjnego pisma z Biura Rady Miasta!

Tu wbrew udip się zacięli, czyli nadal łamią ustawowe wymogi jawności! Czyżby dopiero sąd musiał im to nakazać?

Ciąg dalszy nastąpi – bo musi. Na ich niejako życzenie. W tym zakresie też dojdzie do ucywilizowania.

Do organów samorządowych powinny kandydować lokalne osobowości. Tu wskazałem raczej na samorządowe… osobliwości.

Andrzej Cieślikowski

2 myśli na temat “Prawo do wstępu i nagrywania – Andrzej Cieślikowski

  • 23 października 2018 o 19:42
    Permalink

    Wyborcy nie umieścili w Radzie Miasta kandydujących radnych z samorządowej rady osiedla (SRO) Jaroty. Zatem tak skończyła się wyborcza przygoda przewodniczącej SRO Lucyny Jaczewskiej, członków Urszuli Jędrychowskiej oraz Ryszarda Kordalskiego.
    Nie dostała się też do RM przewodnicząca SRO Pieczewo – Halina Mikulska z podobnymi wcześniej antykonstytucyjnymi wyskokami.
    Bardzo trafne decyzje elektoratu!

    Odpowiedz
    • 23 października 2018 o 21:42
      Permalink

      Dziękuję! Cóż… łaska elektoratu na pstrym koniu jeździ 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *