Diagnoza oparta tylko na badaniu laboratoryjnym? Żałosne!

28 sierpnia 2017 r. portal diag.pl opublikował artykuł Raport NIK – lekarze zlecają zbyt mało badań. To, że Najwyższa Izba Kontroli zajmuje się sprawdzaniem zgodności ustaw z praktyką życia codziennego, nie jest niczym nadzwyczajnym. Problemem jest wybiórcze dotykanie tematów, którymi zajmuje się NIK, i w związku z tym straszenie, lub nie, rozmaitego rodzaju instytucji. 

W 1964 roku Sejm PRL podjął uchwałę o konieczności monitorowania powikłań po szczepieniach. Minęło ponad pół wieku, zmieniło się kilkanaście rządów i minęło wiele kadencji NIK-u, a żadnej kontroli ta instytucja, utrzymywana z pieniędzy podatnika nie przeprowadziła! Komu służyło takie nie wywiązywanie się z obowiązków? Kto czerpał korzyści z braku działań NIK-u?

Oczywiście producenci szczepionek! Co się więc takiego stało, że po ponad pół wieku NIK nagle przystąpił do kontroli Służby Zdrowia? A właściwie jeszcze bardziej istotne jest, czego ta kontrola dotyczyła? Otóż informacja podana w artykule Raport NIK… nie pozostawia cienia złudzenia:

Badania laboratoryjne stanowią najtańsze źródło informacji diagnostycznej. Są podstawą ok. 65% decyzji lekarskich, generują ok. 10% kosztów opieki zdrowotnej, co przy właściwym doborze oraz należytej interpretacji wyników, czyni je jednym z elementów decydujących o skuteczności i ekonomicznej efektywności ochrony zdrowia.

Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać?

Po pierwsze, podstawą postawienia prawidłowej diagnozy wcale nie są badania laboratoryjne, tylko prawidłowo zebrany wywiad chorobowy. O tym uczą w każdej Akademii Medycznej od pierwszego roku. Dobrze zebrany wywiad to 95 do 100 % wartości diagnozy! Badania laboratoryjne mają za zadanie tylko potwierdzić, albo wykluczyć rozpoznanie.

Gdyby autorzy Raportu NIK… chociaż troszeczkę znali się na medycynie, to wiedzieliby, że wyniki badań mogą być bardzo podobne w różnych chorobach. Nie ma teoretycznie nawet możliwości wykonania testu np. na potwierdzenie zatrucia metalami ciężkimi czy PBF. W Polsce nie można wykonać badania wykazującego zatrucie neurotoksynami: rtęcią, fluorem, aluminium, czy pestycydami typu glifosat.

Opieranie diagnozy nie na wiedzy i klinice, ale na badaniu, jest żałosne z punktu widzenia medycyny.

Po drugie – koszty. Badanie przeprowadzone przez klinicystę kosztuje dziennie kilkadziesiąt złotych (pensja podzielona na dni pracy). Natomiast jedno zbędne badanie TK to kilkaset złotych. Wykonywanie kilka razy w roku badania tomografii komputerowej nie tylko niczego nowego do rozpoznania, czy leczenia nie wnosi, ale dodatkowo naraża chorego na śmiertelne promieniowanie rentgenowskie.

Komu więc służy takie oszukiwanie społeczeństwa Raportami? Nasz system medyczny opiera się na obowiązkowym podatku, który stanowi ok. 60% wynagrodzenia pracownika. Pomimo minięcia ok. 30 lat od tzw. przemian, czyli tej ustawki WSI, zwanej Okrągłym Stołem, do dnia dzisiejszego, pomimo licznych deklaracji, żadna z ekip nie przygotowała tzw. koszyka świadczeń, czyli tego, co powinien otrzymać chory za swój podatek. To jawne okradanie społeczeństwa: wy płaćcie, a my może wam coś zaproponujemy, jak coś zostanie po odliczeniu naszych wydatków.

Pamiętaj: Leczenie jest zawsze sprawą indywidualną chorego. Ustawy medyczne służą handlarzom i spec służbom w celu lepszego zniewolenia człowieka.

Od 1989 roku wprowadza się u nas tzw. medycynę rockefellerowską, czyli sposób na oskubywanie chorego, pod pretekstem ratowania jego zdrowia. Stąd te wszelkiej maści programy rządowe i procedury. Obecnie nie ma żadnego znaczenia, czy chory idzie do profesora, czy do asystenta, ponieważ każdy jest zniewolony procedurami NFZ.

W USA do lat 80-tych ub. w. wydatki na służbę zdrowia kształtowały się na poziomie 50 miliardów dolarów. W 20 lat po wprowadzeniu medycyny rockefellerowskiej wydatki na leczenie wzrosły do 250 miliardów dolarów.

Jaki efekt wzrostu wydatków? Wśród krajów rozwiniętych USA ma najgorsze wskaźniki długość życia i przedwczesnych zgonów swoich obywateli. Umieralność kobiet systematycznie wzrastała od roku 1985 do 2010. Średnia długość życia kobiet spadła o 5 lat w wymienionym okresie. Na świecie podobny spadek długości życia zanotowano tylko wśród mężczyzn w Rosji, po rozpadzie ZSRR. Współczynnik umieralności niemowląt w USA jest najwyższy wśród krajów uprzemysłowionych.

Inaczej: najwięcej dzieci umiera w USA; nadumieralność kobiet, białych korzystających z opieki medycznej; istotne obniżenie IQ u dzieci i młodzieży; skrócenie czasu życia.

Wprowadzenie przez Obamę Affordable Care Act – przymusu ubezpieczeń – może jeszcze nasilić ów trend, ponieważ nie zaobserwowano takiego wzrostu umieralności wśród kobiet kolorowych, nie korzystających z pomocy uniwersyteckiej medycyny.

W Polsce podobno ostatnie zaostrzenie karania rodziców za brak szczepień jest właśnie wynikiem tej kontroli NIK-u i nacisków na Sanepidy. Jak wiadomo, kto na tym zarabia, to także wiadomo, komu służy NIK!

Już sam fakt tak dużego, bo 85% wykonania badań w jednostkach szpitalnych, jest zastanawiający, ponieważ wykorzystanie takiej liczby badań jest wątpliwe. Wystarczy prześledzić historię chorób i karty wypisowe poszczególnych pacjentów.

Najczęściej powtarzanymi badaniami z biochemii jest: morfologia, gazometria, elektrolity, pomimo faktu, że chory jest żywiony normalnie, a nie drogą kroplówkową. Podobnie wykonywanie co 3-4 miesiace TK, czy MR jest pozbawione sensu, ponieważ nie powoduje zmiany metody leczenia, a jest nagminnie wykonywane w onkologii.

Prawdą jest, że dużo laboratoriów prywatnych, czy spółdzielczych, wypuszcza wyniki wątpliwej wartości. Nawet te, które mają kontrakty ze szpitalami.

Reasumując: namawianie do wzrostu badań laboratoryjnych jest niczym innym, jak wyłudzaniem pod pretekstem ratowania zdrowia, pieniędzy z worka, zwanego przymusowym ubezpieczeniem, przez Big Pharmę. Nie muszę przypominać, że to są te same koncerny, które produkują tysiące niepotrzebnych leków, szeroko reklamowanych w TV.

dr n. med. Jerzy Jaśkowski

2 myśli na temat “Diagnoza oparta tylko na badaniu laboratoryjnym? Żałosne!

  • 9 grudnia 2017 o 07:44
    Permalink

    Te bzdury łatwo sprawdzić w oficjalnych danych. Liczba błędów merytorycznych tego szarlatana jest zatrważająca. I ten głupawy portal, który z taką nabożnością te wierutne bzdury z całym nadęciem upowszechnia. Towarzystwo wzajemnej adoracji.

    Odpowiedz
    • 9 grudnia 2017 o 10:35
      Permalink

      Dziękuję! Wolę towarzystwo dr JJ, niż towarzystwo żołnierzy-kretynów każdej republiki kolesiów, w tym koncernów farmaceutycznych… i profesorów od pasikoników 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *