Rewolucja czy teatr? Jerzy Jaśkowski o przemianach w 1989 roku

Od dłuższego czasu w polskiej prasie, radio i telewizji trwa nieprzerwana dyskusja o tym, co naprawdę zdarzyło się w latach osiemdziesiątych w krajach tzw. demokracji ludowej. Z większości wypowiedzi jednoznacznie wynika, że na skutek trudności gospodarczych występujących w tych krajach, doszło w nich do bezkrwawego przejęcia władzy, czy to przez grupy „refomatorów” z dawniejszej partii komunistycznej (jak np. w Bułgarii),czy tez przez tzw. elity opozycyjne. Bazą tych zmian były wystąpienia robotnicze i strajki związane bezpośrednio z pogorszeniem się stopy życiowej.

Jednakże, gdy spojrzy się spokojnie na wydarzenia minionych 12-14 lat, sytuacja nie wydaje się wcale tak jednoznaczna i prosta.

Już z historii, choćby ostatniego stulecia wiadomo, że pomimo dużo większych trudności ekonomicznych w niektórych krajach świata, nigdy nie doszło w nich do żadnej rewolucji, ani większego wystąpienia przeciwko rządowi, o ile nie było pomocy z zewnątrz.

Czyżby kraje tzw. demokracji ludowej w jakiś istotny sposób odbiegały od tych zdrowych zdawałoby się prawideł?

Wiadomo na przykład, że nie byłoby Rewolucji Październikowej, gdyby nie przygotowanie jej przez wywiad niemiecki i udział agentów: Lenina i jego kompanii.

Wiadomo też, że nie doszłoby do żadnej rewolucji węgierskiej, gdyby nie prowokacje Armii Czerwonej i KGB.

Wiadomo wreszcie, że za wszystkimi „ruchami wyzwoleńczymi” w Afryce stała, albo Armia Czerwona (np. Somalia, Etiopia, Angola), albo tzw.  najemnicy organizowani przez City.

Z tego właśnie powodu należałoby retrospektywnie przeanalizować sytuację, jaka panowała w naszym kraju w okresie ostatnich kilkunastu lat.

Czy w Polsce była już odpowiednia atmosfera do ,,rewolucji”?

Czy społeczeństwo rzeczywiście dojrzało do przejęcia władzy od komunistów? Czy może była to doskonale przygotowana gra służb specjalnych? Gra mająca być dymną zasłoną dla zmiany władzy?

Zacznijmy od pewnych pytań, na które brak jest logicznych odpowiedzi:

Jak to się stało, że „opozycja” solidarnościowa, najsilniejsza była w Gdańsku, gdzie jednostki Służby Bezpieczeństwa były najbardziej rozwinięte?
Jak to się stało, że w Gdańsku, gdzie odbywały się największe wystąpienia przeciwko stanowi wojennemu (i z tego powodu największe represje przeciwko społeczeństwu) — w wyniku przeprowadzonych akcji weryfikacji milicji,  tylko 11 proc. byłych milicjantów nie zostało zweryfikowanych?

Dodajmy, że przewodniczącym Komisji Weryfikacyjnej w województwie gdańskim był Jacek Merkel – działacz Solidarności, a w roku 1989 członek Komisji Społeczno-Politycznej, powołanej przez generała Kiszczaka, byłego szefa wywiadu wojskowego i ministra MSW.

Obecnie Merkel pełni funkcję prezesa banku w Gdańsku.

Jak to się stało, że Jerzy Milewski – niegdyś pracownik Instytutu Maszyn Przemysłowych PAN w Gdańsku, a potem Kierownik Biura Solidarności w Belgii – do dnia dzisiejszego nie rozliczył się z 8 milionów dolarów, które wpłynęły do kasy  tego Biura? Jak to się stało, że większość transportów pomocy dla podziemnej Solidarności (nadzorowanej właśnie przez Milewskiego) zaraz po przekroczeniu granicy wpadała w ręce milicji?

Dodajmy, że dla celów konspiracyjnych drukarni, Milewski kupował m.in. superszybkie komputery (objęte embargiem CO-COM), które również – natychmiast po przekroczeniu granicy – wpadały w „rence” milicji i służb specjalnych.

Jak to się stało, że pomimo poważnych zarzutów (nie tylko o pieniądze) postawionych mu na Zjeździe Solidarności, Jerzy Milewski powołany został do Kancelarii Prezydenta? Dlaczego to jemu właśnie powierzono kierownictwo Biura Bezpieczeństwa Narodowego?

Warto dodać, że nazwisko Milewskiego figuruje na liście współpracowników SB, przedstawionej w Sejmie w dniu 4 czerwca 1992 z adnotacją: kartoteka założona w 1964 roku.

 Jak to się stało, że za rządów Tadeusza Mazowieckiego spokojnie palono archiwa służb specjalnych, twierdząc, że nie można udostępnić akt szpiegów i donosicieli SB z powodu „teoretycznej możliwości ich sfałszowania”?

Twierdzono tak pomimo faktu, że generał Kiszczak publicznie i wielokrotnie podkreślał, iż sam dostarczył premierowi Mazowieckiemu pełną listę byłych agentów Służby Bezpieczeństwa, będących obecnie posłami, senatorami i członkami Rządu.

Podobnych pytań można by zadać więcej, ale czy trzeba? Spróbujmy założyć, że scenariusz wydarzeń był inny niż ten, jaki przedstawia większość naszych środków przekazu.

Przy założeniu odmiennego scenariusza, przebieg wydarzeń w Polsce układa się w logiczną całość.

Już od czasów cara Iwana Groźnego w Rosji działały służby specjalne – tzw. carska ochrana. Od tamtych też czasów działał wywiad wojskowy.

Za carów, oba te wywiady znajdowały się pod mniejszą lub większą kontrolą. Kontrola nad służbami specjalnymi praktycznie ustała w czasie  po  bolszewickiej rewolucji.

Tzw. Rewolucja Październikowa, wśród niezliczonych nieszczęść spowodowała i to, może najgorsze: pozwoliła na wymknięcie się spod kontroli wszelkich służb specjalnych, a nawet więcej, dała im nieograniczoną władzę w imię ratowania bolszewickiego przewrotu.

Do tego celu stworzony został cały arsenał odpowiednich środków i przepisów prawnych.

Jak wskazują dowody, bezpośrednio po rewolucji najsilniejsze i dominujące były służby cywilne: osławione CŻEKA, WCZEKA, NKWD (różne nazwy tej samej organizacji).

W okresie formowania się Armii Czerwonej i ona powoływała swe własne służby specjalne, pierwotnie ukierunkowane na typowy wywiad wojskowy.

Jednakże, w związku z trwającą wojną domową służby te musiały się również zajmować inwigilacją społeczeństwa. Sytuacja ta prowadziła oczywiście do konfliktów z istniejącymi służbami cywilnymi (np. NKWD).

Walka o wpływy pomiędzy tymi służbami była m.in. przyczyną czystki w Armii Czerwonej w 1937 roku. Rywalizacja służb bezpieczeństwa trwa do dnia dzisiejszego. Z jednej strony, nadal stoi wywiad cywilny w postaci KGB i jej modyfikacje, a z drugiej, wywiad wojskowy – GRU.

We wszystkich krajach satelickich Moskwy, podział władzy był taki sam. W Polsce znane są rozgrywki pomiędzy wywiadem cywilnym UB (następnie SB), a wywiadem wojskowym.

Pierwszy ostry konflikt o władzę powstał w roku 1956, w trzy lata po śmierci Stalina. Istniały wówczas dwie frakcje: tzw. puławianie (od nazwy ulicy Puławskiej w Warszawie, gdzie się mieściła siedziba UB) oraz natolińczycy.

Rozgrywki  w 1956 roku spowodowały, że do władzy w Polsce doszły siły, którym udało się doprowadzić do usunięcia oficerów sowieckich z dowództwa armii polskiej. Rywalizacja miedzy wywiadami trwała jednak nadal.

Do wiadomości publicznej przedostawały się niekiedy okruchy informacji dotyczących tych wydarzeń. Charakterystyczne jest jednak to, że afery, w które zamieszany był wywiad wojskowy znacznie skuteczniej tłumiono w mass mediach, aniżeli te, w które zamieszani byli agenci wywiadu cywilnego.

Około roku 1980 sytuacja ponownie się zaogniła, w związku z inwazją Sowietów na Afganistan. W wielu miastach Polski doszło wówczas do strajków. Największy z nich zorganizowano w Gdańsku.

Słynna noc z „soboty na poniedziałek” w sierpniu roku 1980 (kiedy to w stoczni zostało tylko około 400 stoczniowców, o czym w Gdańsku wiedziano powszechnie) – nie spowodowała akcji milicji, mimo że gdański system inwigilacji należał do najlepiej rozwiniętych w Polsce.

Pamiętamy co się dzieje dalej: pod pozorem wałki z rozkładem państwa, władzę przejmuje wojsko. Generał Jaruzelski -Wolski – Słuckin,  zostaje najpierw sekretarzem PZPR, a następnie premierem rządu.

Zaraz potem następuje zmiana na stanowisku ministra MSW. Zostaje nim generał Kiszczak – zawodowy oficer wywiadu wojskowego,  od chyba 1945 roku. Jednym z pierwszych jego posunięć jest włączenie SB do Milicji – tj. pod wspólne dowództwo.

Następnym rozkazem Kiszczaka jest powołanie na stanowiska komendantów milicji (a nawet wojewodów lub wicewojewodów) oficerów związanych z wywiadem wojskowym.

W ten oto sposób likwiduje się niezależność „cywilnych” służb specjalnych w Polsce. Jednocześnie, wojskowe służby informacyjne dostają do swoich rąk wszelkie tajne kartoteki SB.

Podkreślenia wymaga fakt, że żadne z posunięć w służbach specjalnych nie jest planowane z dnia na dzień, a większość z nich – z co najmniej 10-letnim wyprzedzeniem. Zbliża się rok 1989 i dochodzi do obrad Okrągłego Stołu.

I znowu można powiedzieć, że większość istotnych spraw,  które ,,załatwiano” w Magdalence – załatwiono w tzw. sosie własnym, to jest pomiędzy ludźmi, których nazwiska figurują na liście prezentowanej w Sejmie w dniu 4 czerwca 1992 roku przez ministra Macierewicza.

Teoretycznie wywiad wojskowy oddaje pewne atrybuty władzy, ale najważniejsze, związane z gospodarką i finansami – zostawia sobie.

W tym miejscu wypada podkreślić, że takie afery, jak sprawa ART-B czy FOZZ dokonywane były pod osłoną i z udziałem oficerów i agentów byłego Zarządu lI Sztabu Generalnego WP oraz Departamentu I MSW.

Grzegorz Żemek – główny podejrzany w aferze FOZZ, był tajnym współpracownikiem Zarządu II Sztabu Generalnego WP, podobnie jak kilku innych jego współpracowników.

Prezes Rady Nadzorczej FOZZ, wiceminister finansów Janusz Sawicki, najpierw był tajnym agentem, a następnie kadrowym pracownikiem wywiadu na etacie niejawnym.

Dający osłonę spółce ART-B, prezes Narodowego Banku Polskiego, był tajnym współpracownikiem Departamentu I MSW.

Warto przy tym dodać, że wbrew rozpowszechnianej opinii – sprawa ART-B nie zaczęła się od przelewu pieniędzy, lecz od handlu bronią; wiadomo zaś, że w warunkach monopolu państwowego nikt, bez zgody wywiadu nie dostałby na to potrzebnych koncesji (zob. Tygodnik Solidarność nr 27/92, Prawo i Życie nr 34/92).

Niezmiernie pouczające jest także prześledzenie tzw. listy Macierewicza.

Generał Kiszczak nie ukrywa, że sam przekazał nowemu, solidarnościowemu ministrowi – Krzysztofowi Kozłowskiemu – pełną listę agentów pełniących aktualnie funkcje publiczne (posłów, senatorów itd.).

Tak naprawdę to ujawnił on po prostu listę swojej konkurencji – SB. Kiszczak był bowiem szefem wywiadu wojskowego. Fakt otrzymania takiej listy potwierdził publicznie w TV nie tylko K. Kozłowski, ale także J. Szymanderski oraz bracia Kaczyńscy – jedyni, którzy zrobili z niej użytek, eliminując agentów z władz Porozumienia Centrum.

Nie ulega też żadnej wątpliwości, że minister Kozłowski przekazał otrzymaną listę nowemu ministrowi Majewskiemu, a ten z kolei Macierewiczowi.

Jak przyznał następny minister MSW Milczanowski, sam dokonał on weryfikacji listy – już w rok przed przekazaniem jej Sejmowi. Można więc przyjąć, że zawarte na liście tej nazwiska są na pewno rejestrowane w kartotekach SB.

Natomiast brak jakiegoś nazwiska, wcale nie świadczy o tym, że dana osoba nie była agentem służby tajnej. Po prostu, z jakiegoś powodu, nazwiska tego nie ujawniono.

Już sam fakt podania do publicznej wiadomości listy nazwisk agentów spowodował, że w jednym dniu, ów tak niezmiernie rozbity Sejm błyskawicznie się zjednoczył i dokonał obalenia Rządu Premiera Olszewskiego. Złamano przy tym kilka ustaw sejmowych – np. w sprawie odwołania ministrów MSW i MON-u.

Chodziło zatem o faktyczne przejęcie kontroli w państwie, czyli rebelię, rokosz itd. Co prawda to, o co toczyła się walka wiadome było już dużo wcześniej.

Przyjrzyjmy się tzw. „Sprawie Parysa”.

Po objęciu teki ministra MON, Parys mianował szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, generała Stelmaszczuka.

Jednym z pierwszych  rozkazów Generała było wydanie zakazu lotów samolotów rosyjskich bez wiedzy i zgody władz polskich. Chodziło tu m.in. o przeciwdziałanie przemytowi towarów na szeroką skalę z baz rosyjskich w Polsce oraz rozprowadzaniu narkotyków tzw. czarnego afganu.

Natychmiast rozpoczęła się nagonka na Parysa ze strony Belwederu, czyli Bolka, który z powodu dziwnej gry premiera Olszewskiego, doprowadził do odwołania ministra z zajmowanego stanowiska.

Kolejny szef MON Janusz Onyszkiewicz, w jednym z pierwszych rozkazów odwołał generała Stelmaszczuka i powołał na stanowisko szefa Sztabu Generalnego WP generała Wileckiego.

Wilecki natychmiast odwołał rozkaz Stelmaszœuka dotyczący startów samolotów rosyjskich. Cała ta tajemnicza sprawa staje się jasna po zapoznaniu się z „listą Macierewicza”.

Znajdują się na niej niemal wszyscy pracownicy Belwederu: zarówno Wachowski, jak i Milewski, Falandysz czy Ziółkowski.

I tak się jakoś dziwnie składa, że wszyscy współtwórcy Solidarności z roku 1980 zostali odsunięci od władzy.

Jak mogą potoczyć się dalej losy naszej Ojczyzny?

Otóż wszystko zależy od tego, która strona weźmie górę. Wywiad wojskowy to przecież powiązania z przemysłem zbrojeniowym, z hutnictwem i z górnictwem, gdzie funkcje dyrektorów wciąż pełnią oficerowie lub byli oficerowie WP.

Przemysł ten jest systematycznie niszczony, co wywołuje duży opór ludzi w nim zatrudnionych. Jest on niszczony z premedytacją przez Belweder i powiązane z nim kręgi.

Przykłady? Chociażby zakup helikopterów Bella dla papieża, który spowodował zerwanie kontraktu na sprzedaż naszych Sokołów (wykorzystali to natychmiast Francuzi).

Albo afera z dyrektorami radomskiego Łucznika „złapanymi” na handlu bronią i wbrew zapewnieniem ministra Skubiszewskiego – oczekującymi na deportacje do USA (Skubiszewski znajduje się na liście Macierewicza – teczka założona w 1964 roku, pseudonim ,,Kosk”).

Są to tylko okruchy spraw, które przedostają się do wiadomości publicznej. Skrzętnie wymazywane, uniemożliwiają szukanie połączeń.

W tym samym czasie jesteśmy świadkami tzw. afer cywilnych jak np. wódczanej, papierosowej, rublowej i wielu innych, które pomimo, że są opisywane, w dziwny sposób nie powodują żadnych konsekwencji dla sprawców. Wygląda na to, że czerpiący zyski z tych afer posiadają  „dobre koneksje” – tak,  jakby nadal pełnili funkcje polityczne.

Niestety, niewykluczone jest, że o tym co będzie z Polską za rok, decyduje się wciąż jeszcze w City, poprzez Moskwę. Wszelkie twierdzenia o rozbiciu KGB czy też jej konkurencji GRU, są pozbawione jakichkolwiek dowodów.

Wręcz przeciwnie, istnieją dowody na to, że służby te nadal działają w pełnej sile. Czyż nie było takim dowodem przetrzymywanie w więzieniu redaktora Szaniawskiego – jeszcze w kilka miesięcy po ,,wolnych” wyborach Mazowieckiego (na liście Macierewicza), albo sprawa uprowadzenia  profesora Wołkowa z Polski przez agentów sowieckiego wywiadu wojskowego w 1992 roku.

Niedawno generał Kiszczak  z uznaniem wypowiadał się o nowym ministrze Obrony Rosji i Armii Czerwonej generale Dubynin.

Nie zapominajmy, że Dubynin jest nie tylko ,,bohaterem” wojny w Afganistanie czy byłym dowódcą wojsk sowieckich w Polsce, ale także dowódcą GRU,  grupy stacjonującej w Legnicy. Ale kto o tym jeszcze pamięta?

W nauce istnieje tzw. czynnik PSI, oznaczający stosunek korzyści z odkrycia do efektów negatywnych. Powinien on być zawsze dodatni.

Sam Czytelniku musisz ocenić czy przemiany 1989 roku były dla naszego kraju dodatnie, czy ujemne. Rewolucja czy teatr?

Czynnik PSI posiada wartość czasową ok. 25 lat. Po tym okresie można ludziom w systemie państwowej, powszechnej edukacji, tak wyprać mózgi, że niczego i tak nie będą pamiętali i kojarzyli.

Jest to szczególnie łatwe, kiedy posiada się monopol na informację oraz produkcję pieniądza.

Jak wiemy, cała informacja polskojęzyczna jest w „rencach” obcych. A o produkcji prawa i pieniądza decyduje Bruksela, czyli City of London Corporation.

Jerzy Jaśkowski

November  1992 – Opinie – Tygodnik Świat Polska

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *