Robotyzacja dezinformacji

Niedawne gigantyczne rosyjskie manewry Zapad 2017 poprzedziła dezinformacyjna podgotowka, której nowym elementem była automatyzacja rozpowszechniania fałszywych wiadomości w mediach społecznościowych. Można było odnieść wrażenie, że rosyjscy trolle przepracowali się, albo Moskwie brakuje funduszy na finansowanie żywych trolli, i sięgnęła do powielających fałszywki robotów.

Czy ta innowac­ja była skutecz­na? Trud­no to jeszcze ocenić. Jed­nak nie jest tajem­nicą, że skon­cen­trowany w cza­sie kol­por­taż spreparowanych wiado­moś­ci, zwięk­sza siłę odd­zi­ały­wa­nia dez­in­for­ma­cji na odbior­ców. Zwłaszcza młodych, którzy w więk­szym stop­niu dają wiarę treś­ciom umieszczanym w medi­ach ich pokole­nia.

Odno­towana w let­nich miesią­cach robo­t­yza­c­ja dez­in­for­ma­cji obser­wowana była przede wszys­tkim w państ­wach bał­ty­c­kich. To one są pod stałą infor­ma­cyjną presją Moskwy.

Min­is­ter spraw zagranicznych Edgars Rinkëvičs powiedzi­ał, że przed manewra­mi Zapad 2017, w sieciowej przestrzeni Łotwy pojaw­iły się szczegól­nie liczne fałszy­we infor­ma­c­je i ten­den­cyjne komen­tarze doty­czące NATO.

Infor­maty­czne robo­ty rozpowszech­niły pięć razy więcej takich dez­in­for­ma­cji niż trady­cyjne, żywe trolle. W Estonii sto­sunek robot­ów do ludzi był jeszcze więk­szy: 9 do 1.

W opinii Rinkëvičsa zachod­ni poli­ty­cy — nie mówiąc już o odbior­cach — nie są przy­go­towani na zma­sowany atak rosyjs­kich robot­ów dez­in­for­ma­cyjnych, gdyż z zalewem fałszy­wych infor­ma­cji trud­no wal­czyć.

Cóż z tego, że wiemy, skoro bardzo trudno jest uzyskać niepodważalne dowody – ubolewał szef łotewskiej dyplomacji, i zwracał uwagę na konieczność nowelizacji prawa międzynarodowego niedostosowanego do realiów sieciowej wojny informacyjnej.

Przepisy prawa oraz użytkown­i­cy sieci, nie są też przy­go­towani do kole­jnej innowacji rosyjskiej, czyli do „sobowtórów” imi­tu­ją­cych inter­ne­towe strony znanych i uważanych za auto­ry­taty­wne orga­ni­za­cji medi­al­nych.

Pod­szy­wanie się pod wiary­godne źródło infor­ma­cji i rozpowszech­ni­an­ie fałszy­wek poprzez kanał infor­ma­cyjny uważany za rzetel­ny, nie jest niczym nowym. Przykłady z XIX i XX wieku opiszę wkrótce.

Sieć daje dezinformatorom wiele nowych możliwości.

Przede wszys­tkim bezpośred­ni dostęp do odbior­ców, bez koniecznoś­ci korzys­ta­nia z zaprzy­jaźnionych orga­ni­za­cji medi­al­nych. Wiary­god­nym kanałem warto się pode­przeć. Stąd zaczęły się pojaw­iać bard­zo umiejęt­nie podro­bione rosyjskie fałszy­w­ki imi­tu­jące pub­likowane w internecie artykuły renomowanych mediów.

Od początku bieżącego roku wykry­to fab­rykac­je inter­ne­towych stron por­tali: telewiz­ji Al-Dżazi­ra, amerykańskiego miesięczni­ka The Atlantic, izrael­skiego dzi­en­ni­ka Haaretz, a ostat­nio bel­gi­jskiego dzi­en­ni­ka Le Soir i bry­tyjskiego The Guardian.

Świet­nie odt­wor­zone graficznie rosyjskie podrób­ki, utrzymy­wane są w sieci w dom­e­n­ach łudzą­co podob­nych do ory­gi­nal­nych.

Przykład­owo: w sobowtórze dome­ny bry­tyjskiego dzi­en­ni­ka: guardian.co.uk, literę“i” zastą­pi­ono turecką literą „ı” tworząc rep­likę, trud­ną do rozpoz­na­nia na pier­wszy rzut oka.

Treś­ciowo imi­tac­je utrzy­mane są w wiary­god­nym sty­lu i ich argu­men­tac­ja bądź nar­rac­ja, może trafić do mniej zori­en­towanych i wyro­bionych odbior­ców. Oni też są głównym adresatem rosyjs­kich dez­in­for­ma­torów.

Fałszy­wa strona telewiz­ji Al-Dżazi­ra infor­mowała, że saudyjs­cy dyplo­maci przekupu­ją rosyjs­kich dzi­en­nikarzy, aby nie pisali negaty­wnie o ich kra­ju i saudyjskiej monar­chii.

Podrób­ka artykułu z dzi­en­ni­ka Haaretz zaw­ier­ała wiado­moś­ci o wielomil­ionowych inwest­y­c­jach w Izraelu prowad­zonych przez rodz­inę prezy­den­ta Azer­be­jdżanu.

Przed wyb­o­ra­mi prezy­dencki­mi we Francji, rzeko­ma pub­likac­ja Le Soir demaskowała tajny fun­dusz wybor­czy Emmanuela Macrona, którego kam­pa­nia miała być finan­sowana przez saudyjs­ki dwór.

Nato­mi­ast zaw­ies­zona w sieci — w sierp­niu — imi­tac­ja strony Guardiana zaw­ier­ała wypowiedź sir Johna Scar­let­ta, byłego sze­fa bry­tyjskiego wywiadu zagranicznego MI6, który rzeko­mo wyz­nał, iż Rewoluc­ja róż 2003 roku w Gruzji, została zor­ga­ni­zowana przez służ­by wywiad­ow­cze Wielkiej Bry­tanii i USA, celem zdesta­bi­li­zowa­nia Rosji.

Kierowane do rosyjskiej i międzynarodowej społeczności sobowtóry demaskowane są wprawdzie szybko, i po kilku lub kilkunastu godzinach usuwane są z sieci, ale ściągane na różne komputery zaczynają żyć własnym zyciem. Zwłaszcza, że są umiejętnie reanimowane przez media rosyjskie lub pro-rosyjskie.

Przykład­owo: po usunię­ciu fałszy­wej strony Guardiana wyz­nanie byłego sze­fa MI6, powtórzyła sprzy­ja­ją­ca Krem­lowi Ren TV.

Sfab­rykowane w Moskwie „rewelac­je” bel­gi­jskiego dzi­en­ni­ka Le Soir, są odgrze­wane również w pol­skiej sieci. Moż­na je znaleźć nadal na stronach Kurni­ka Poli­ty­cznego pod tytułem Macron jest na liś­cie płac królest­wa wahabick­iego, w komen­tarzach pod mate­ri­ałem w fakty.interia.pl, czy na por­talu alexjones.pl. Pon­ad pół roku po zde­maskowa­niu!

Moż­na się spodziewać, że pełne sen­sacyjnych rewelacji imi­tac­je stron znanych orga­ni­za­cji medi­al­nych będą się pow­tarzać coraz częś­ciej! Sfab­rykowanie strony pod łudzą­co podob­ną domeną jest dużo łatwiejsze (i tańsze) niż zhakowanie ory­gi­nal­nej wit­ryny.

Dla dez­in­for­ma­to­ra prof­it jest przy tym pod­wójny. Po pier­wsze – rozpowszech­nie­nie spreparowanych treś­ci. Po drugie – poder­wanie wiary­god­noś­ci znanego, rzetel­nego medi­um.

Spadek wiary­god­noś­ci orga­ni­za­cji medi­al­nych uważanych powszech­nie za rzetelne, powodu­je wzrost zain­tere­sowa­nia por­ta­la­mi, bloga­mi i stron­a­mi bocznego nur­tu. W takich medi­ach łatwiej jest upla­sować zgrab­ną fałszy­wkę.

Równole­gle poważnym redakcjom nie jest łat­wo usunąć imi­tac­je swoich stron z sieci. Trud­no im także przekon­ać Google’a i media społecznoś­ciowe, do usunię­cia linków prowadzą­cych do sobowtórów. Zwłaszcza, że brak odpowied­nich i skutecznych środ­ków prawnych.

Użytkown­ikom inter­ne­tu pozosta­je więc zdrowy rozsądek, posi­adana wiedza i nos ułatwia­ją­cy rozpoz­nanie co prawdzi­we, a co śmierdzi fałszem.

Dr Rafał Brzes­ki

Robotyzacja dezinformacji — to pierwszy tekst, który otrzymałem od dr Rafała Brzeskiego, z przeznaczeniem do publikacji na portalu Ku Prawdzie. Dziękuję! Liczę na dalszą owocną współpracę na drodze Ku Prawdzie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *