Rośnie zapadalność na nowotwory głowy i szyi! Fałszywe flagi? Jerzy Jaśkowski

Z dużym zdziwieniem przeczytałem w Medycynie Praktycznej  wywiad z prof. Wojciechem Golusińskim, kierownikiem Katedry i Kliniki Głowy i Szyi i Onkologii Laryngologicznej w Wielkopolskim Centrum Onkologii w Poznaniu i jednocześnie prezesem Polskiego Towarzystwa Nowotworów Głowy i Szyi, oraz Prezydentem Europejskiego Towarzystwa Nowotworów Głowy i  Szyi.

Jest więc po pierwsze, bardzo utytułowaną osobą i powinien być także bardzo kompetentną w omawianych tematach. Po drugie, powinien orientować się, na czym polega profilaktyka w świetle badań naukowych, a co nazywamy zwykłym leczeniem.

Niestety, wypowiedzi zamieszczone w wydaniu Medycyny Praktycznej, wydają się  na  związane ze straszeniem ludzi w określonym celu, a nie podawaniem istotnych faktów, dotyczących  powodu wzrostu konkretnych nowotworów.

Profesor podał, że od 1999 roku do 2014 roku, czyli w okresie 15 lat liczba nowotworów wzrosła o 20 % tj. z 8.700 do 11.600.

Ciekawe byłoby znać zapadalność na nowotwory głowy i szyi przed 1990 rokiem, czyli przed wejściem medycyny rockefellerowskiej z jej procedurami i przed wprowadzaniem tych nowinek, z implantami włącznie.

Pan Profesor łączy ten wzrost zachorowań na nowotwory, jednoznacznie ze wzrostem zakażeń wirusem HPV, czyli tym samym, który wywołuje raka u kobiet i raka odbytu.

Co prawda, nie podał żadnych prac naukowych na udowodnienie swojej teorii, ale jego zdaniem musimy mu wierzyć. Innych przyczyn wzrostu zachorowań na nowotwory bowiem  nie wymienia.

Te informacje znajdują się także na stronie makesensecampaign… widać od razu o co chodzi.

Prawdą jest natomiast, że w podręcznikach przed przyjściem do nas medycyny „amerykańskiej”, nic takiego nie stwierdzano, ale  nauka idzie do przodu. Przecież wymyślili już szczepionkę na HPV, trzeba ją sprzedawać.

Innymi słowy postępują owi koryfeusze medyczni zgodnie ze scenariuszem filmu Botoks.

Prof. Happer, koordynator badań tej szczepionki, stwierdziła już w 2009 roku, czyli  ponad 10 lat temu, że nigdy nie badała związku szczepionki z rakiem, ale widocznie ta informacja jeszcze nie dotarła do prof. W. Golusińskiego.

Poza tym wiadomo, że 98 % zakażeń HPV ulega samoistnemu wyleczeniu, w okresie 6 – 12 miesięcy. Ale to także widocznie nie jest informacja godna głowy p. Profesora.

Pierwsze wyniki badań, że szczepionka tzw HPV, szeroko wciskana dzieciom w Polsce, na cokolwiek działa, zostaną najwcześniej opublikowane za ok. 20 lat.  Można więc spokojnie okradać ludzi, wciskając im szczepionkę, pod pretekstem ratowania ich zdrowia.

Za 20 lat nikt i tak nie będzie pamiętał, co się działo wcześniej.

Zupełnie przypadkowe natomiast jest odkrycie prof. Golusińskiego, że Polacy nagle zaczęli uprawiać seks odwrotny, czyli oralny.

Z  powodu  wzrostu zachorowań na raka, z inicjatywy p. Profesora w 2012 roku, uruchomiono Ogólnopolski Program Profilaktyki Nowotworów Głowy i Szyi , służący wczesnemu ich wykrywaniu.

I mamy co najmniej dwa problemy.

Już przed wielu laty ogłoszono śmierć naturalną owych programów wczesnego rzekomo wykrywania nowotworów, ponieważ pomimo wyrzucenia olbrzymich pieniędzy na badania profilaktyczne typu np. mammografia, nie tylko nie przyniosły one korzyści, ale wręcz zanotowano szkody.

Zdziwienie więc budzi fakt, że wdrożono program  wczesnego wykrywania w okresie, kiedy cały Boży Świat się z takiego marnotrawstwa pieniędzy podatnika, czyli jego okradania, wycofuje.

Do wykrycia nie są potrzebne żadne badania przesiewowe. Wystarczy, że przy okazji normalnego badania czy to dentysta, czy laryngolog, czy lekarz rodzinny, przeprowadzi badanie pacjenta, o jakim się uczy na III roku Medycyny. Nic więcej nie potrzeba.

No, może podam dokładniej, tak uczono w Akademiach Medycznych, być może w Uniwersytetach Medycznych wykreślono te tematy. Nie wiem, nigdy w żadnym Uniwersytecie Medycznym nie pracowałem. Emerytura.

Po drugie, profilaktyka nie polega na badaniu, ale na eliminacji czynników rakotwórczych ze środowiska człowieka. I tutaj mamy poważny problem.

Już w 1992 roku nagłaśnialiśmy sprawę wprowadzania past z fluorem do Polski, kiedy wiadomo było od lat, że są regiony w Kraju, w których jest „nadmiar”  fluoru w środowisku. Takimi regionami jest Gdańsk, Szczecin, Kraków, Tarnów i wiele innych. Wiadomo także każdemu jako tako oczytanemu człowiekowi, że nawet WHO uznało fluor za neurotoksynę i potencjalnie rakotwórczy czynnik.

Zadaliśmy proste pytanie:

Dlaczego rzekomo naukowe Towarzystwa reklamują pasty z fluorem w Polsce, chociaż brak jakichkolwiek badań wskazujących na  ich pozytywne działania?

Już od lat 80-tych ub.w., nauka znała szkodliwe skutki stosowania fluoru, poczynając od obozów koncentracyjnych czy łagrów.

Wszystko wskazuje na to, że wiedza ta była znana wszystkim zainteresowanym, z wyjątkiem stomatologów i specjalizacji pokrewnych. Sam musisz sobie odpowiedzieć Szanowny Czytelniku na to proste pytanie, dlaczego istniała taka rozbieżność zdań?

Podpowiem. Nauka zna pojęcie współczynnika „PSI”. Jest to stosunek zysków z danego wynalazku, do strat jakie on powoduje. Zawsze zyski powinny być większe, aniżeli straty, czyli wynik powinien być zawsze powyżej jedności.

Przykładowo, odkrycie rozbicia atomu na początku XX wieku przyjęto jako wielki wyczyn, pozwalający na dostarczenie ludzkości bezpłatnej lub prawie bezpłatnej energii. Tak to reklamowano. Rozdano masę Nagród Nobla.

Jednakże bomby zrzucone na Hiroszimę, Nagasaki, Czarnobyl, Windscale, Tree Mile Island,  Fukushimę, zmieniły nasze zapatrywania na to odkrycie.

Obecnie współczynnik PSI to 0.6 – 08.

Oznacza to w praktyce, że za pieniądze podatnika produkuje się „odkrycia” , które właściwie szkodzą społeczeństwu, a nie przynoszą pożytku. jest to bardzo łatwe w praktyce, ponieważ tzw. odkrywcy nie pracują na własny rachunek tylko przejadają pieniądze podatnika.

Proszę zauważyć, że żadne z Towarzystw Medycznych nie ostrzega ludności o zawartości związków rakotwórczych, zawartych w pastach do zębów.

Sprzedaż past do zębów, jest to po prostu doskonały sposób okradania ludności przez koncerny. Wystarczyło wmówić tej ludności, że robią to dla własnego zdrowia i sami będą płacić podatek dodatkowy zakupując zbędne towary, preparaty itd.

Wytresowano również  armię stomatologów. W związku z faktem nagłego promowania przez  Polskie Towarzystwo Stomatologiczne pasty Colgate w 1992 roku, jako Stowarzyszenie wystosowaliśmy list do Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego z pytaniem, dlaczego jako Towarzystwo Naukowe zajmują się reklamą, akurat pasty Colgate?

Pomimo minięcia 20 lat nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Nie otrzymaliśmy także odpowiedzi, jakiej wysokości „dofinansowania” otrzymuje ta grupa naukowa. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby reklamą past do zębów  zajmowali się za darmo, po godzinach pracy.

Nie da się ukryć, że pasty do zębów to doskonały interes. Proszę sobie tylko pomnożyć te 30 parę milionów obywateli  przez te 8 – 10 złotych miesięcznie. Od tego jest przecież VAT, zwany łapówką dla urzędników.

Po zasygnalizowaniu aspektu finansowego, przejdźmy do meritum, czyli odpowiedzi na podstawowe pytanie: Jaki ma sens medyczny stosowanie past do zębów? Otóż nie ma nie tylko sensu, ale jest szkodliwe.

Naukowcy z Amsterdamu opublikowali pracę  podsumowującą badania, dotyczące analizy stosowania past do zębów.  Wynikiem końcowym było badanie usuwania  zmniejszania się płytki nazębnej.

Badania zostały opublikowane w Journal od Clinical Peridontology, czyli jak najbardziej zawodowym czasopiśmie. Autorzy przeanalizowani 10 prac, dotyczących skuteczności usuwania płytki nazębnej.

Okazało się, że wystarczy sama szczoteczka do zębów. Czyszczenie zębów samą szczoteczka, bez żadnej pasty, powoduje usunięcie 50.3 % płytki nazębnej. Mycie zębów z pastą  powoduje usuwanie tylko 49.2 %.

I najważniejsze: mycie samą wodą i szczoteczką nie uszkadza flory bakteryjnej, odpowiedzialnej za stan higieniczny jamy ustnej.

Amerykańska Agencja Rządowa FDA, podjęła  w tym roku decyzję o zakazie produkcji, aż 19 aktywnych składników zawartych  w tzw. mydłach antybakteryjnych i pastach.

Jak twierdzi dyr. Centrum FDA ds. Badań i Oceny p. Janet Woodcock:

W rzeczywistości dane wskazują, że antybakteryjne składniki mogą wyrządzić więcej szkody, aniżeli pożytku.

Mydła antybakteryjne trafiły na rynek w 1960 roku. Odpowiednia kampania i marketing spowodowały gwałtowny wzrost sprzedaży. Pomimo faktu, że już w 1970 roku przeprowadzono eksperyment, który nie tylko nie wykazał  reklamowanych zalet, ale udowodnił, że koszty są niewspółmiernie wysokie w porównaniu ze zwykłymi mydłami, to nadal dopuszczano je do sprzedaży.

Eksperyment był przeprowadzony pod patronatem WHO, więc trudno było go podważać. Wyraźnie widać na tym przykładzie, że WHO jest pod kontrolą koncernów. Wyniki zamieciono pod dywan, a sprzedaż tych toksycznych produktów wzrastała.

Dlaczego twierdzę, że jesteśmy kondominium koncernów, a instytucje tzw. państwowe mają tego pilnować?

Ponieważ pomimo tych dowodów, zarówno MZ  jak i Główny Inspektor Sanitarny dopuścili po 1989 roku te produkty na polski rynek. Mało tego, był nacisk na zakup tych środków przez szpitale itd.

Jednym z głównych składników tych mydeł jest Triclosan. Znajduje się w ok. 40 % sprzedawanych mydeł antybakteryjnych. Co powoduje u człowiek Tticlosan?

Okazuje się, że szczególnie u dzieci, może powodować zaburzenia hormonalne oraz lekooporność bakterii. Także żadne z tzw. Naukowych Towarzystw Medycznych, nie reaguje na wpuszczenie tych trucizn na rynek polski.

Przykładowo, przynajmniej jedna z past do zębów Colgate Total zwiera te związki chemiczne. Czy kiedykolwiek, jakikolwiek dentysta Ciebie Szanowny Człeku o tym ostrzegał?

Ten zakaz został wprowadzony w 2016 roku. Minęło kilka lat. Czy jakakolwiek polskojęzyczna gazeta ostrzegała o tym fakcie?

Działanie np. Triclosanu, jest podobne do antybiotyków i już u 7% bakterii Listeria wyhodowanych z produktów spożywczych, stwierdzono odporność na ten środek.

Dr Allison Aiello epidemiolog z Uniwersytetu w Północnej Karolinie stwierdził, że np. Triclosan nie tylko wywołuje odporność na bakterie,  zaburzenia hormonalne przede wszystkim u dzieci, ale może być także przyczyną alergii u ludzi  i może być związany z niektórymi postaciami raka. Triclosan podczas rozpadu przechodzi w rakotwórcze, bez wątpienia, dioksyny!

Jak sam wiesz Dobry Człeku, o tym w Polsce mówić nie wolno.

Pan prof. Wojciech Golusiński nigdy nie ostrzegał w żadnych mediach o tym rakotwórczym działaniu past do zębów. Pomimo posiadanej wiedzy od co najmniej 40 lat, informacje o tych skutkach zdrowotnych, państwowe instytucje chowały skrzętnie  do szuflady. Interes ponad wszystko.

Tak więc, jeżeli chorujesz potem na stany zapalne jamy ustnej, rozmaitego rodzaju afty, to wiedz, że to tylko i wyłącznie Twoja wina, ponieważ samo sobie te środki kupujesz.

Natomiast internetowy dentysta stwierdza:

Te badania wcale nie świadczą, że stosowanie past do zębów to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Pasty zawierają wiele składników korzystnych dla zębów , np: fluor, substancje przeciwbakteryjne, odświeżające oddech itd.

O fluorze już pisałem wiele razy. Tylko skutkom obniżania IQ dentystów, można przypisać twierdzenie o pozytywnej roli fluoru. O tym, że dioksyny są rakotwórcze, także nie ma sensu dyskutować. Śmieszne jest natomiast twierdzenie o odświeżaniu oddechu.

Na podobnej argumentacji opierała się sprzedaż gum do żucia, dopóki nie okazało się ile szkody przynoszą. Jednak istotniejsza jest sprawa merytoryczna.

Zapach, to są stałe cząstki ulatniające się w powietrzu. Jeżeli wymyjemy dokładnie zęby, to usuwamy te cząstki.

Otóż twierdzenie, że pasta usuwa zapach, jest na tym samym poziomie, co twierdzenia XVIII wiecznych elegantek; zamiast mycia stosowały perfumy, a zamiast szczotkowania włosów, grabie i młoteczek do usuwania wszy.

Poza tym, zapach z ust jest spowodowany najczęściej zaleganiem i gniciem drobin pokarmu w kryptach rozpulchnionych migdałków, a więc brakiem płukania gardła przed snem i rano. No cóż, każdy stara się wykazać jak może?

Pisałem o tym, że jednym z pierwszych posunięć Unii, było obniżenie poziomu edukacji medycznej. Zamiast ogólnie szanowanego uprzednio lekarza stomatologa, w Polsce pozwolono na edukację, tylko dentysty.

Niedawno pisałem, że stosowanie past do zębów pogarsza stan  uzębienia. Szczególnie szkodliwe są pasty z fluorem. Wiadomo o tym od co najmniej półwiecza.

Jak każdy może osobiście sprawdzić, półki sklepów zawalone są właśnie preparatami z neurotoksyną – fluorem!

Pasty z fluorem sprzedaje się w każdym sklepie, pomimo, że badania udowodniły już przed 30 laty [Ganowiak, Nabrzyski], iż są przyczyną trucia, szczególnie dzieci. Zanotowano nawet zgony dzieci po fluoryzacji.

Spójrzmy na ten problem ze strony koncernów City. Powiedzmy, że tylko 30 milionów ludności kupuje pasty do zębów, po ok. 10 złotych za sztukę. To kilka miliardów zakoszonych od frajerów, pod pretekstem rzekomej ochrony zdrowia.

To jest dodatkowo Vat, czyli łapówka dla urzędników. Jak można by z takiej kwoty dobrowolnie zrezygnować!

W jaki  jednak sposób utrzymywać te rzesze urzędników, z wynagrodzeniem  na poziomie 50% wyższym, aniżeli średnia dla pozostałej ludności?

Udowodniono bezspornie, że tzw. fluoryzacja zębów u dzieci nie ma żadnego wpływu na walkę z próchnicą.

Czy Ministerstwo Zdrowia w tej materii cokolwiek poczyniło? Sam widzisz, że nie taki jest cel tych instytucji. Przypomnę, w Polsce powstała nawet specjalna grupa do ogłupiania ludności, przy Prezydencie Komorowskim, o nazwie: Doradcy Fluorkowi.

I już chyba wszystko rozumiesz Szanowny Człeku?

dr n. med. Jerzy Jaśkowski

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *