Upadek edukacji na przykładzie studenta medycyny Marcina Zębalskiego

Na ogół nie zajmuję się odpisywaniem na tego rodzaju, jak poniżej donosy, ale skoro ów młody człowiek posługuje się kłamstwem i metodami z czasów stalinowskich, to uważam za konieczne ujawnienie poniższych faktów. Otóż otrzymałem list, jak zaznacza sam autor — otwarty — z podaniem dodatkowych adresów instytucji państwowych, do których ów niedoszły medyk wysłał swe wypociny. 

Jeszcze 50 lat temu nie było­by to nic dzi­wnego, ponieważ donosy do UB i podob­nych insty­tucji były bard­zo liczne.

Sądząc po wieku stu­den­ta VI roku, nie może on znać z autop­sji tam­tych cza­sów i musi­ał je wynieść z rodzin­nego domu.

Jak więc widać, stara kadra nadal usiłu­je dzi­ałać i sprawdza się przysłowie, ze niedaleko spa­da jabłko od jabłoni. Z książek o donosach nauczyć się nie moż­na.

Jest to tym bardziej dzi­wne, ponieważ nieczęs­to, mimo wszys­tko, się zdarza takie uwidacz­ni­an­ie włas­nej niewiedzy i niekom­pe­tencji.

Najczęś­ciej nor­mal­ny człowiek, jak czegoś  nie wie, to zada­je pyta­nia, albo idzie do bib­liote­ki i się doucza.

W tym przy­pad­ku mamy sytu­ację odwrot­ną. Chcąc uzyskać swo­je 5 min­ut sławy, Marcin Zębal­s­ki ujaw­nia zas­trasza­jące bra­ki w edukacji.

Nie jest to tylko jego wina, ale gen­er­al­nie obniże­nia poziomu edukacji w całej Polsce, a na wyższych stu­di­ach w szczegól­noś­ci.

Piszę już od lat, że powszech­na, państ­wowa edukac­ja, rzeko­mo bezpłat­na, wprowad­zona do Pol­s­ki w 1773 roku pod postacią Komisji Edukacji Nar­o­dowej, przez agen­ta City of Lon­don Cor­po­ra­tion nie­jakiego Dupon­ta, zaowocow­ała znaczą­cym obniże­niem poziomu naucza­nia w Kra­ju.

Przypomnę:  

Już w 1996 roku na kon­gre­sie w Berlin­ie, przy­god­ni zna­jo­mi z Holandii poin­for­mowali mnie, że w Polsce będzie prowad­zony tylko pod­sta­wowy, czyli pier­wszy poziom naucza­nia medy­cyny, dawniejszy fel­cz­er­s­ki, przy zachowa­niu oczy­wiś­cie pod­sta­wowych pojęć.

W spec­jal­iza­cji stom­a­to­log­icznej już to zro­biono. Pol­skie uczel­nie pro­duku­ją tylko den­tys­tów, czyli tech­ników. Jak wiemy np. w Niem­czech, spec­jal­ista drugiego stop­nia nosi nazwę stom­a­tolo­ga.

Nawet pobieżne zapoz­nanie się z pis­mem stu­den­ta VI roku Śląskiego Uni­w­er­syte­tu Medy­cznego p. Marci­na Zębal­skiego, pozwala wnosić z praw­dopodobieńst­wem graniczą­cym z pewnoś­cią, że stopień ten, czyli sprzedaw­ców usług kon­cernów, zami­ast szkolić lekarzy, już osiągnęliśmy.

Przykładowo: 

Marcin Zębal­s­ki w pier­wszym akapicie poda­je:

Tekst ma charakter listu otwartego, w celu dotarcia do jak największej liczby ludzi. List zostanie upubliczniony w internecie.

I mamy poważny pier­wszy prob­lem. Stu­dent pisze, że jest na VI roku, czyli kończy stu­dia, a nie zna Kodek­su Ety­ki Lekarskiej. Jak on dobrnął do koń­ca, pozostanie tajem­nicą uczel­ni.

Kodeks Ety­ki Lekarskiej wyraźnie stwierdza, że najpierw należy zwró­cić się do adresa­ta, czyli oso­by, co do której wys­tąpi­enia ma się wąt­pli­woś­ci, a dopiero brak reakcji z jego strony pozwala na pode­j­mowanie innych dzi­ałań.

Otóż ów młody człowiek, bez dorobku, jeżeli nie policzymy utrzymy­wa­nia włas­nej strony w internecie, najpierw wysyła pis­mo do różnych insty­tucji m.in. do Min­is­terst­wa, kon­sul­tan­tów itd. Umieszcza je na włas­nej stron­ie inter­ne­towej, a dopiero potem przesyła do adresa­ta.

Już to dyskwal­i­fiku­je go pod wzglę­dem ety­cznym i zapowia­da poważne prob­le­my dla przyszłych jego kolegów i współpra­cown­ików. Woli on bowiem donosić, aniżeli dochodz­ić do prawdy.

W internecie, może­my po wpisa­niu mojego nazwiska znaleźć ok. 1000 artykułów i pod każdym z nich zna­j­du­je się adres do kore­spon­dencji.

Tak więc dla człowieka posi­ada­jącego włas­ną stronę inter­ne­tową, czyli zna­jącego pod­sta­wowe zasady posługi­wa­nia się inter­netem, nie powin­no stanow­ić prob­le­mu znalezie­nie adresu do kore­spon­dencji z kimkol­wiek.

Treść lis­tu ewident­nie świad­czy o braku u stu­den­ta umiejęt­noś­ci czy­ta­nia tek­stu ze zrozu­mie­niem. Nie jest to nic nowego u uczniów po 1989 roku i dokony­wanych refor­ma­ch oświaty.

Pamię­tam zaję­cia z maturzys­ta­mi w naszym Muzeum Sybir pro Memen­to, kiedy to taki osiłek 19-let­ni nie umi­ał przeczy­tać wier­sza Sybi­ra­ka, tylko go sylabi­zował nie wspom­i­na­jąc,  że ze zrozu­mie­niem tek­stu to już w ogóle była katas­tro­fa.

Podob­nie w tym przy­pad­ku, Stu­dent przyp­isu­je mi rzeczy, których nie robiłem.

Przykładowo:

Marcin Zębal­s­ki twierdzi: Pisze Pan… Otóż ja nie piszę tylko cytu­ję wyni­ki badań!!!! Warto, aby stu­dent rozu­mi­ał różnice pomiędzy przed­staw­ian­iem włas­nych badań, a powoły­waniem się na piśmi­en­nict­wo jak najbardziej naukowe.

Jeżeli miał jakiekol­wiek wąt­pli­woś­ci, to powinien zwró­cić się do auto­ra o podanie skąd zacz­erp­nął takie, czy inne dane. Nie zro­bił tego.

A jak chwali się na swo­jej stornie jest kumaty i jeździ po świecie. Trud­no więc, aby nie znał zasad kore­spon­dencji. No chy­ba, że ta gra piłką spowodowała już spus­toszenia w CUN.

Stu­dent VI roku medy­cyny Marcin Zębal­s­ki twierdzi, że wys­tępu­je w imie­niu lekarzy, którzy moi­mi tek­sta­mi o staty­nach są obrażani.

Przyz­nasz Szanowny Czytel­niku, że to co najm­niej dzi­wne, że stu­dent musi wys­tępować w obronie lekarzy, zami­ast zaj­mować się nauką.

Jak to ewident­nie wyni­ka z tek­stu lis­tu, coś takiego jak Kodeks Ety­ki Lekarskiej nie jest znane stu­den­towi M. Zębal­skiemu. I właś­ci­wie na tym powin­na się skończyć ta kore­spon­denc­ja, ponieważ jak twierdzi Ste­fan Kisielews­ki:

Polemika z głupstwem tylko je niepotrzebnie habilituje.

Czyli, celem jego artykułu jest coś zupełnie innego aniżeli: obrona lekarzy.

Nie będę Szanownych Czytel­ników zanudzał anal­izą całego tek­stu, ale skupię się tylko na pier­wszych akap­i­tach. Dalej czy­tać już nie warto.

Marcin Zębal­s­ki powołu­je się na wyni­ki badań sprzed 3 pokoleń, czyli FRAMINGHAM. Szko­da, że nie powołał się na jeszcze starsze bada­nia.

Parę pokoleń wstecz, w cza­sie epi­demii cholery w 1871 roku w USA, lekarze uni­w­er­sytec­cy mieli śmiertel­ność rzę­du 75%, z powodu zabobonu, jakim było puszczanie krwi, a lekarze home­opaci rzę­du 3–5%, ponieważ puszcza­nia krwi nie stosowali.

Jak to już wyjaś­ni­ałem, w Polsce obec­nie wprowad­zono urzę­dowy, sądowy zakaz naucza­nia home­opatii w sytu­acji, kiedy to Królewskie Towarzyst­wo Medy­czne na spec­jal­nej kon­fer­encji w sierp­niu 2018 roku udowod­niło, że home­opa­tia dzi­ała i ma naukowe pod­stawy związane ze spinem atom­ów.

No, ale o tym trze­ba wiedzieć, a nie opier­ać się na pra­cach z pon­ad półwiecznym opóźnie­niem.

Trud­no mieć zresztą więk­sze pre­ten­sje do tego młodego człowieka, sko­ro Min­is­terst­wo wycięło z przed­mio­tu Bio­chemia cały szlak meta­bol­iczny tzw. szlak cho­les­terolowy.

Wycię­cie tego szlaku meta­bol­icznego pozwala ogłu­pi­ać medyków nie tylko co do zakre­su stosowa­nia statyn, ale także co do wymyśla­nia nowych chorób np. osteo­porozy.

Fak­tem jest, że za takim postepowaniem kry­je się chęć łatwiejszego sprzedawa­nia preparatów, z nazwy medy­cznych.

Wytre­sowany odpowied­nio dil­er nie zas­tanaw­ia się nad tym, co ma poma­gać chore­mu, tylko trak­tu­je swo­je dzi­ała­nia mechan­icznie, na zasadzie książ­ki kucharskiej. Jest przepis na zupę i to się poda­je.

Przechodząc do analizy badania zwanego Framingham Heart Study, uznawanego przez koncerny farmakologiczne za badanie przełomowe w kardiologii, przypomnę poniżej jego założenia i wyniki.

Bada­nia rozpoczę­to w 1948 roku, w amerykańskim mieś­cie Fram­ing­ham w stanie Mass­a­chu­setts i objęły one 5209 osób w wieku 30 – 62 lat, u których nie stwierd­zono chorób układu krąże­nia.

Badanie to udowod­niło, że ist­nieje sil­ny związek pomiędzy zawałem mięś­nia ser­cowego i miażdży­cą, a pale­niem papierosów, otyłoś­cią, wysokim ciśnie­niem krwi i oczy­wiś­cie wysokim poziomem cho­les­terolu. Tyle w skró­cie.

Nieste­ty, jak zauważyli to liczni naukow­cy z całego świa­ta, ta zależność wcale nie była taka oczy­wista. Anal­iza statysty­cz­na wykaza­ła, że związek zawału mięś­nia ser­ca z cho­les­terolem był bard­zo sła­by.

Okaza­ło się, że oso­by otyłe z wysokim poziomem cho­les­terolu i chorobą ser­ca były sze­roko nagłaś­ni­an­ie.

Nato­mi­ast sytu­acje odwrotne nie, czyli fakt, że oso­by, które zjadały więcej cho­les­terolu i tłuszczy nasy­conych tym ich włas­ny poziom cho­les­terolu był niższy, były ukry­wane.

Przykład­owo, pra­ca z 1992 roku dr Willia­ma Castel­li z Archives of Inter­nal Med­i­cine poda­je:

W Framingham, im więcej nasyconych tłuszczy jedli, im więcej zjadali produktów zawierających cholesterol, tym więcej kalorii przyjmowali i tym niższy poziom cholesterolu był w surowicy badanych.

Dodatkowo stwierd­zono, że była gru­pa ludzi, która zjadała najwięcej pro­duk­tów z cho­les­terolem, zja­da najbardziej nasy­cone tłuszcze, najwięcej kalorii, ale ważyła najm­niej i była najbardziej akty­w­na fizy­cznie.

Badacze uczest­niczą­cy w tym bada­niu, zig­norowali zupełnie inne bada­nia przeprowadzane wcześniej.

To Rudolph Vir­chow, niemiec­ki patolog, wysunął w XIX wieku hipotezę o teorii lipi­d­owym roz­wo­ju miażdży­cy naczyń krwionośnych.

Już w 1913 roku Nikołaj Nikoła­jew­icz Anit­szikow z Akademii w St. Peters­bur­gu, po przeprowadze­niu ekspery­men­tu na kró­likach, starał się udowod­nić zależność pomiędzy cho­les­terolem, a miażdży­cą. A więc na kró­likach starał się potwierdz­ić, czy wręcz udowod­nić słuszność teorii Vir­chowa.

Prob­lem pole­ga na tym, że Antszikow karmił swo­je kró­li­ki cho­les­terolem. Obec­nie, nawet uczeń szkol­ny powinien wiedzieć, że kró­lik mięsa nie jada, ponieważ jest rośli­nożer­cą.

U kró­lików karmionych tłuszcza­mi, fak­ty­cznie stwierdzano na sekcji wys­tępowanie blaszek miażdży­cowych. Stąd pow­stała błęd­na teo­ria, ze jedze­nie cho­les­terolu doprowadza do miażdży­cy.

Obec­nie wiado­mo, że wątro­ba wyt­warza 75% cho­les­terolu w orga­nizmie. Tak więc, nawet w sytu­acji całkowitego usunię­cia cho­les­terolu z diety, nadal będzie on w orga­nizmie.

Poza tym, bez znaczenia jest fakt, czy jemy 2 jaj­ka czy 20. Nasz przewód pokar­mowy jest w stanie wchłonąć dzi­en­nie tylko ok. 4 gramów cho­les­terolu.

Kole­j­na dez­in­for­ma­cją, żeby nie nazwać tego oszust­wem, było badanie dr Anceala Keysa, trak­towane jako przeło­mowy doku­ment dla teorii cho­les­terolowej.

Okaza­ło się wkrótce, że i ten kom­bi­na­tor dokon­ał prostej manip­u­lacji statysty­cznej. Jego pra­ca rzeko­mo opier­ała się na bada­ni­ach przeprowad­zonych w 22 kra­jach.

Bada­nia miały z góry wyz­nac­zony cel:

Udowodnić bezapelacyjnie związek pomiędzy chorobą niedokrwienną serca, a poziomem cholesterolu w pożywieniu.

Nieste­ty, zostały sfałs­zowane w prosty sposób. Po anal­izie okaza­ło się, że tylko wyni­ki z 7 kra­jów potwierdza­ją ewen­tu­al­ny związek pomiędzy cho­les­terolem, a chorobą niedokr­wi­en­ną ser­ca.

Nato­mi­ast pozostałe wyni­ki z 15 kra­jów, zaprzecza­ją takowe­mu związkowi. Co robi ów autor? Odrzu­ca te 15 badań i opiera się tylko na 7 , ale pisze o bada­niu 22 kra­jów!

Prob­lem cho­les­terolu został rozd­muchany z powodów poli­ty­cznych, ponieważ za cza­sów prezy­den­ta For­da, doszło do epi­demii kur i pow­stał niedobór jaj.

Moż­na co praw­da było eksportować jaja z Aus­tralii, ale to dłu­go trwało i w owych cza­sach było niewykon­alne tech­nicznie.

W tej sytu­acji nagłaś­ni­ano wszem i wobec infor­ma­cję o szkodli­woś­ci jedzenia jaj. I tak to pozostało u kar­di­ologów, do dnia dzisiejszego.

Kole­jnym badaniem na pograniczu oszust­wa była pra­ca tzw. US Mul­ti­ple Risk Fac­tor Inter­ven­tion Tri­al, w skró­cie MRFIT, spon­sorowana przez Insty­tut Rock­e­fellera.

Badanie wykaza­ło mar­gin­alne zmniejsze­nie choro­by wień­cowej w diecie niskotłuszc­zowej. Co pominię­to? Odd­a­ję głos Autorom:

Niewiele badań wskazujących na związek pomiędzy redukcją tkanki tłuszczowej, a zmniejszeniem śmiertelności z powodu choroby wieńcowej, dokumentuje równocześnie wzrost liczby zgonów z powodu raka, krwotoku mózgu, samobójstw, nagłej śmierci. Brak istotnej różnicy w śmiertelności z powodu chorób serca lub całkowitej liczby zgonów, w porównaniu do grupy kontrolnej palaczy, niewłaściwej diety itp.

Bada­nia udowod­niły pon­ad wszelką wąt­pli­wość, że ludzie otyli o wiele częś­ciej przeży­wa­ją zawał ser­ca, czy wylew krwi do mózgu, aniżeli ludzie szczu­pli.

Najczęś­ciej, zwolen­ni­cy teorii cho­les­terolowej zmi­an naczyniowych fałszu­ją w sposób prymi­ty­wny statysty­ki.

Badanie MRFIT, przy­toc­zone powyżej, kosz­towało 150 mil­ionów dolarów i cytowane jest jako przeło­mowe w uza­sad­nie­niu diety niskotłuszc­zowej, pomi­mo, że taką anal­izę przeprowad­zono tylko wybiór­c­zo, jak poda­ją Eni­gi i zaw­ier­ała ona istotne błędy:

Analiza statystyczna wykazywała 24% zmniejszenie częstotliwości występowania choroby niedokrwiennej w grupie, przyjmującej leki obniżające poziom cholesterolu, w porównaniu z placebo. Jednak liczba zgonów z powodu innych przyczyn, aniżeli choroby serca, była znacząco większa, w grupie przyjmującej leki. Te inne choroby stwierdzane w grupie przyjmującej leki obniżające cholesterol to rak, udar mózgu, przemoc i samobójstwa.

Nawet wniosek podany w bada­niu MRFIT, że obniże­nie cho­les­terolu zmniejsza choro­by ser­ca jest pode­jrzany.

Nieza­leżni badacze, którzy jeszcze raz opra­cow­ali wyni­ki tego zespołu, nie znaleźli znaczącej statysty­cznie różni­cy w częs­toś­ci licz­by zgonów z powodu choro­by niedokr­wi­en­nej ser­ca, pomiędzy grupą badaną i kon­trol­ną.

Rekla­ma kon­cernów far­ma­ceu­ty­cznych zro­biła swo­je i obec­nie kar­di­olodzy uważa­ją to badanie za przeło­mowe, w udowad­ni­a­n­iu związku pomiędzy poziomem cho­les­terolu, a zwałem mięś­nia ser­cowego.

Dr Cur­tis stwierdz­ił jed­noz­nacznie:

Po 10 latach, liczba osób zmarłych z powodu choroby niedokrwiennej serca, plus osoby z zawałem mięśnia serca bez zgonu, była podobna w obu grupach.

Tak więc wbrew temu, co nasz bied­ny stu­dent napisał, wprowadze­nie leków na obniże­nie poziomu cho­les­terolu doko­nano poprzez fałsz­erst­wa, które ode­grały rolę mitu.

Podam poniżej przykład takiego szachra­jst­wa statysty­cznego, które bard­zo częs­to sto­su­ją badacze, opła­canych przez firmy i kon­cerny far­ma­ceu­ty­czne.

Powiedzmy, że badamy jakiś lek, rzekomo zapobiegający rakowi piersi u kobiet.

Bierze­my dwie grupy po 100 kobi­et, jed­na dosta­je lek, a dru­ga place­bo, czyli nic. Po 10 lat­ach obserwacji w jed­nej grupie z lekiem wys­tąpiły dwa przy­pad­ki raka, a w grupie place­bo 4 przy­pad­ki raka pier­si. Wnios­ki z bada­nia mogą być napisane na dwa sposo­by:

W grupie badanej stwierdzono zmniejszenie ryzyka zachorowania na raka o 50%.
W grupie badanej nastąpił spadek ryzyka raka o 2%.

Aby lek został uznany za skuteczny, powinien charak­tery­zować się co najm­niej 50% skutecznoś­cią, w porów­na­niu z innym preparatem.

Jak myślisz Dobry Człeku, który z powyższych dwóch wniosków zna­jdzie się na ulotce rekla­mu­jącej nowy lek?

Podob­nie postępu­ją der­ma­tolodzy w swoich pra­cach, doty­czą­cych kremów z fil­tra­mi.

Anal­izy prac naukowych przeprowad­zone przez MIT, wykaza­ły bezsprzecznie, że jak do tej pory, żadne bada­nia nie udowod­niły, że statyny popraw­ia­ją śmiertel­ność z jakiejkol­wiek przy­czyny.

Inny­mi słowy, nikt na świecie nie udowod­nił, że statyny przedłuża­ją życie.

Zami­ast tego udowod­niono bezs­pornie, że statyny pog­a­rsza­ją jakość życia, niszczą mięśnie, zagraża­ją funkcji wątro­by, nerek i ser­ca.

Wg prof. Stephany Sen­eff:

Statyny hamują działanie enzymu, reduktazy koenzymu A HMG. Ten etap jest również wczesnym etapem syntezy szeregu innych niezbędnych substancji biologicznych, które są zaangażowane w procesy regulacji komórkowej i działania przeciwutleniające.

Obniża­jąc poziom cho­les­terolu:

a —  blokujemy tworzenie Koenzymy Q, który odgrywa ważną rolę m.in. w wytwarzaniu energii mitochondriów i działają jako silny przeciwutleniacz, czyli detoksykator.
b- Statyny zakłócają również mechanizm sygnalizacji komórkowej, mediowane przez tzw. białko G, które koordynuje złożone reakcje metaboliczne w warunkach stresu.
c- Kolejna substancja, której synteza jest zablokowana przez statyny, to dolichol, o którym pisałem w poprzednim artykule.

Prof. St. Sen­eff kończy swo­ją pracę stwierdze­niem:

Nie ma wątpliwości, że statyny sprawią, że pozostałe dni życia chorego na Ziemi, będą o wiele mniej przyjemne, niż w przypadku ich niepobierania.

Podsumowując:

Statyt­ny mogą powodować cukrzy­cę. Pra­ca pub­likowana w czer­w­cu 2018 w JAMA, wykazu­je prostą zależność pomiędzy cukrzy­cą typu drugiego, a dawką statyn.

Czym więk­sza dawka statyn, tym więk­sze praw­dopodobieńst­wo wys­tąpi­enia cukrzy­cy!

Prob­lem jest podob­ny jak z alko­holem. Nigdy nie wiesz Dobry Człowieku, który kieliszek oznacza o jeden za dużo, dopó­ki go nie wyp­i­jesz. Nieste­ty, potem jest już za późno.

Statyny powodu­ją:

1- osłabienie siły mięśniowej. 2 — Polineuropatię, czyli uszkodzenia nerwów w dłoniach i stopach, 3 — Kwasicę, 4 — dysfunkcję trzustki, czyli cukrzycę, 5 — bóle mięśni, 6 — niedokrwistość,  7- zaburzenia libido, czyli koniec z seksem, 8 — zaćmę, 9 — rabdomiolozę, czyli poważny zwyrodnieniowy stan tkanki mięśniowej, 10 — stłumienie funkcji immunologicznych, czyli np. odpornościowych, a w konsekwencji częstsze 11 -zachorowania, 12 — także na raka.

Musisz pamię­tać Szanowny Czytel­niku, że do tzw. przemi­an poli­ty­cznych w Polsce, a więc przed wejś­ciem do naszego Kra­ju medy­cyny rock­e­fellerowskiej, praw­idłowy poziom cho­les­terolu wynosił do 250 mg, a lecze­nie zaczy­nało się od 400.

Wiado­mo również pon­ad wszelką wąt­pli­wość, że z wiekiem poziom ten ule­gał pod­wyższe­niu.

Pró­ba wprowadzenia w 1980 roku leku na obniże­nie poziomu cho­les­terolu pod nazwą Curantyl, zakończyła się niepowodze­niem, z powodu drasty­cznego wzros­tu licz­by zawałów u chorych, przyj­mu­ją­cych ten lek.

Obniże­nie poziomu cho­les­terolu moż­na osiągnąć poprzez proste ćwiczenia fizy­czne, np. rąban­ie drew­na, orbi­trek przez 10 min­ut dwa – trzy razy w tygod­niu w taki sposób, aby tęt­no podeszło do 120 – 130 przez jed­ną min­utę. Pil­nować także trze­ba, aby poziom wit­a­miny D-3 w surow­icy wynosił co najm­niej 80 – 100 ng.

Już nawet TV, chy­ba Pol­sat i GW, przed­staw­ia­ją filmy i artykuły o oszust­wie cho­les­terolowym, a nasz stu­dent VI roku Śląskiego Uni­w­er­syte­tu Medy­cznego w Katow­icach — obroń­ca lekarzy — Marcin Zębal­s­ki o tym nie wie?

Czy to jest wina poziomu edukacji na ŚUM w Katow­icach, czy też tylko wybiór­czej pamię­ci naszego stu­den­ta VI roku Marci­na Zębal­skiego?

Na mar­gin­e­sie:

O wiele większe znaczenie, aniżeli poziom cholesterolu dla Twojego zdrowia ma poziom żelaza. Stwierdzono, że utrzymujący się zawyżony poziom żelaza może powodować wzrost ryzyka zachorowania na raka, choroby serca, choroby neurodegeneracyjne, dnę moczanową, WZW.

A czy kiedykol­wiek jakikol­wiek kar­di­olog zale­cił Tobie Sz. Czytel­niku wyko­nanie poziomu 25 OHD czy żelaza?, czy tylko przepisu­je statyny?

Pamię­tać musisz Czytel­niku, że Dobry Pan Bóg, tworząc człowieka na swój obraz i podobieńst­wo dop­uś­cił się okrut­nego dla ludzi żar­tu: dał im wol­ną wolę i rozum.

Sam więc musisz wybrać co dla Ciebie jest lep­sze: Ogłu­pi­anie za pomocą statyn, czy dłuższe i zdrowsze życie bez statyn?

dr n. med. Jerzy Jaśkows­ki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *