Wincenty Pstrowski – szkodnik społeczny!

Przepychanki ze zmianą nazw olsztyńskich ulic ciągle trwają! A to dlatego, że komuna i postkomuna w od 30 lat wolnej Polsce ma się dobrze. Więcej szkody w umysłach Polaków narobiła nasza komuna przez 45 lat, niż przez 146 lat carska Rosja, z jej Ochraną, szpiclami i całą machiną urzędniczą – represjami, kibitkami, kazamatami i Sybirem.

W Olsztynie również czczą i każą czcić sowietów Pomnikiem Wdzięczności Armii Czerwonej. Ledwie komunistyczne ulice miały być zmienione. Miały, bo NSA uznał, że:

zarówno IPN, jak i wojewoda nie udowodnili, że Wincenty Pstrowski jest symbolem komunizmu.

Ciągle mnie zdumiewa jak ludzie, mający pełne usta frazesów o wolności, niepodległości i patriotyzmie, mogą z taką gorliwością bronić PRL-u, komunizmu i wręcz sowietyzmu?

Największy komunista Stalin, zgotował polskim towarzyszom krwawą łaźnię, a mimo to dalej tęsknią za tym chorym ustrojem – to jest mentalność obca Polakom.

A przecież niedobitki komunistów paradoksalnie przetrwały dzięki polskiej Berezie Kartuskiej i innym polskim więzieniom.

Polska, rzeczywiście wolna po I wojnie światowej, wyniszczona, zubożała, w obliczu groźby głodu i szalejącej epidemii tyfusu, różnic administracyjnych, prawnych, kulturowych, potrafiła pozbyć się carskiego symbolu okupacji – okazałej cerkwi św. Aleksandra Newskiego w Warszawie już w 8 lat po uzyskaniu, a w 6 lat po obronieniu niepodległości przed czerwoną zarazą.

I dlatego Polacy potrafili przeciwstawiać się w mrocznych latach II wojny światowej zarówno Niemcom, jak i sowietom. Czego nie można powiedzieć o komunistach, którzy kolaborowali z sowietami, jak również i z Niemcami, byleby tylko zaszkodzić Polakom.

To samo dzieje się i dzisiaj.

A dzisiaj mamy już 30 lat wolności i co? I nic! Bo zalegają jeszcze złogi komunizmu w sądach i urzędach miejskich. Jak zwykle komuna, tym razem ustami mec. Napiórkowskiego, posługuje się jak nie kłamstwem, to półprawdą, która jest gorsza od kłamstwa, bo ma pozory prawdy.

Oczywiście, że samorząd ma prawo decydowania o nazwach ulic i zasadach ich nadawania. Ale Państwo ma nie tylko prawo, ale i obowiązek dbać o prawdę historyczną w interesie Polaków.

Nawet jeśli przedstawiciel Państwa Polskiego w osobie Pana Wojewody nie udowodnił, że: Wincenty Pstrowski jest symbolem komunizmu, to sądu nikt nie zwolnił z obowiązku, tym bardziej nie zabronił zapoznania się z życiorysem peerelowskiego, skopiowanego żywcem od sowietów stachanowca.

Wincenty Pstrowski już na emigracji zarobkowej wstąpił do Komunistycznej Partii Belgii, a po powrocie do kraju do PPR. Do PZPR nie zdążył.

Jest mało prawdopodobne, gdyż był analfabetą i dopiero uczył się pisać, by samodzielnie wystosował: List otwarty do górników, wzywający do współzawodnictwa.

Wszystko za niego – za wyjątkiem urobku węgla – wykonali peerelowscy propagandyści. Tak się rozpędzili, że oprócz nadawania nazw ulic, zakładów i uczelni jego imienia, stawiania pomników, nakręcili o nim hagiograficzny – nazywany jest socjalistycznym świętym – film Kto da więcej niż ja? – to jego zawołanie.

Sam Edward Gierek z przedpremierowej projekcji tego gniota, wyszedł wściekły, bluzgając i krzycząc:

jak można było o kimś takim nakręcić film?

Film nigdy nie był upubliczniony i został jednym z wielu półkowników.

Została też ustanowiona Odznaka im. Wincentego Pstrowskiego. Był jak najbardziej ikoną sowieckiego – na pewno nie polskiego – PRL-u. Być może był z niego też poczciwy chłopina.

Niewątpliwie jednak był pożytecznym idiotą, budowniczym  nie tyle PRL-u – miejsca zamieszkiwania Polaków – co budującym fortuny przyszłym kapitalistom socjalistycznym, uwłaszczonym na majątku PRL-u.

Swoim przodownictwem zaszkodził nie tylko sobie i całej braci górniczej, ale i wszystkim robotnikom. Chwaląc się nieludzkimi wynikami wydobycia – 300% normy, więcej niż niewolnik pod najcięższym reżimem – powodował podwyższanie i tak wygórowanych norm. Sam zresztą w ciągu roku przypłacił to swoim zdrowiem i życiem.

Zmarł w rok po odznaczeniu przez Bolesława Bieruta, Orderem Odrodzenia Polski. Jest po prostu szkodnikiem społecznym. Bohaterem nie zostaje się przez głupotę. Jest raczej ofiarą peerelowskiego systemu i postacią tragiczną, nad którą trzeba się pochylić z politowaniem, a nie wzorem i przykładem do naśladowania.

Niezdekomunizowany sąd – jeszcze jest wiele patologii, które są skutkiem procesu tzw. transformacji – broni szczątków komunizmu, pożytecznego idiotę, szkodnika Polaków. Takich potrzebowali i potrzebują komuniści.

Komunizm i postkomunizm, które niewiele (raczej wcale) się od siebie różnią, trzeba wreszcie wpisać do podręczników historii. Dla mniej domyślnych – tylko tam, i nigdzie indziej jest ich miejsce. Tak jak dla faszyzmu, hitleryzmu, sowietyzmu, czy innego krwawego totalitaryzmu.

Antoni Górski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *