Znachor w akcji — Jaśkowski kontra Czachorowski cz. ii

Przepraszam, że tak długo czekałem z ustosunkowaniem się do pisma prof. Stanisława Czachorowskiego O tym jak zostałem hunwejbinem dla antyszczepionkowców, będącego odpowiedzią na mój tekst z 18 listopada 2017 r., odnośnie decyzji Rektora UWMbraku zgody na użyczenie sali wykładowej na moje spotkanie z rodzicami zainteresowanymi problematyką szczepień i nie tylko.

Pis­mo prof. Stanisława Cza­chorowskiego potwierdza tezę udowod­nioną ekspery­men­tal­nie już przez Stańczy­ka, że w Polsce mamy najwięcej zna­chorów!

W Polsce obow­iązu­ją jakieś ustawy i przepisy — przy­na­jm­niej teo­re­ty­cznie. Ustawa­mi reg­u­lowana jest sprawa leczenia ludzi. Wszelkie prob­le­my wynika­jące z kon­tak­tów lekarz — pac­jent, oraz sprawy leczenia reg­u­lu­je ustawa z 5 grud­nia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza den­tysty.

Art. 2. 1. Wykonywanie zawodu lekarza polega na udzielaniu przez osobę posiadającą wymagane kwalifikacje, potwierdzone odpowiednimi dokumentami, świadczeń zdrowotnych, w szczególności: badaniu stanu zdrowia, rozpoznawaniu chorób i zapobieganiu im, leczeniu i rehabilitacji chorych, udzielaniu porad lekarskich, a także wydawaniu opinii i orzeczeń lekarskich.

Pra­wo wykony­wa­nia zawodu lekarza posi­a­da ten, kto między inny­mi posi­a­da:

Art. 5.1.2a) dyplom lekarza wydany przez polską szkołę wyższą potwierdzający ukończenie co najmniej sześcioletnich studiów na kierunku lekarskim, obejmujących co najmniej 5500 godzin dydaktycznych zajęć teoretycznych i praktycznych, w tym dwusemestralne praktyczne nauczanie w dziedzinach klinicznych na 6. roku studiów.

Inny­mi słowy, każdy, kto nie speł­nia ww. warunk­ów jest zna­chorem! Prof. Stanisław Cza­chorows­ki sam przyz­na­je w piśmie, że żad­nych prac z omaw­ianego tem­atu nie popełnił, co nie przeszkadza mu stroić się w togę Katona i usta­lać, co jest nauką, a co pseudonauką.

Gen­er­al­nie na tym mógłbym zakończyć odpowiedź, ponieważ ze zna­chora­mi trud­no dysku­tować. Jed­nak sko­ro już zacząłem, to usto­sunku­ję się do kilku tem­atów porus­zonych przez prof. Cza­chorowskiego.

Co nazywamy współczesną wiedzą i jak trudno szukać rzetelnych informacji?

Mamy prawdzi­wy zalew różnych artykułów, ale od praw­ie 30 lat nie mamy pol­s­kich cza­sop­ism naukowych! Jeszcze w stanie wojen­nym mieliśmy 2.000 cza­sop­ism, z nakła­dem się­ga­ją­cym 10 mil­ionów egzem­plarzy.

Obec­nie mamy tylko pol­sko­języ­czne cza­sopis­ma zachod­nich kon­cernów, które nie przekazu­ją rzetel­nych infor­ma­cji naukowych, a indok­trynu­ją pol­skie społeczeńst­wo w intere­sie kon­cernów far­ma­ceu­ty­cznych.

Dowo­dem na skuteczność takiej indok­try­nacji są poglądy zaprezen­towane przez prof. Stanisława Cza­chorowskiego w przed­miotowym piśmie. Jest to typowe log­or­rhoe.

Prof. Cza­chorows­ki poświę­cił sporą część pis­ma trud­noś­ciom w uzyska­niu infor­ma­cji o nagrodzie, jaką wyz­naczył sen­a­tor Kennedy. Już ten akapit świad­czy o niez­na­jo­moś­ci pod­sta­wowego warsz­tatu naukowego. Zami­ast tracić czas na oglą­danie inter­ne­towych wit­ryn, wystar­czyło wejść na stronę Sen­atu USA i zapy­tać się sen­a­to­ra Kennediego, o warun­ki uzyska­nia owej nagrody.

Wystar­czył­by jeden e-mail do sen­a­to­ra Kennediego i 100.000 dolarów było­by na kon­cie! Prze­cież prof. Cza­chorows­ki napisał, że udowod­nie­nie skutecznoś­ci szczepi­onek nie jest trudne w opar­ciu o ist­niejące piśmi­en­nict­wo.

Sąd Najwyższy Niemiec orzekł, że do dnia dzisiejszego nie udowodniono istnienia wirusa odry

Pomi­mo, że od tego orzeczenia minęły już chy­ba 2 lata, w Polsce nadal przy­musza się dzieci i straszy kara­mi rodz­iców, którzy odmaw­ia­ją szczepień MMR. I tutaj zna­chor nie protes­tu­je prze­ci­wko szarla­taner­ii i pseudonauce, wzmoc­nionej przepisa­mi admin­is­tra­cyjny­mi.

Ot, takie sobie dowolne poj­mowanie, co jest nauką, a co nie. Ten sposób prezen­towa­nia wiedzy jest jed­noz­nacznym dowo­dem… celowoś­ci pis­ma. Trze­ba było coś napisać, byle dłu­go i męt­nie.

Prof. Cza­chorows­ki dowartoś­ciowu­je siebie pomaw­ia­jąc, że nazwałem go hun­we­jbinem. I pomi­mo, że przy­tacza definicję tego poję­cia, to ponown­ie nie rozu­mie treś­ci pisanej.

Definic­ja mówi wyraźnie o orga­ni­za­cji młodzieżowej! Trud­no prof. Cza­chorowskiego zal­iczać do młodzieży, cho­ci­aż w komu­nizmie do młodzieżowych dzi­ałaczy zal­iczano nawet 35-latków!

Pisząc swo­je uwa­gi do Lis­tu otwartego stu­den­tów, nie miałem zielonego poję­cia, że pod­pisu­je się pod nim pro­fe­sor UWM. Niby skąd mogłem wiedzieć, że to jest tylko „pomoc” niez­nanym z nazwiska stu­den­tom?

W Polsce to przeciwnicy szczepień są zastraszani i karani, a nie odwrotnie!

Baj­durzenia prof. Cza­chorowskiego o zas­trasza­niu autorów tego lis­tu, niez­nanych z nazwiska, moż­na między baj­ki włożyć.

Tłu­macze­nie się, że jego nazwisko pod lis­tem było związane z fak­tem, że jest adminem strony, jest mało poważne. Admin strony nie pod­pisu­je się pod cud­zym lis­tem, tylko poda­je infor­ma­c­je, kto jest autorem. Ewen­tu­al­nie wyjaś­nia, dlaczego taki list zamieś­cił na swo­jej stron­ie. Nic takiego pod owym pis­mem się nie zna­j­dowało.

Trud­no więc przyj­mować dobre chę­ci udzie­le­nia pomo­cy bliżej niezi­den­ty­fikowanym stu­den­tom prof. Cza­chorowskiego, jako obiek­ty­wny fakt. O wiele bardziej praw­dopodob­ne jest to, że to on był inic­ja­torem owego pis­ma. To kole­jny przykład braku ele­men­tarnej logi­ki w piśmie prof. Cza­chorowskiego.

Już Tadeusz Dołę­ga-Mostow­icz napisał: nic tak nie pla­mi kobi­ety jak atra­ment. Tak więc insynu­acje, że uży­cie zwro­tu hun­we­jbin miało Go obrażać, jest niczym nieuspraw­iedli­wioną insynu­acją, jed­ną z wielu w owym piśmie.

Tego zwro­tu użyłem w kon­tekś­cie wymusza­nia przez stu­den­tów zakre­su tem­atów poruszanych na UWM. Jest to bowiem dokładne powtórze­nie lat 50., kiedy to Kuroń i Mich­nik orga­ni­zowali bandy ZMP, szkalu­jące wykład­ow­ców i niew­puszcza­jące ich do uczel­ni. Zresztą nie tylko w lat­ach 50. tak bywało.

Pamię­tam jeszcze w 1972 roku słyn­ną sprawę p. prof. Groszkowskiego, z-ca człon­ka Rady Państ­wa, którego po udowod­nie­niu mu pla­giatu dzi­ałacza par­tyjnego, zasy­pano kilko­ma tona­mi piasku w domu. I to robili zna­jo­mi prof. Cza­chorowskiego w rodza­ju Adama Mich­ni­ka, jak poda­je jeden z komen­tu­ją­cych.

Żenu­jące są zda­nia:

głoszone treści antynaukowe, w tym antyszczepionkowców, to także podwójne zagrożenie dla całego społeczeństwa… zagrożenie epidemiologiczne dla całego społeczeństwa. Obowiązkowe szczepienia dotyczą groźnych chorób, mogących spowodować epiedmie… jeżeli liczba osób niezaszczepionych wyraźnie wzrośnie, wtedy groźba epidemii staje się coraz bardziej realna. Masowe zachorowania… To może zagrażać bezpieczeństwu całego narodu, czy państwa. Sprawa jest bardzo poważna….

Szko­da cza­su na przepisy­wanie podob­nych bred­ni. Wyraźnie uwidacz­nia się niewiedza zna­cho­ra. Gdy­by znał — w stop­niu min­i­mal­nym — zarys epi­demi­ologii lub his­torii medy­cyny, to wiedzi­ał­by, że już doświad­czenia epi­demii z 1871 roku w Anglii udowod­niły, że  to szczepi­enia są przy­czyną epi­demii!

Wiedzi­ał­by, że w kra­jach najbardziej wyszczepi­onych —  np. Japonii — śmiertel­ność była dużo więk­sza, aniżeli w kra­jach, w których szczepień nie było.

W Niem­czech po szczepi­eni­ach w 1942/43 roku zmarło 242.000 dzieci. Niem­cy sami zabili więcej ist­nień ludz­kich, aniżeli stra­cili żołnierzy pod Stal­in­gra­dem.

Gruźli­ca o wiele wcześniej zniknęła w USA, gdzie nie było szczepień, aniżeli w Anglii, gdzie szczepi­enia były.

Polio — bez szczepień atakowało ok. 200 dzieci w Indi­ach. Po szczepi­eni­ach w 2011/12 epi­demia objęła zasięgiem 61.700 chorych.

Zasła­ni­an­ie się wak­cynologów odpornoś­cią sta­da, nie zna­j­du­je żad­nego potwierdzenia w fak­tach. Aus­tria czy Franc­ja, mające wyszczepi­al­ność na poziomie odpowied­nio 40%  i  35%, wcale nie mają prob­lemów np. z odrą. Akc­ja przy­musu szczepień prze­ci­wko odrze rozpę­tała się we wszys­t­kich kra­jach bloku soc­jal­isty­cznego.

Prof. Cza­chorows­ki nie usto­sunkował się do żad­nej z kilku­nas­tu prac insty­tucji naukowych, które podałem w poprzed­nim artykule.

Co do dywagacji prof. Czachorowskiego na temat faktów i faktoidów

Dłu­go­let­ni Redak­tor Naczel­ny The Lancet poda­je, że pon­ad 50 % prac pub­likowanych w renomowanych cza­sopis­mach jest fałszy­wych!

Redak­tor Naczel­na BMJ już w lat­ach 90-tych ub. w. infor­mowała, że nie moż­na znaleźć recen­zen­ta prac naukowych, na którego zgadza­ł­by się prze­mysł, czyli nie umoc­zonego. Od lat wiado­mo, że o pub­likacji decy­du­je dzi­ał mar­ketingu, a nie jakość pra­cy.

Zna­chor jeszcze tej wiedzy nie posi­a­da. Z jed­nej strony żonglu­je rzekomy­mi fak­ta­mi, a z drugiej nie potrafi podać żad­nej pra­cy na potwierdze­nie swoich tez. Bied­ni stu­den­ci, którzy muszą wysłuchi­wać takich wykładów.

Co do oceny moich publikacji

Śmiem wąt­pić, czy zna­chor zapoz­nał się cho­ci­aż z jed­ną?! Moje prace były pub­likowane przed erą inter­ne­tu i zna­j­du­ją się w bib­liotekach. Czas, w jakim pojaw­iło się pis­mo zna­cho­ra, wyk­lucza taką możli­wość. Prze­cież nie miał cza­su zapoz­nać się nawet z podany­mi przeze mnie pra­ca­mi. Artykuły prezen­towane w internecie, są tylko i wyłącznie udostęp­ni­an­iem pub­likacji naukowych — dzi­wnym trafem — nieprezen­towanych w Polsce.

Pod każdą moją pub­likacją zna­j­du­je się odpowied­nie piśmi­en­nict­wo. Jeżeli piśmi­en­nict­wa nie ma, to już wina admi­na skra­ca­jącego tekst. W związku z liczny­mi kopi­a­mi moich artykułów na roz­maite strony inter­ne­towe, nie mam możli­woś­ci sprawdza­nia, czy piśmi­en­nict­wo zostało dołąc­zone. Wyjaś­ni­ałem to już kil­ka lat temu.

Co do mojego zwieszenia przez Izbę Lekarską

Jest to typowy sabat czarown­ic, ponieważ Izba uta­jniła pro­ce­durę i powód mojego zaw­ieszenia. Jeżeli nie chcą ujawnić powodów swo­jego postępowa­nia, to czego się boją?! Typowy sąd kap­tur­owy. Piszę o tym od kilku lat. Żaden z dzi­ałaczy eta­towych Izb Lekars­kich nie ujawnił swoich pow­iązań z prze­mysłem far­ma­ceu­ty­cznym.

Podob­nie wyglą­dała sprawa nieu­dostęp­nienia sali przez UWM. Jeżeli uni­w­er­syte­ty mają za zadanie kon­tynu­ację dobrych, 1000-let­nich trady­cji uni­w­er­sytetów katolic­kich, to powin­ny być nastaw­ione na wymi­anę poglądów.

Jeżeli prof. Cza­chorows­ki twierdzi, że posi­a­da naukowe dowody na potwierdze­nie swoich dywa­gacji, to miał możli­wość zaprezen­towa­nia ich na spotka­niu. Tego nie zro­bił! Czego się bał?

Tłu­maczy się prof. St. Cza­chorowskiego braniem udzi­ału w stu­denc­kich kon­fer­enc­jach. Za moich cza­sów to stu­den­ci brali udzi­ał w kon­fer­enc­jach naukowych, a nie odwrot­nie!

Cza­sy, jak widać, się zmieni­a­ją. Słusznie zauważyła p. Falz­man, że obec­ny maturzys­ta nie potrafi rozwiązać zada­nia ucz­nia dawniejszej szkoły pod­sta­wowej. I to według prof. Stanisława Cza­chorowskiego jest „nau­ka”? Nic dodać, nic ująć!

dr. n. med. Jerzy Jaśkowski — były ekspert Solidarności przy obradach Okrągłego Stołu.

2 thoughts on “Znachor w akcji — Jaśkowski kontra Czachorowski cz. ii

    • 30 listopada 2017 at 16:17
      Permalink

      Dzięku­ję! Abp H.H. nie przy­tacza fak­tów a… wspom­i­na 😉 Każdy może wierzyć w słowa abp… każdy może uznać je za fak­toid 😉

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *