Służby specjalne. Żyrandol trzyma się mocno!

„Dla ochrony ludzi państwo musi czasem sięgać po metody sprzeczne z demokracją” i „Nieuczciwe ruchy mogą być stosowane tylko przez uczciwych ludzi” 

Te zdania wypowiadane są w filmie przez generała Światło, szefa sił specjalnych utworzonych po likwidacji WSI, które mają usprawiedliwiać: prowokacje, manipulacje, a przede wszystkim zabójstwa osób, które według bliżej nieokreślonej władzy (ŻYRANDOL) stanowią zagrożenie dla… Polski.

I to jest główną wadą i jednocześnie zaletą tego filmu. Wadą dlatego, że film jest za bardzo osadzony w polskiej rzeczywistości. Na ekranie widzimy filmowo przetworzone okoliczności śmierci, między innymi takich znanych naszych polityków jak Barbara Blida, czy Andrzej Lepper. Co jakiś czas widzimy Antoniego Macierewicza i szefa popularnej stacji telewizyjnej. Wszystkie nieznane dotychczas wydarzenia wokół tych i innych osób, są w filmie wyjaśnione.

To sprawka służb specjalnych! Gdyby rzeczywistość była taka prosta, to z pewnością scenarzysta i reżyser filmu Patryk Vega nie byłby pierwszym, który to odkrył i ujawnił. No i koronny argument, że to tylko filmowa fikcja, to fakt, że Patryk Vega jeszcze żyje. Niech żyje do setki, a w międzyczasie niech odkrywa niewyjaśnione historie z naszego życia politycznego i społecznego.

Do wad tego filmu zaliczę także fakt, że trzeba dużo w kinie czytać, by być dobrze zorientowanym w fabule filmu. Film powinien przemawiać obrazem i słowem, a nie zmuszać do czytania ze zrozumieniem. Czy to nie będzie przeszkodą w dotarciu filmu do pokolenia dojrzałego, ale wychowanego na telewizyjnych obrazkach? Czy przez swój polski realizm film dotrze do widzów z zagranicy?

„Realizm” filmu jest jak dla mnie także jego zaletą. To, że widzę na ekranie osoby i sytuacje wypisz – wymaluj, wyjęte z naszego realnego życia sprawiło, że film oglądałem z dużym zaciekawieniem. Przez moment pojawiła się myśl: zabiją tego filmowego Macierewicza czy nie?

Ogólnie film uważam za udany. Mimo dużej ilości wstawek pisanych, akcja jest wartka, dynamiczna i ciekawa. Sprawna realizacja jest doprawiona specyficznym, powiedziałbym pitbullowskim humorem. Tu wodzirejem jest filmowy pułkownik Marian Bońka (Janusz Chabior). Kreacja Olgi Bołądź w roli podporucznik Aleksandry Lach, przypomniała mi najlepsze filmowe wcielenia Hilary Swank. Andrzej Grabowski w roli przeora zakonu zupełnie nie przypomina Gebelsa z Pitbulla.

Po wyjściu z kina pozostaje pytanie: tak właściwie, to dla KOGO ci polscy agenci pracowali? Powszechnie wiadomo, że James Bond to agent 007 Jej Królewskiej Mości.

Żyrandol trzyma się mocno! Służby specjalne działają… dlatego ponownie publikuję ten wpis. Na dodatek zdania przytoczone we wstępie wpisu, nic nie straciły na swojej aktualności!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *