17 października poseł Grzegorz Maćko zabrał głos w sprawie, która od lat wraca jak bumerang – agresywne psy atakują ludzi. Wystąpienie było krótkie, ale celne: przypomniało o dwóch dramatycznych wydarzeniach z ostatnich tygodni – śmiertelnym ataku w okolicach Zielonej Góry oraz poważnym pogryzieniu dwulatki w Wałbrzychu. To nie są odosobnione przypadki. To codzienność, której polskie prawo wciąż nie potrafi sprostać.

⚖️ Prawo, które nie nadąża
Poseł Maćko wskazał jasno: system prawny wymaga pilnych zmian. Dziś właściciel psa, który staje się zagrożeniem, często pozostaje bez realnej odpowiedzialności finansowej. Państwo udaje, że problemu nie ma, a ofiary – i ich rodziny – zostają same z dramatem.
💡 Propozycje zmian
Wystąpienie posła sprowadza się do dwóch konkretnych postulatów:
Obowiązkowe ubezpieczenia – każdy właściciel psa uznanego za rasę agresywną powinien posiadać polisę OC. To rozwiązanie znane z innych krajów, które pozwala pokryć koszty leczenia i odszkodowania dla ofiar.
Rozszerzenie listy ras agresywnych – minister spraw wewnętrznych powinien dopisać do niej nie tylko „czyste” rasy, ale także mieszańce o określonych cechach. Bo nie tylko rodowód decyduje o sile szczęk i potencjale zagrożenia.
⏳ Bez zbędnej zwłoki
Poseł podkreślił, że zmiany można wprowadzić natychmiast, rozporządzeniem. Nie potrzeba wieloletnich debat ani komisji. Potrzeba odwagi i decyzji. Każdy dzień zwłoki to ryzyko kolejnej tragedii – kolejnego człowieka, który nie wróci z lasu, kolejnego dziecka, które zamiast bawić się na podwórku, trafi na stół operacyjny.
🎯 Ku Prawdzie
Czy obowiązkowe ubezpieczenia i rozszerzona lista ras zatrzymają wszystkie ataki? Oczywiście, że nie. Ale będą pierwszym krokiem – sygnałem, że państwo nie chowa głowy w piasek. Że życie ludzkie ma wartość większą niż wygoda właściciela psa.
