Wspomnienie Henryki z Pustowojtów Lewenhardowej

Pomiędzy walczącymi w powstaniu 1863 roku nie było może głośniejszej i popularniejszej postaci nad Henrykę Pustowojtównę. Sławiono ją, jako bohaterkę, opisywano jej czyny wojenne, zajmowano się nią wiele i wszędzie. Dzienniki w Europie i w Ameryce podziwiały mężną Polkę walcząca za ojczyznę.

Pisma ilustrowane skwapliwie zamieszczały jej wizerunki i rysowały bitwy, w których brała udział.

Henryce ta wielka popularność i sława nie była miłą. Owacye, jakie jej robiono w Pradze, Szwajcaryi i Francyi przyjmowała niechętnie, uciekała od nich.

Pozostała zawsze skromną, nie grała komedyi wielkości i nie uważała siebie za istotę wyższą i lepszą od tysiąca swoich rodaczek.

Ta atoli skromność, jaką umiała zachować wśród podziwów i uwielbień; ta moc charakteru, która się oparła prądom popularności, spychającej częstokroć sławne kobiety na drogi awanturnicze, dowodzi rzeczywistej wyższości serca i umysłu Henryki Pustowojtównej.

Poszła na plac boju pielęgnować rannych, ratować ginących, to jest spełniać obowiązki właściwe kobiecie.

Gdy jednak okoliczności zrządziły inaczej i podały jej broń w rękę, została żołnierzem i to nie ladajakim, ale w całym tego słowa znaczeniu, wzorowym żołnierzem.

Jej męstwo i nieustraszona odwaga była dobrym dla młodych ochotników powstania przykładem.

Wobec kobiety, nie cofającej się przed nieprzyjacielem, szli śmiało do bitwy. 

Tytuł niniejszej publikacji i powyższe cytaty pochodzą z artykułu w Dwutygodniku dla kobiet, pismo belletrystyczne i naukowe wydawanego w Poznaniu, numer z 11 czerwca 1881 roku.

Bohaterka artykułu już nie żyła, a autor czuł się w obowiązku odkłamać mity i legendy, także i te godzące w dobre imię bohaterki.

Sporo miejsca postaci Anny Henryki Pustowojtów poświęcił Mikołaj Berg w Zapiskach o polskich spiskach i powstaniach, przekład z rosyjskiego wydany w Warszawie w 1906 roku.

Mikołaj Wasilewicz Berg był naocznym świadkiem wydarzeń 1963 roku jako dziennikarz i korespondent rosyjskich gazet. Znał dobrze okoliczności poprzedzające wybuch powstania.

Po jego zakończeniu, zadanie zbadania i opisania przyczyn oraz przebiegu powstania powierzył mu namiestnik Królestwa Polskiego hrabia Fiodor Berg.

Mikołaj Berg był nie tylko dziennikarzem, ale i poetą tłumaczem dzieł Mickiewicza na rosyjski.

Prześledźmy zatem przemianę córki rosyjskiego oficera w antyrosyjskiego polskiego powstańca.

Swoją relację o naszej bohaterce rozpoczyna ironiczno-romantycznie, od wspomnienia powstańczego obozu generała Mariana Langiewicza:

Bądź co bądź, były to najpiękniejsze i najpodonioślejsze chwile w życiu Langiewicza, były to najjaśniejsze, najweselsze, i można powiedzieć, że najpoetyczniejsze chwile powstania.

Na obnażonych z liścia gałęziach drzew pod Sosnówką, przesiadywało ptactwo, zawodzące czarowną pieśń Boże cos Polskę, która dźwięczniej i donioślej, niż głosy wszelkich słowików, rozbrzmiewała wesoło i głośno po zasypanej śniegami, nieprzytulnej puszczy, przechodząc przez usta panny Pustowojtów.

Spotykając się tak często z tem nazwiskiem, musimy zapoznać czytelnika z tą osobistością. Zkąd się wzięła i jak się dostała z rosyjskich generalskich salonów do obozu polskich powstańców!

Opowiemy to teraz, w czasie chwilowej ciszy i spokoju, którego używały wojska i sam dyktator przez kilka dni, w czasie których koncentrowały się siły rosyjskie dla otoczenia go żelaznym pierścieniem.

Jakoś nie długo po wojnie 1831 roku, major Teofil Pustowojtów, rozłożony ze swoim pułkiem w okolicach Żytomierza, przystojny i wcale nie głupi człowiek, lecz karciarz i hulaka, obdarzony przysłowiową „szeroką ruska naturą”, zrobił znajomość i zakochał się w pięknej i rezolutnej pannie Kossakowskiej, ożenił się z nią i na jej imię, a może i za jej posag kupił piękny majątek ziemski, Wierchowiszki, położony pod samym Żytomierzem.

Tutaj, dnia 26 czerwca 1838 roku przyszła na świat córka Anna, ochrzczona w obrządku prawosławnym wskutek świeżo wydanego ukazu z roku 1836 o dzieciach, pochodzących z małżeństw mieszanych. Pustowojtowie mieli jeszcze syna i drugą córkę.

Po starannem domowem wychowaniu, młoda dziewczynka została oddana dla dokończenia edukacyi do instytutu szlacheckich panien w Puławach, w którym na 300 Polek było zaledwie 50 wychowanek rosyjskiego pochodzenia i to takich, jak nasza bohaterka, mówiących lepiej po polsku niż po rosyjsku i nie zdających sobie sprawy, do jakiej narodowości należą i jakiej są właściwie wiary.

Wykłady odbywały się w polskim lub francuskim języku. Dla rosyjskiego języka była wyznaczona 1 godzina na tydzień i to jeszcze wykłady odbywały się nader niedbale i bez uwagi.

Również z pomiędzy dwunastu dam klasowych, mających obowiązek prowadzenia i pilnowania rozmowy dziewczątek, jedna tylko była Rosyanka, i ta rozmowa rosyjska była obowiązkową raz w tygodniu.

Nadto, ponieważ dla każdej klasy przypadały dwie damy klasowe, a te miały służbę przez dzień, więc Rosyanka miała dyżury w trzech niższych klasach, w wyższych zaś klasach dziewczęta nie spotykały się już z żywem słowem rosyjskiem.

Przytoczone okoliczności dowodzą, jak był zaniedbany rosyjski język w instytucie puławskim; tenże był nadto przedmiotem ogólnej niechęci wychowanek i wszelkie wyszczególnienie się w tym przedmiocie, wywoływało ogólną nieżyczliwość współtowarzyszek. Taką nazywano „ruskim duchem”.

Co zaś do religii prawosławnej i jej obrządków, te u większości rosyjskich wychowanek były w zupełnej pogardzie, czemś wcale niepotrzebnem. Pustowojtówna na wyraźne życzenie ojca, chodziła do cerkwi, lecz nudziła się tam i głośno odzywała, że „nie pojmuje, za co ją tą cerkwią męczą.

Po ukończeniu nauk w Puławach, panna Anna wstąpiła w świat.

W Żytomierzu dom generałowej gromadził polską i rosyjską młodzież, a przystojna i inteligentna panna, umiejąca grać i śpiewać, przytem obdarzona od matki-przyrody ognistemi czarnemi oczami i prześlicznymi, lekko falującymi, ciemno-kasztanowymi włosami, była silnym magnesem przyciągającym. Mnóstwo młodzieży kochało się w niej na zabój.

Pewien oficer rosyjski (obecnie jeden z wyższych dostojników w armii, a w 1863 roku groźny pogromca powstańców w guberni płockiej) starał się o jej rękę i bardzo być może, że byłby ja uzyskał, gdyby nie stanęły na przeszkodzie manifestacyjne czasy 1861 roku, które uniosły awanturniczą dziewczynę do Lublina, do domu jej babki Kossakowskiej, zagorzałej polskiej patryotki, znanej zresztą z różnych skandalików w przeszłości, które nawet w swoim czasie wykluczyły ją z poważniejszych sfer towarzyskich.

W Lublinie w owym czasie główną polityczną rolę odgrywała niejaka pani Pluszczyńska, żona wyższego urzędnika przy rządzie gubernialnym, rozumna i energiczna kobieta, zapalona agitatorka, oddana duszą i ciałem na usługi stronnictwa radykalnego.

Panna Pustowojtów nader prędko znalazła się w kółku jej najbliższych. Pełno jej było wszędzie, przy śpiewaniu patryotycznych hymnów w kościołach, przy każdej demonstracyjnej procesyi, gdzie najczęściej brała udział, ubrana po wiejsku z włosami zaplecionymi w długie warkocze, z narodowymi wstążkami.

Wojenny naczelnik lubelskiego okręgu, znany już nam z horodelskiej manifestacyi, generał Chruszczew, poufnie przestrzegł pannę Pustowojtównę, że jej „jako córce rosyjskiego generała nie przystoi brać udziału w polskich manifestacyach”. Uwagi te jednak, po kilkakroć powtarzane, nie odniosły zupełnego skutku.

Dnia 7-go lipca 1861 roku panna Pustowojtów wzięła udział w procesyi, towarzyszącej przeniesieniu jakiejś statuy świętego z Lublina do wsi Grabowa; 12 zaś lipca w rocznicę unii Litwy z Polską, należała do liczby osób usiłujących urządzić demonstracyę przed pomnikiem, wzniesionym na pamiątkę tego dziejowego faktu w Lublinie przez ostatniego z Jagiellonów, króla polskiego Zygmunta Augusta, a odnowionego za panowania i z polecenia Aleksandra I.

Manifestacya ta nie mogła się odbyć ściśle podług projektowanego programu, gdyż w danej chwili generał Chruszczew z całym swym sztabem staną u stóp pomnika.

Manifestanci więc musieli poprzestać na cichej defiladzie i składaniu na stopniach pomnika kwiatów i wieńców. Trwało to do godziny 11 w nocy.

Panna Pustowojtów i tu wystąpiła w stroju wiejskiej dziewczyny. Pomimo zakazu policyi, w niektórych domach oświecono okna, a w mieszkaniu sądowego aplikanta Mulickiego zajaśniało nawet przeźrocze z widokiem lubelskiego pomnika między popiersiami Sobieskiego i Kościuszki.

Generał Chruszczew zdał sprawę o całem zajściu do Warszawy, wskutek czego wyszły stamtąd różne zarządzenia, między innem zaś, generał Suchozanet, pełniący podówczas obowiązki namiestnika, orzeczeniem z dnia 22 sierpnia 1861 roku, nakazał pannę Pustowojtów wysłać z żandarmami do Moskwy i tam osadzić ją w jakimś żeńskim klasztorze.

Wojenny naczelnik zakomunikował to rozporządzenie pannie Pustowojtów i jej babce z poleceniem, by się przygotowały do podróży.

Nie mogły one jednak uwierzyć, by rozkaz ten mógł być wykonanym i nie czyniły wcale żadnych przygotowań do wyjazdu, dopiero, gdy w parę godzin po zakomunikowaniu rozkazu, dnia 28 sierpnia, staną przed gankiem powóz z kapitanem żandarmeryi Globbem, i gdy przybył na miejsce sam generał Chruszczew dla dopilnowania i przynaglenia do pośpiechu, wówczas uwierzyły kobiety, że to nie żarty i zaczęły się na gwałt zbierać do dalekiej podróży.

Babka i wnuczka postanowiły jechać razem, w nadziei i z zamiarem, że w czasie podróży potrafią w jakikolwiek sposób uzyskać złagodzenie lub odmianę wyroku.

Tymczasem ludność, podniecana przez agitatorów, zaczęła tłumnie zapełniać ulicę. Urządziła się prawdziwa demonstracya; chciano wyprządz konie i ciągnąć rękami powóz. W tłumie rozlegał się płacz i łkania, a nawet i rosyjskich łez nie mało w dniu tym popłynęło.

Panna Pustowojtów ani na chwilę nie straciła panowania nad sobą. Z balkonu wypowiedziała kilka słów uspakajających i prosiła, by powstrzymano się od wszelkich gwałtownych kroków.

Patrzcie, jestem posłuszna i jadę! Tak trzeba!

Z temi słowy wsiadła do powozu i rzuciła w tłum chusteczkę swą, zroszoną łzami. Chusteczkę tę rozerwano na tysięczne cząstki, które zapewne do dzisiaj i długo jeszcze będą przechowywane, jako cenne pamiątki …

Powóz zwolna ruszył, siedzących w nim zasypano kwiatami. Z pierwszego przeprzęgu koni babka wysłała do namiestnika prośbę o zezwolenie na powrót do Lublina.

W oczekiwaniu odpowiedzi podróżne zatrzymały się w Kowlu, powiatowem miasteczku na Wołyniu. Panna Pustowojtów oświadczyła, że jest chorą i dalej jechać nie może.

Miejscowi lekarze dnia 1 września wydali na piśmie poświadczenie, że pacyentka jest chorą na zapalenie opłucny (pleuro-pneumonia) wskutek czego stan chorej wymaga starannej i nieustającej opieki lekarskiej, a dalsza podróż zagraża poważnem niebezpieczeństwem życiu podróżnej.

Na dowód czego w obecności horodniczego (naczelnika miejskiej policyi) i kapitana żandarmów akt ten podpisali:

Latoszyński, lekarz miejski; lekarz powiatowy; radca dworu Goldenmann, dymisyonowany lekarz pułkowy, oraz Białecki, pełniący obowiązki horodniczego, który stwierdził tożsamość podpisów.

Na szczęście naszej bohaterki miejsce Suchozaneta zajął już hrabia Lambert. Powyżej wykazaliśmy, jak zaraz po przybyciu do Warszawy nowy namiestnik uległ wpływom dawnych delegatów, między którymi byli i księża.

Przez nich to wiele rzeczy dawało się uzyskiwać u hrabiego. Babka Pustowojtówny łatwo wynalazła do nich drogę. Księża przedstawili namiestnikowi całą niestosowność zarządzenia:

by katoliczka osadzoną została w prawosławnym monastyrze, i to jeszcze w Moskwie w tym sercu Rosyi.

Rosyjska prawosławna dziewczyna wyłoniła się naraz katoliczką, a to na mocy dokumentów, fałszywie wystawionych przez łucko-żytomierskiego biskupa Borowskiego (Dokumenta te poświadczają, że Anna Henryka dwojga imion Pustowojtówna urodziła się w 1832 roku, gdy jeszcze wyznanie dzieci w małżeństwach mięszanych zależało od woli rodziców.

W metryce prawosławnej z 1838 roku podano, że matka Anny Pustowojtów ma lat 17, zatem w 1832 roku mogła mieć lat 9, jest to najlepszy dowód, że metryka katolicka jest nieprawdziwa.

Biskup Borowski za wystawienie tej metryki, oraz inne bezprawne czyny został zesłany do permskiej guberni, skąd dopiero w 1882 roku powrócił na biskupstwo płockie).

Hrabia Lambert, na którego głowie spoczywało rozwiązanie wielu i to nadzwyczaj trudnych do rozwiązania zadań, wciąż szukający jakiejś pewniejszej podstawy wśród owoczesnych stosunków, w których i on i jego generał-gubernator coraz bardziej grzęźli, nie miał ani czasu, ani chęci dokładnego zbadania, co tam zbroiła jakaś lubelska, czy żytomierska wartogłowa dziewczyna i jakiego ona jest właściwie wyznania.

Cała sprawa w ogóle wydawała się małoważną, i na takie sprawy patrzono z lekceważeniem!… A do tego nowy namiestnik starał się o przejednanie Polaków, codziennie ułaskawiał o wiele ważniejszych politycznych przestępców.

Przebaczać tak miło, zwłaszcza człowiekowi, który nie pozbył się jeszcze wszystkich humanitarnych i ludzkich uczuć, wywiezionych z Francyi.

Sam na poły Francuz i arystokrata, nie miał czasu uzbroić się w pancerz obojętności i zupełnego spokoju przy wydawaniu mniej lub więcej surowych orzeczeń. Nie umiał przytłumić w sobie wszelkich uczuć litości, co może byłoby konieczne w owych czasach!

Namiestnik polecił więc zawiadomić generała Chruszczewa, że się zgadza na pozostawienie Pustowojtówny w Żytomierzu u jej rodziców. Chruszczew pospieszył zawiadomić o tem podróżne.

Anna Henryka Pustowojtów natychmiast wyzdrowiała i opuściła Kowel. Zachowanie się jej w Żytomierzu niczem się nie różniło od lubelskiego. Tak samo należała do wszelkich demonstracyi, śpiewała Boże cos Polskę, i głośno wyrażała swe niezadowolenie z istniejących stosunków.

Kijowski generał-gubernator doniósł o wszystkiem do Petersburga i zapytał, jak ma postąpić z rozzuchwaloną dziewczyną? Nadszedł rozkaz wysłania jej do Moskwy i osadzenia w jednym z tamtejszych żeńskich monasterów, według wskazania i wyboru moskiewskiego księdza metropolity, Filareta.

Jednak metropolita wymówił się, dodając w swym piśmie, iż:

Jego Świętobliwość czuje się dotknięty, że właśnie Moskwa wybraną została na więzienie dla osoby tak buntowniczej i nieposkromionej.

Uwzględniając to przedstawienie, zmieniono wyrok i wybrano zapadły Troicko-Biełbażaski monaster w kostromskiej guberni na miejsce rekolekcyi dla panny Pustowojtówny.

Dziwny zbieg okoliczności! Anna Henryka Pustowojtów, i kostromski Troicko-Biełbażski żeński monaster! … Istne „fala i skała, poezya i najrealniejsza proza, lód i płomienie!”…

Lecz czego nie dokażą energia i wytrwałość? Matka naszej bohaterki użyła wszelkich dostępnych jej wpływów dla ocalenia swej córki od klasztornej niewoli. Zaniosła prośbę na ręce cesarzowej, w której, między innemi, podała, że córka jej jest „suchotnicą, upadającą z każdym dniem na siłach”.

Ma się rozumieć, że nie brak było świadectw lekarskich, poświadczających te suchoty. O takowe łatwiej było w Żytomierzu niż w przejeździe przez Kowel.

Prośba została w wyższych sferach poparta wpływami katolickiego duchowieństwa w Petersburgu, nie brakło także i świeckich starań, dosyć, że wkrótce nadeszło z Petersburga polecenie, by:

wstrzymać do wiosny wyprawianie Anny Teofilówny Pustowojtów do klasztoru, przez ten czas zaś rozciągnąć nad nią najściślejszy dozór policyjny.

Tego tylko trzeba było proszącej. Surowy na razie dozór, jak zwykle we wszystkiem bywa w świętej matuszce Rosyi, po kilku tygodniach zwolniał i naraz panna Henryka z Żytomierza zniknęła.

Mówiono, że z jakimś Polakiem uciekła do Bukaresztu, gdzie książę Couza opiekował się wszelkimi żywiołami wrogimi Rosyi, i gdzie cała ludność sympatyzowała z Polakami.

Są pewne dane, że panna Pustowojtówna w czerwcu 1862 roku była w Odessie, a w styczniu 1863 roku zjawiła się ponownie w księstwach naddunajskich i rozdzielała tam jakieś fundusze…

Po wybuchu powstania znalazła się w Królestwie i z Langiewiczem połączyła się pod Szydłowcem. Ciesząc się doskonałym zdrowiem, z łatwością znosiła trudy i niewygody marszów po złych i zapadłych drogach, wśród słoty i chłodu, nieraz brodząc po kolana w śniegu lub błocie.

Wytrzymywała wszelkie niewygody powstańczej egzystencyi, jadła co się nadarzyło, nieraz przez dobę i więcej musiała się obywać paru ziemniakami; raz straciwszy konia, 18 mil przebyła piechotą z oddziałem.

Co się tyczy jej stosunku do Langiewicza, brak wszelkiej podstawy do jakichkolwiek uwłaczających podejrzeń. Nie było nawet czasu do zaprzątania się czem innem prócz wojną.

Langiewicz tak był zajęty całemi dniami i nocami kłopotliwemi sprawami dowództwa, tak był moralnie i fizycznie zmęczony, przybity i przygnębiony ciążącą na nim odpowiedzialnością, że myśl o jakichkolwiek romansach byłaby i dziwną i niemożliwą.

Słowa kochanek i kochanka nie licowały wcale do ówczesnego otoczenia i okoliczności. A jeśli nawet w przelocie schwyciło się całusa, to jeszcze niczego nie dowodzi! Petrow opowiadał, że pannę Pustowojtównę w obozie nazywano: „Panem Karolem”.

Tu przerwa w narracji Mikołaja Berga. Insynuacje na tematy obyczajowe zajmują tak bardzo autora Zapisków…, że ani się zająknął o tym, z jakim poświęceniem pełniła Pustowojtówna funkcje sanitariuszki i adiutanta w oddziale gen. Langiewicza.

Tymczasem, jej odwaga, determinacja, zaangażowanie i poświęcenie budziły podziw i zagrzewały powstańców do walki.Wróćmy do tekstu Zapisków… już po ogłoszeniu dyktatury Langiewicza:

Popyt na fotografie dyktatora i jego „adjutanta”, Henryki Pustowojtów, był tak wielki, że zakłady fotograficzne nie mogły nastarczyć zamówieniom i sprzedawali kartki w formacie wizytowym po rublu za sztukę. Wkrótce zjawiły się broszurki, klamry do pasków z popiersiami dyktatora, zamiast do tego czasu używanych popiersi Kościuszki.

Kolejne relacje Mikołaja Berga o naszej bohaterce dotyczą wydarzeń po wyjściu korpusu Langiewicza z okrążenia pod Grochowiskami i opuszczenia zgrupowania powstańczego, jego wyjazdu do Galicji jako dyktatora celem ogarnięcia całości spraw powstańczych:

Należało bez zwłoki korzystać z pozostawionej luki, to też o świcie dnia 19 marca Langiewicz z oddziałem był już w Wiślicy na tyłach rosyjskich stanowisk, nie spostrzeżony i nie goniony przez nikogo. Nie wtajemniczeni w narady zasiedli spokojnie do posiłku i odpoczynku.

Tymczasem Langiewicz z Pustowojtówną wsiedli na przygotowany wózek i otoczeni eskortą, w której byli generałowie Jeziorański i Waligórski, ruszyli przez Nidę na komorę celną w Opatówku, która podówczas była opuszczoną i w przekroczeniu granicy nie stawiła żadnej przeszkody.

Tam się przeprawiono przez Wisłę w dosyć licznem otoczeniu różnych zbiegów, szukających także bezpiecznego schronienia w Galicyi. Langiewicz i Pustowojtówna na austryackiej komorze w Ujściu wykazali się paszportami generała Waligórskiego z synem, wystawionymi przez szwedzkie poselstwo w Paryżu.

Jednak postać dyktatora zanadto dobrze była znana wszystkim z mnóstwa krążących fotografii. Urzędnik kontrolujący paszporty, nie dowierzając jednak podobieństwu, dla tem większej pewności zapytał któregoś z powstańców:

– A czy widziałeś dyktatora?
– A przecież tylko co tu był i rozmawiał z panem, ten małego wzrostu – odrzekł zapytany, ani się domyślając, że dyktator tajemnie starał się przekroczyć granicę.

Przyaresztowany wskutek tego Langiewicz wraz z Pustowojtówną, został odstawiony do Tarnowa. Ztamtąd zaś do Krakowa, gdzie go osadzono na Zamku, Pustowojtównę zaś w więzieniu pod telegrafem, pod nadzorem jakiejś kobiety…

Mijały jednak dnie i tygodnie, a Langiewicz wciąż siedział na zamku krakowskim pod silną strażą. Gdy zauważono, że z okna może się porozumiewać z Pustowojtówną, siedzącą pod „Telegrafem”, przeniesiono go do innej baszty, niewidocznej z okien więzienia jego dawnego „adjutanta”.

Dnia 2 kwietnia wywieziono go z Krakowa do Tischnowitz na Morawach, przyczem nie pozwolono mu udać się na dworzec kolei żelaznej, lecz zatrzymano pociąg przy rogatce warszawskiej i tam odstawiono Langiewicza o godzinie 4-tej po południu.

Pustowojtownę uwolniono zupełnie. Wyjechała ona do Pragi i tam wspólnie ze swą przyjaciółką, śpiewaczką dramatyczną, Zawiszanką, rozpoczęła starania o wydobycie z więzienia swego towarzysza. Uzyskała pozwolenie na widzenie się z Langiewiczem w Tysznowicach.

Miano tam ułożyć plan ucieczki z 26 na 27 kwietnia w nocy. W tym celu Langiewicz zgolił brodę i zmienił ubranie… lecz zamiar wykryto. Byłego dyktatora dnia 29 kwietnia przewieziono do twierdzy w Josefsztadzie, zkąd z początku nawet w towarzystwie oficera nie pozwolono mu nigdzie wychodzić.

Langiewicza przetrzymywano w Josefsztadzie do końca powstania. Potem wyjechał do Turcyi i miał być podobno jakiś czas za wezyrostwa Ali-Paszy, generał-policmajstrem w Konstantynopolu.

Pustowojtówna mieszkała przeważnie w Paryżu, trudniąc się z początku wyrobem sztucznych kwiatów, następnie dawaniem lekcyi muzyki. W 1870 roku pełniła służbę jako siostra miłosierdzia w paryskich polowych szpitalach.

W tym jakoś czasie wyszła za mąż za doktora medycyny Löwehardta, emigranta z 1863 roku i miała z nim czworo dzieci. Umarła 2 maja 1881 roku w Paryżu na suchoty, pochowana dnia 5 maja na cmentarzu w Montmorency.

Nie należy zapominać o tym, że Zapiski o polskich spiskach i powstaniach Mikołaja Berga to relacja Rosjanina i skierowana do Rosjan. Nie poznamy więc z jego relacji bohaterskich czynów, poświęcenia i heroizmu polskich powstańców.

Co najwyżej dowiemy się nieco o odwadze i brawurze żołnierzy rosyjskich, ale też i o waśniach pomiędzy rosyjskimi dowódcami, co wykorzystywali lub nie polscy powstańcy. Jest to jednostronna, tendencyjna relacja będąca w istocie pastiszem zapisu kronikarskiego.

Mikołajowi Berg umożliwiono dostęp do archiwów wojskowych, protokołów przesłuchań uwięzionych powstańców, a niewykluczone, że i do samych aresztowanych. W swoich zapiskach powołuje się często na bezpośrednie rozmowy z polskimi i rosyjskimi uczestnikami wydarzeń.

Jeśli sympatyzował z powstańcami, to jak wielu Rosjan za przyczyną ich programu reform społecznych, tak Rosji potrzebnych. Polski patriotyzm komentował jako przejaw jakiejś przewlekłej choroby, która dotyka szczególnie dotkliwie polskie kobiety. W jednej z publikacji Berg napisał:

„kobieta polska jest wiecznym, nieubłaganym i nieuleczalnym spiskowcem”.

Wśród dokumentów rodzinnych znalazłem pamiątkę z Powstania Styczniowego, ręcznie spisany w 1864 roku zbiór pieśni powstańczych przez 13 letnią wówczas Stanisławę Stanko, prababkę mojego wuja Tadeusza Bielewicza.

Jej 33 letni wówczas ojciec, Roman Stanko ruszył do powstania konno jedynie z szablą wraz z oddziałem 500 ochotników galicyjskiej szlachty. Po wygaśnięciu walk powstańczych wrócił do domu boso, ale z szablą i niestety z ciężkim zapaleniem płuc.

Tak to 13-letnia kobieta walczyła piórem z rosyjskim najeźdźcą, gromadząc ponad setkę powstańczych pieśni. Nie bez powodu więc Mikołaj Berg widział w osobach polskich kobiet ostoję zapiekłego polskiego patriotyzmu. Nie tylko on.

Oto relacja jakie metody traktowania Polaków zalecały władze rosyjskie owego czasu:

Rozpoczęły się więc rządy stanu wojennego.”Proszę działać bez żadnej pobłażliwości i w żadnym wypadku nie tolerować swawoli.
Winnych sądzić według praw wojennych i wyroki wykonywać natychmiast” – brzmiał telegraficzny rozkaz cesarza, przesłany Suchozanetowi, a ten i podwładni mu dowódcy wojsk, wypełniali go ściśle.
Aresztowania szły za aresztowaniami. Represje, zarówno w Warszawie, jak i na prowincji, gdzie naczelnicy wojenni dopuszczali się okrucieństw niesłychanych.
W Płocku np. jen. Rożnów, kazał ćwiczyć rózgami kobiety z inteligencji, chodzące w żałobie, oraz wszystkich aresztowanych za udział w manifestacjach. Wszędzie deportowano aresztowanych bez sądu do Rosji.

Mikołaj Berg musiał i tak stale liczyć się z działalnością rosyjskiej cenzury. Sprawa publikacji jego dzieła będącego owocem pięcioletnich studiów „Pamiętniki o polskich spiskach i powstaniach 1831-1864”, oparła się o autorytet cara Aleksandra II, który wydal ostateczny zakaz, ponieważ, jak stwierdził:

tego rodzaju publikacje są obecnie nieodpowiednie, gdyż Polska podczas wszystkich ostatnich wydarzeń jest zupełnie spokojna i nie należy jej niepokoić wspomnieniami o przeszłości. Dokument ten zostanie prawdopodobnie przetłumaczony na języki obce, na polski, i wywoła nieprzyjemne wspomnienia.

W Wielkiej Encyklopedii Radzieckiej Anna Henryka Pustowojtów figuruje jako rosyjska rewolucjonistka. Zresztą za Aleksandra Hercena: „Rosyjską kobietą u Langiewicza” – Герцен А. И., Русская женщина у Лангевича, Собр. соч. в 30 томах, т. 17, М., 1959.

Ale już w obecnej rosyjskiej edycji Wikipedii jest polską rewolucjonistką. Źródła rosyjskie często powołują się na polską publikację: Wawrzykowska-Wierciochowa D. Najdziwniejszy z adiutantów. Opowieść о Annie Henryce Pustowojtównie.

Warto wspomnieć, że ojciec Anny Hanryki Pustowojtów był z pochodzenia Węgrem, a jej rodzony brat oficerem w armii rosyjskiej. Brat w czasie Powstania Styczniowego służył w twierdzy kijowskiej, a znany był tam z nadgorliwości w prześladowaniu polskich więźniów.

Wśród Rosjan, jak już mieliśmy okazję przekonać się z fragmentu tekstu Mikołaja Berga, nie było jednomyślności co do stosunku do polskich powstańców i metod pacyfikowania rewolucyjnych nastrojów polskiego społeczeństwa.

Oto kolejny przykład:

Zarządzenie to wywołało kłótnię między namiestnikiem i Gerstenzweigiem, zakończoną amerykańskim pojedynkiem. Gerstenzweig wyciągnął los i zastrzelił się. Na Lambercie jednak zajścia dni ostatnich zrobiły takie wrażenie, że rozchorował się, do cesarza wysłał prośbę o dymisję, a na miejscu wydawał coraz dziksze rozporządzenia.

Historia życia Anny Henryki Pustowojtów-Löwehardt to gotowy scenariusz filmu!

Koprodukcja polsko-rosyjsko-francuska byłaby historycznie uzasadnioną.

Jacek Pachucki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *