Jak to łatwo drugiego opluć! Głos kapitana Jerzego Grzędzielskiego po analizie Smoleńska

50 lat w lotnictwie. 25.000 godzin w powietrzu. A jednak wystarczyła fala anonimowych komentarzy, by próbowano opluć człowieka, który całe życie pracował na własne nazwisko. Ten tekst kapitana Jerzego Grzędzielskiego to odpowiedź — spokojna, rzeczowa, ale bezlitośnie prawdziwa. To opowieść o tym, jak łatwo rzucać oskarżenia… i jak trudno udźwignąć własną niewiedzę. A wszystko dlatego, że powiedział prawdę o Smoleńsku.

🔥 Jak to łatwo drugiego opluć — głos kapitana Jerzego Grzędzielskiego

Dziękuję wszystkim, którzy zabrali głos. Szanuję każdy punkt widzenia. Szczególnie rozczuliły mnie kobiety — wypowiadały się niezwykle trafnie i bardzo ciepło. Jeden z panów nie miał argumentów do dyskusji, ale miał kubeł pomyj. Posądził mnie o różne przynależności w czasie pracy w liniach.

Otóż pochodzę z niezwykle biednej rodziny. Po wojnie ojciec — podoficer Armii Krajowej — ujawnił się i szybko, młodo zmarł. W 1953 roku, mając 19 lat i będąc studentem drugiego roku Politechniki, moja matka — urodzona w Jugosławii — siedziała już 6 miesięcy w piwnicach Urzędu Bezpieczeństwa, czekając na wyrok. Doczekała się kilku lat, jako wróg PRL i ZSRR!

Po całodziennym przesłuchaniu na UB, siedząc na odwróconym stołku, powiedziano mi, że skończę… ale w kompanii karnej. Po studiach pomogli mi Ci, którzy mieli jeszcze gorzej, a przyszli ze wschodu — w naszych mundurach. W kopalniach na Sybirze mieli wachty po kolana w wodzie, nie sześciogodzinne, a sześciomiesięczne. Z pracy po studiach zabrali mnie do wojska. Tak UB zapomniało o mnie i mogłem się wyszkolić na samolotach.

Pilotem szybowcowym ze złotą odznaką z diamentami już byłem, ale z taką przeszłością o szkoleniu na samolotach wcześniej nie było mowy. Do wojska i do linii lotniczych poszedłem jako były ministrant i członek Związku Harcerstwa Polskiego. A obawy miałem duże — czy otrzymam paszport.

Jak to łatwo drugiego opluć. To nic nie kosztuje, proszę pana.

inż. Jerzy Grzędzielski

🎯 Ku Prawdzie

Jerzy Grzędzielski tym tekstem odpowiedział nie na jeden komentarz, lecz na całą falę hejtu, która pojawiła się pod jego analizą katastrofy smoleńskiej. Odpowiedział spokojnie, ale stanowczo — tak, jak odpowiada człowiek, który nie musi niczego udowadniać.

W czasach, gdy opluwanie drugiego stało się sportem narodowym, jego głos brzmi jak lekcja przyzwoitości i odwagi. Nie krzyczy. Nie obraża. Po prostu pokazuje, że za każdym nazwiskiem stoi czyjeś życie, czyjaś historia, czyjś ciężar.

I właśnie dlatego warto te teksty publikować ponownie. Bo przypominają, że prawda nie potrzebuje krzyku — wystarczy ją powiedzieć.

⚡ PS. Zaproszenie

Panie Jerzy, drzwi Ku Prawdzie są dla Pana zawsze otwarte. Pańskie wspomnienia to gotowa historia Polski, której nikt już dziś nie opowiada. Jeżeli chce Pan napisać więcej — zapraszam. Czytelnicy chcą poznać człowieka, który przez pół wieku patrzył na świat z wysokości kilku kilometrów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *