
Janusz Kowalski odkrywa „przepis na zwycięstwo”!
W Sejmie znów zrobiło się głośno — a jak jest głośno, to zwykle znaczy, że Janusz Kowalski postanowił przemówić. Tym razem poseł niezrzeszony zaprezentował coś w rodzaju politycznego instant‑mixu: wystarczy dodać Mentzena, Brauna, PiS, Rozwój Plus, Konfederację i już — „prawica wygrywa”.
🏆 Przepis na zwycięstwo
Proste jak barszcz. A nawet prostsze. W swoim krótkim wystąpieniu Janusz Kowalski z pasją godną telemarketera zachwalał „pakt senacki”, przestrzegał przed „czerwonym Czarzastym”, „nieudacznikiem Tuskiem” i „naleśnikami i Giertychami”, a na koniec ogłosił, że jego partią jest… Polska. Brzmi dumnie, choć w praktyce sprowadza się do jednego: nie krytykujcie nikogo na prawicy, bo inaczej przyjdą złoczyńcy.
Warto odnotować fragment, który przejdzie do historii sejmowej fantazji:
Ja potrafię sobie wyobrazić rząd polskich patriotów Andrzeja Śliwki, Bartłomieja Pejo czy Romana Fritza.
Wyobraźnia posła Kowalskiego jest niewątpliwie imponująca. Gdyby polityka była konkursem plastycznym, miałby szansę na podium.
Nie zabrakło też tradycyjnego akcentu w stronę marszałka Hołowni — w tonie, który bardziej przypominał rozmowę z niesfornym uczniem niż z drugą osobą w państwie. Według Kowalskiego Hołownia „miał swoją szansę”, „wygłupia się”, a za rok „nie będzie go w Sejmie”. Prognozy polityczne posła są jak zwykle odważne — choć warto je weryfikować w bardziej wiarygodnych źródłach.
🎯 Ku Prawdzie
Całość wystąpienia była mieszanką mobilizacji, straszenia, fantazji i sejmowego stand‑upu. Jedno trzeba przyznać: Janusz Kowalski potrafi przyciągnąć uwagę. Pytanie tylko, czy w polityce chodzi o uwagę, czy o treść.

No i proszę — kolejny „przepis na zwycięstwo” w wersji instant. Dużo hałasu, mało treści, a fantazja pracuje jak zawsze na pełnych obrotach. Polityka błyskawiczna, tylko efektów brak.