Kamienie na szaniec. Recenzuje Maja Olsztyn

Wybrałam się z przyjaciółką na długo oczekiwany film Kamienie na szaniec

Tak się składa, że obie wychowywałyśmy się na książce Aleksandra Kamińskiego o tym samym tytule, i na jej ekranizacji: Akcja pod Arsenałem. Zarówno książka, jak i jej filmowa adaptacja wywarły na naszych, gimnazjalnych wtedy duszach, ogromny wpływ, efektujący naszą wieloletnią aktywnością w harcerstwie.

Dlatego też, nie byłyśmy obiektywnie nastawione do filmu Roberta Glińskiego, zwłaszcza po przeczytaniu niektórych recenzji. Mimo to, nie chciałyśmy się z góry wypowiadać o czymś, czego nie widziałyśmy. Miałyśmy nadzieję miło się rozczarować. Niestety, nie było na to najmniejszej szansy. Film może się podobać ale osobom, które nie pamiętają, lub po prostu nigdy nie sięgnęły do książki lub zwyczajnie przysiąść do lekcji historii Szarych Szeregów.

Fakty historyczne zostały zwyczajnie zmasakrowane. Wyobraźnia poniosła twórców, a postacie trójcy chłopaków, tak dobrze nam do tej pory znane, nie miały nic wspólnego z pierwowzorem.

Osoba Alka została bez pardonu pominięta, tworzył tło dla postaci Zośki i Rudego. Widz nie miał szansy na poznanie jego wewnętrznych rozterek. Ba! Nawet na chociaż jedną scenę indywidualną z jego udziałem. Więc nie widzę powodu umieszczania go, chociażby na plakatach reklamujących film.

Już chyba więcej uwagi twórcy poświęcili postaci Słonia, wcinającego watę cukrową, czy jagodziankę z kruszonką, swoją drogą żywcem wyjętą z jednej ze współczesnych piekarni. Jeśli chodzi o postać Rudego, to mogę śmiało powiedzieć, że twórcy filmu jego wątek sprowadzili do scen tortur. Prawda jest to powszechnie znana, że agresja i przemoc fizyczna super się sprzedają, chociaż historia wcale nie wymagała takich drastycznych scen, ale to można przypisać konwencji. Natomiast jest coś – a właściwie ktoś – kogo pominąć milczeniem nie można.

Postać Tadeusza Zawadzkiego. Mogę przełknąć i przecierpieć, że Zośka w nowej wersji, był płaczliwy i porywczy, że miał napięte stosunki ze swoim ojcem, ze w zasadzie popełnił samobójstwo wystawiając się na strzał przy ataku na posterunek w Sieczychach, co sugerują twórcy Kamieni na szaniec. Mogę nawet uwierzyć w wątki romantyczne poruszone w filmie. W końcu chłopaki byli pełnymi życia, młodymi ludźmi, ale nie wybaczę i nigdy nie uwierzę w obraz Szarych Szeregów, jako bandy niezdyscyplinowanych chuliganów i gówniarzy, działających bez planu, hierarchii i dyscypliny. Latających i rwących się do broni, po czym mających wewnętrzne rozterki, strzelić czy nie.

Sceny, w których Zośka pyskuje swoim przełożonym, podważa ich autorytet, Rudy spóźnia się na złożenie przysięgi, albo pod wpływem impulsu rzuca cegłą w witrynę fotografa. Obraz ten jest profanacją Szarych Szeregów i słowa konspiracja. Mały sabotaż osiągał taki sukces właśnie dlatego, że ludzie którzy dokonywali takich akcji byli zdyscyplinowani, bardzo dobrze zorganizowani i mieli poukładane w głowie.

Zośka, Rudy, Alek i wszyscy koledzy z ich hufca byli bardzo zżyci, stanowili dla siebie nawzajem inspirację i autorytet, i dlatego byli w każdej chwili gotowi na wszystko.

W filmie tego nie widać. Wartości są zatracone, a przeniesienie postaci i wydarzeń we współczesność, tylko szkodzi całej historii. Odbrązowienie profili chłopaków z Kamieni, wyrządziło tak naprawdę wszystkim wielką krzywdę. Współczesna młodzież nie sięgnie do książki. Już widzę te pielgrzymki gimnazjów do kina, te zachwyty nad chuliganką i nienawiść w kierunku Niemców.

Na koniec dodam, że rośnie nam młode pokolenie zdolnych aktorów, którzy nawet w tak beznadziejny obraz, potrafili wnieść odrobinę autentyczności. Czego nie mogę niestety powiedzieć o starej gwardii. Stenka, Globisz, Chyra, Żmijewski. Jak dla mnie, te nazwiska powinny gwarantować jakość. Niestety obstawiam jedynie chęć spłacenia kredytu, lub odhaczenia sobie kolejnego historycznego filmu w życiorysie.

Po wyjściu z kina, koleżanka zadała mi jedno pytanie, które trafnie podsumowuje powyższy film: Myślisz, że można gdzieś podać twórców za obrazę uczuć?

Maja Olsztyn

 

 

8 myśli na temat “Kamienie na szaniec. Recenzuje Maja Olsztyn

  • 16 marca 2014 o 14:02
    Permalink

    Recenzja bardzo mi się podoba mimo, że jest zupełnie sprzeczna z moją. Wytłumaczenie tej tak diametralnej różnicy zdań, jest proste. Ja recenzowałem film psychologiczny, na motywach losów harcerzy z Szarych Szeregów a córka napisała recenzję filmu, będącego wierną adaptacją książki „Kamienie na szniec”, który miał za zadanie dokładnie oddać ducha tamtych czasów! No cóż… różnica pokoleniowa!

    Odpowiedz
  • 16 marca 2014 o 16:13
    Permalink

    Rzeczowy, spójny i bardzo dobry tekst, który zwięźle ujmuje szeroką gamę zarzutów pod adresem filmu. Ze wszystkim się zgadzam, zwłaszcza jeśli chodzi o postać Zośki, mojego osobistego idola i bohatera, który w filmie został bezczelnie spłycony. Fakty historyczne to osobna bajka, cóż… pozostaje mi mieć nadzieję na to, że widzowie nie uwierzą w taki obraz Szarych Szeregów, w którym chłopcy kradną srebrne łyżeczki z pożydowskiej kamienicy i w którym Orsza i ojciec Zośki celowo psują pierwsze plany Akcji pod Arsenałem…

    Odpowiedz
    • 16 marca 2014 o 19:05
      Permalink

      Dziękuję! Faktycznie – jak ktoś odbiera film fabularny, jako wierny obraz historii, to może być nim… zniesmaczony. Ja się cieszę, że jest reakcja! Może ktoś jeszcze?

      Odpowiedz
  • 17 marca 2014 o 15:02
    Permalink

    Emocjonalny i kulejący pod względem stylistyki oraz interpunkcji tekst. Trudno jest wypowiedzieć się na temat samego odbioru filmu przez Autorkę, bo to już jest kwestia gustu, a – jak wiadomo – w naszym pięknym, wolnym kraju o gustach się nie dyskutuje. Rozkosznie szczere i w większej części usprawiedliwiające biedotę tekstu jest poczynione już we wstępie wyznanie iż „…nie byłyśmy obiektywnie nastawione do filmu Gilińskiego, zwłaszcza po przeczytaniu niektórych recenzji.” Czytanie recenzji przed obejrzeniem filmu… jakże przebiegle! Nieco mniej rozkoszne jest zdanie następne: „…nie chciałyśmy się z góry wypowiadać o czymś czego nie widziałyśmy na oczy i miałyśmy nadzieję miło się rozczarować.” Nie wiem co prawda, na co innego niż oczy można coś zobaczyć, ale za to wiem, że oglądanie filmu z całkowicie zamkniętym umysłem i z góry ustalonym zdaniem, po to tylko, żeby później móc udawać, że wcale się nie ma zamkniętego umysłu i z góry ustalonego zdania, to działanie świadczące o daleko posuniętych umiejętnościach Autorki w dziedzinie auto-oszustwa. Także – kończąc – gratuluję! O ile pisać Pani nie potrafi, to oszukiwać samą siebie już tak, a tacy ludzie są zazwyczaj najszczęśliwsi na świecie. Co prawda bardzo małym, ograniczonym i kompletnie oderwanym od rzeczywistości świecie, ale kto by się przejmował.

    Odpowiedz
    • 17 marca 2014 o 15:17
      Permalink

      Dziękuję! Jest dyskusja i są emocje! Zwracam jednak uwagę, że ten komentarz nic nie mówi o filmie a jest oceną recenzji, a w zasadzie recenzentki. Każdy tak pisze, jak potrafi. Dla mnie najważniejsze, że szczerze! I dziękuję Ci jeszcze raz Maju za to, co napisałaś. Wiem, że wielu osobom to się spodobało i proszę o następne recenzje. Arielu chętnie zamieszczę recenzję filmu „Kamienie na szaniec” Twojego autorstwa. Zapraszam.

      Odpowiedz
    • 17 marca 2014 o 17:33
      Permalink

      Drogi Arielu! Jestem świadoma, że mój tekst ma wiele ułomności w dziedzinie interpunkcji, gramatyki czy składni. Na przyszłość na pewno się poprawię. Tekst miał być emocjonalny bo emocje wywoływał recenzowany film, niestety nie takie jakbym sobie życzyła. Pozwolisz, że jednak nie będę odbierała siebie jako osoby o ograniczonym umyśle, wiem również, że nikogo nie chciałam oszukać. Reszta komentarza jest mało merytoryczna i bardzo odbiega od mojej definicji „konstruktywnej krytyki”. Czyżbym wyczuwała delikatną próbę wyładowania frustracji? Zapraszam w każdym razie do czytania kolejnych recenzji!

      Odpowiedz
  • 18 marca 2014 o 20:37
    Permalink

    Arielu, panie Stanisławie,
    Emocje emocjami, książka książką. Nie jest tajemnicą, że Aleksander Kamiński przedstawił wyidealizowaną wersję Alka, Rudego i Zośki, co nawet sam Zośka mu wypomniał. Ale w tym sporze chodzi o coś więcej. Chodzi o fakty historyczne, o zwykłą logikę. Nie jest prawdą, że poszłyśmy na ten film z zamkniętym umyłem, przeciwnie. Ja osobiście wyrażałam nadzieję na to, że reżyser sięgnie do „poza książkowych” źródeł oraz na to, że ożywi bohaterów w taki sposób, żeby wyjść na przeciw oczekiwaniom „współczesnej młodzieży”. Ale nie mogę wyrazić zgody na przekłamywanie faktów historycznych. O Kamieniach na Szaniec, Szarych Szeregach i Akcji pod Arsenałem i Powstaniu Warszawskim przeczytałam absolutnie wszystko, co w tym temacie było do przeczytania i znam ten temat na wylot. Zapewniam, że chłopcy z Szarych Szeregów nie mieli w zwyczaju okradania pożydowskich kamienic, że zarówno Orsza, jak i Florian Marciniak byli gorącymi orędownikami odbicia Rudego i wreszcie, że ojciec Zośki nie miał nic wspólnego z opóźnieniem tej akcji. Każde jednorazowe wybicie szyby z niemieckimi fotografiami było dokładną, precyzyjnie, wręcz misternie zaplanowaną akcją – nie robiono tego pod wpływem impulsu, co Majka trafnie podkreśla w swojej recenzji. Ponad to… KONSPIRACJA! Polska Podziemna działała w konspiracji, co oznaczało bezwzględną dyscyplinę. Grupkę pyskujących przełożonym gówniarzy, którzy trąbią na prawo i lewo o broni i strzelaniu do wroga, Gestapo rozpracowałoby w ciągu jednego dnia. Te podstawy konspiracyjnej działalności Maja również podkreśla, co tylko dowodzi, że zna temat o którym pisze. Szczegółów staram się nie czepiać, ale… Słoń jedzący jagodziankę z kruszonką przed atakiem na posterunek niemieckiej żandarmerii w Sieczychach po prostu przeczy powadze całej sytuacji. To była wojna. Tam nie było jagodzianek z kruszonką, ani waty cukrowej, ani nawet cukru…

    Odpowiedz
    • 18 marca 2014 o 21:15
      Permalink

      Dziękuję bardzo Justynko! Podziwiam i szanuję Waszą: Twoją i Mai postawę i zaangażowanie w walkę o dobre imię harcerzy z Szarych Szeregów! Kto zna ich prawdziwą historię, temu film nie zaszkodzi. Może zaszkodzić tym, co nie przeczytają książki a film bedący luźną wariacją na temat losów tej dorastającej młodzieży, wezmą za fakty. Dlatego uważam, że tylko względy marketingowe sprawiły, że ten film ma taki tytuł. Sprawa byłaby czysta, gdyby film miał tytuł np. „Walcząca młodzież”. No ale wtedy wiadomo, że frekwencja na seansach byłaby inna niż jest… komercja górą!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *