W Kętrzynie troska o koleżankę po imprezie skończyła się mandatem. Policja uznała, że wezwanie służb było bezpodstawne, bo zamiast utraty przytomności była… drzemka po alkoholu. Czy sen po kieliszku to już wykroczenie? Ku Prawdzie komentuje z przymrużeniem oka.

🚓 Interwencja z zaskoczenia
Historia wygląda tak: 47-letni mężczyzna zadzwonił po pomoc, bo jego koleżanka straciła przytomność. Policja i ratownicy ruszyli na sygnałach, gotowi ratować życie. A tu niespodzianka – koleżanka nie straciła przytomności, tylko… poszła spać. Wcześniej razem pili alkohol, więc sen był raczej naturalnym finałem wieczoru niż dramatem medycznym.
W mieszkaniu były wyraźne ślady po imprezie zakrapianej alkoholem. Policja uznała, że nie doszło do zagrożenia życia, a wezwanie było bezpodstawne. Mężczyzna otrzymał mandat.
🍷 Dylemat szekspirowski?
I teraz pytanie: czy naprawdę mamy do czynienia z bezpodstawnym wezwaniem? Czy może raczej z nadgorliwością połączoną z brakiem wiedzy o tym, jak działa ludzki organizm po kilku kieliszkach?
Mandat – jak rozumiem – miał być nauczką. Ale czy nie jest to przypadkiem kara za troskę? W końcu facet nie zadzwonił, żeby zrobić sobie żart, tylko dlatego, że się przestraszył. A że jego koleżanka spała snem sprawiedliwego – cóż, zdarza się.
🎯 Ku Prawdzie
Sen po kieliszku to już sprawa dla służb? A może dla satyry? A może więc zamiast mandatu należałoby wręczyć broszurę: Jak odróżnić sen po alkoholu od utraty przytomności? Albo jeszcze lepiej – kurs szybkiego rozpoznawania stanu po kieliszku. Policja mogłaby nawet wprowadzić nową kategorię wykroczeń: Nieuzasadniona panika po imprezie.
Bo przecież w Kętrzynie – jak widać – nawet sen po kieliszku może skończyć się mandatem. A ja pytam: kto tu naprawdę zaspał – koleżanka, czy zdrowy rozsądek?
