Są takie momenty, kiedy człowiek patrzy na działania rządu i zastanawia się, czy to jeszcze polityka, czy już sabotaż. Dzisiejsza konferencja PiS w Sejmie była właśnie takim momentem. Według mówców – Ryszard Bartosik, Anna Gembicka i… – od 1 maja Europa otworzy się na żywność z Ameryki Południowej tak szeroko, jakby ktoś w Brukseli postanowił zrobić z UE darmowy targ. A polski rząd? Zajęty pisaniem listów. I udawaniem, że wszystko jest w porządku.

🌩️ Kiedy prawo przeszkadza, prawo się wyrzuca do kosza
Według uczestników konferencji Komisja Europejska postanowiła wprowadzić umowę Mercosur mimo niezakończonych procedur. Rozdzielono ją na dwie części, pominięto Parlament Europejski, a decyzja Rady UE pozwala stosować ją, zanim zostanie formalnie przyjęta. To nie jest „przyspieszenie”. To jest wycieranie butów o własne traktaty. A wszystko — jak twierdzą mówcy — w imię ratowania niemieckiej gospodarki. Jeśli to prawda, to ktoś tu naprawdę zapomniał, że Unia to wspólnota, a nie firma z centralą w Berlinie.
🚜 Rolnictwo tonie, rząd gra w korespondencję
Polscy rolnicy mają pełne magazyny zboża, taniejące mleko, rosnące koszty i problemy z zakupem nawozów. A rząd? Rząd pisze listy. Listy! W sprawie, która — według mówców — może wywołać krach na rynku rolnym.
„Czy uważa pan, że napisanie listu załatwia sprawę?”
— pytają politycy PiS. I trudno nie poczuć wściekłości, bo jeśli to jest reakcja państwa na kryzys, to równie dobrze mogliby wysłać gołębia pocztowego.
☣️ Jakość żywności? Spokojnie, przecież mamy… nic
Najbardziej bulwersujący fragment konferencji dotyczył jakości importowanej żywności. Według mówców produkty z Mercosuru mają przekroczone normy antybiotyków, zawierają substancje zakazane w UE, a europejskie instytucje nie mają możliwości skontrolować tego, co do nas wjedzie. Pada zdanie, które powinno być syreną alarmową:
„Nie mamy w Europie sił, nie mamy środków, nie ma instytucji, która byłaby w stanie to skontrolować”.
A potwierdzony przypadek skażonego mięsa z Urugwaju to — w tej narracji — dopiero początek. Jeśli to ma być przyszłość europejskiego rynku żywności, to ktoś tu naprawdę stracił kontakt z rzeczywistością.
🧨 Stefan Krajewski — minister, który patrzy, jak płonie stodoła
Głównym celem konferencji był minister rolnictwa Stefan Krajewski. I trudno się dziwić. Obiecał zaskarżyć umowę do TSUE — nie zaskarżył. Miał działać — pisał listy. Miał bronić rolników — milczał. Miał reagować na kolejne umowy handlowe — nie reagował. W pewnym momencie padło określenie Stefan Katastrofa Krajewski. Brutalne? Owszem. Ale w tej narracji minister wygląda jak człowiek, który stoi obok płonącej stodoły i mówi: spokojnie, wysłałem maila.
🌏 Australia, Ukraina, Indie — otwarte granice, zamknięte oczy
Konferencja przypomniała też o innych umowach handlowych: z Ukrainą, Indiami i Australią. Z tej ostatniej ma przypłynąć m.in. 30 tys. ton wołowiny, 35 tys. ton cukru i 8 tys. ton mleka w proszku. Wszystko to przedstawiono jako serię decyzji, które — zdaniem PiS — wpuściły do Europy produkty słabej, niskiej jakości. Jeśli to prawda, to ktoś tu naprawdę pomylił politykę handlową z otwartym bufetem.

⚠️ Wściekłość jest nie tylko zrozumiała — jest konieczna
Można nie lubić PiS. Można nie lubić Tuska. Ale trudno nie poczuć wściekłości, kiedy słyszy się, że od 1 maja do Europy ma płynąć żywność, której nikt nie będzie w stanie skontrolować, a rząd — według mówców — nie robi nic, bo nie chce się narazić Komisji Europejskiej. To nie jest spór partyjny. To jest spór o bezpieczeństwo żywnościowe, o przyszłość polskiej wsi i o to, czy państwo ma jeszcze instynkt samozachowawczy. Bo jeśli nie ma — to naprawdę jesteśmy w tarapatach.
