Spotkanie z Pawłem Jaszczukiem w Filii nr 13 MBP w Olsztynie, było jak zajrzenie do głowy pisarza, który nie tylko nie zamyka rozdziałów, ale wraca do nich z uporem godnym kronikarza snów, wilków i warmińskich ścieżek. A publiczność chyba dostała więcej, niż… oczekiwała 😉

🛌 Testament, który wraca jak sen
Katarzyna Janków‑Mazurkiewicz zaczęła od pytania, które wisiało nad spotkaniem jak dobrze znany duch: czy Jaszczuk naprawdę wraca do Kortowa? Autor potwierdził bez wahania — wraca. Bo ta historia nie pozwala spać. I to nie w przenośni. Pierwszy Testament narodził się ze snu, pisany był na walizkowej maszynie, przepisywany siedem razy, poprawiany, wyrzucany i znów poprawiany. Teraz dojrzewa do niego po raz trzeci — w postaci Testamentu Jürgena.
Do powieści i bohaterów się dojrzewa. Z latami widzi się, że można było coś zrobić lepiej.
W świecie, w którym wielu autorów udaje, że ich debiuty były arcydziełami, ta szczerość działa jak kubeł zimnej wody.
🌲 Warmia bez lukru i bez fetyszyzowania
Publiczność chyba chciała usłyszeć, że Warmia jest magiczna, wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Paweł Jaszczuk nie dał się wciągnąć w regionalny romantyzm. Powiedział wprost: nie fetyszyzujmy Warmii. Przyroda jest piękna wszędzie, tylko trzeba wstać o piątej rano. A to, jak wiadomo, wymaga albo silnej woli, albo żony, którą da się przekonać. Jednocześnie opowiedział o własnym poczuciu obcości po przyjeździe do Olsztyna — o mieście, z którego znikały pruskie symbole, o pomniku Lentza znalezionym w lesie i o tym, jak dopiero napisanie powieści pozwoliło mu powiedzieć: Olsztyn jest mój.
🐺 Sny, wilki i fotografia — pisarz w terenie
Paweł Jaszczuk nie ukrywa, że jego literackie pomysły rodzą się nie tylko przy biurku. Czasem rodzą się… na spacerze z wilczurem, który udaje wilka, albo na spływie kajakowym, gdzie autor dyktował fragmenty Foresty Umbry prosto z rzeki. To właśnie z takich doświadczeń powstają jego patchworkowe powieści — zszywane z podróży, snów, zdjęć i opowieści zasłyszanych od ludzi, którzy potrafią rzucić urok w ratuszu. Tak, rzucić urok. I tak, Jaszczuk ma na to łacińską kontrformułę od poety Stefana Połoma i… nosi ją w portfelu.
🏡 Od mroku do światła — tryptyk o starości
Po thrillerze Sekret antykwariusza, który — jak przyznał — doprowadził go do nocnych pobudek i zawrotów głowy, Jaszczuk musiał odbić w stronę światła. Tak powstała Szczęśliwa przystań i kolejne tomy tryptyku o starości. Kilka dziesiątek bohaterów, każdy z własną historią, każdy z własnym charakterem. Żeby się w tym nie pogubić, autor stworzył sobie katalog postaci — coś jak prywatny spis treści, tylko bardziej uporządkowany. To literatura o starości, ale nie sentymentalna. Raczej o tym, że ludzie — niezależnie od wieku — potrafią się ścierać, różnić i nadal być razem. Jak na sali biblioteki.
📖 Klasyka, pamięć i pytania o tożsamość
W rozmowie wracał Wańkowicz, Na tropach Smętka, reportaże z lat 30., a także pytania o to, dlaczego młodzież nie garnie się do takich lektur. Jaszczuk nie dramatyzował — po prostu stwierdził, że:
Wańkowicz zwyciężył dla tych, którzy mają w sobie rdzeń polskości, wyniesiony z domu.
To zdanie wybrzmiało mocno. I wcale nie było patetyczne — raczej trzeźwe.
🏥 Kortowo, historia i literacka ostrożność
Z sali padło pytanie do autora o mroczne wątki kortowskie: śmierć dyrektora szpitala, losy pacjentów, eutanazję. Paweł Jaszczuk odpowiedział uczciwie: nie jest badaczem faktów. Zainteresowanych tematyką odesłał do Piechockiego i Białkowskiego, a sam w Testamencie Jürgena przyjmuje perspektywę dziennika, nie historycznej rekonstrukcji. To rzadki przypadek pisarza, który nie udaje eksperta od wszystkiego.
🎵 Muzyka, która domyka opowieść
Spotkanie miało także muzyczny wymiar — od Cage’a i ciszy, przez Budkę Suflera, Okudżawę i Czerwone Gitary, aż po Komedę i Osiecką. To nie były przypadkowe wybory — raczej ścieżka dźwiękowa do twórczości Jaszczuka. Finał z Nim wstanie dzień był jak klamra — melancholijna, ale nie smutna.
✍️ Pisanie, które nie daje spokoju
Najważniejsze zdanie padło mimochodem:
Gdybym mógł napisać coś raz doskonale i do tego nie wracać… ale nie potrafię.
I całe szczęście. Bo dzięki temu powstają książki, które żyją, dojrzewają i wracają — jak sny, które nie chcą się skończyć.
