
Pijany rowerzysta z Węgorzewa i przejażdżka droższa niż lot do USA
Czasem człowiek szykuje się do snu, a tu jakaś absurdalna historia wyrywa go z łóżka skuteczniej niż budzik. Tym razem bohaterem jest pijany rowerzysta z Węgorzewa, który postanowił pobić lokalny rekord kreatywności po alkoholu.
Najpierw wydmuchał 4 promile, dostał 2,5 tysiąca mandatu, wrócił do domu… i po chwili ruszył w trasę na drugim rowerze. Znowu go zatrzymano. Znowu promile. Znowu 2,5 tysiąca.
💵 Razem 5 tysięcy złotych
I teraz najlepsze: za te pieniądze można polecieć LOT-em do USA i wrócić. Naprawdę. Wystarczy spojrzeć na aktualne ceny — bilety w dwie strony zaczynają się od ok. 1800 zł, a typowy lot to 2500–4500 zł.
Czyli nasz bohater mógłby polecieć do Nowego Jorku, przejść się po Times Square, wrócić do Polski… i jeszcze zostałoby mu na hot-doga. A on wybrał… dwie rundki po Węgorzewie.
🚲 Humor humorem, ale…
Nie będę się pastwił nad komunikatem policji — w końcu to ich praca informować o takich przypadkach. Ale trudno nie zauważyć, że ta historia to gotowy scenariusz do komedii.
Bo facet: dwa razy wsiadł na rower, dwa razy został zatrzymany, dwa razy zapłacił, a wszystko w jeden wieczór. To już nie jest jazda po alkoholu. To jest ekspresowy kurs ekonomii stosowanej.
🎯 Puenta Ku Prawdzie
W normalnym świecie człowiek po 4 promilach idzie spać. W polskim świecie — idzie po drugi rower.
I choć cała sytuacja jest absurdalna, to jedno trzeba przyznać: mało kto może powiedzieć, że jego rowerowa przejażdżka kosztowała więcej niż lot przez Atlantyk.
A nasz bohater może.
