W Polsce od lat trwa cicha wojna o to, kto właściwie jest gospodarzem państwa. Nie o granice, nie o ideologie — o samą definicję Narodu. Po wystąpieniu Stanisława Michalkiewicza w Mielcu trudno udawać, że nic się nie stało. Bo jeśli ma rację, to od 80 lat żyjemy w kraju, gdzie obok historycznych Polaków działa polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza, pasożytująca na państwie z pokolenia na pokolenie.

🔍 Wrzesień 1939: początek rozpadu
Według Stanisława Michalkiewicza jednolity naród polski przestał istnieć już na początku września 1939 roku. Amnestia Mościckiego, rozpad struktur państwowych, otwarte więzienia i fala kryminalistów wracających do swoich ulubionych zajęć — tak wyglądał start tej historii.
Na prowincji bandytyzm wyrósł na skalę, którą hrabia Ronikier opisywał jako: plagę. Państwo nie istniało, okupant miał inne priorytety, a wieś stała się przestrzenią bezpańską. To był pierwszy moment, w którym naród zaczął się rozwarstwiać.
🔥 GL/AL: rebranding band rabunkowych
W 1941 roku Sowieci zaczęli zrzucać swoich emisariuszy na tyły frontu. Ci szybko dotarli do lokalnych band i przedstawili im ofertę, której nikt nie odrzuca: albo przyjmujecie naszych dowódców i polityuków, albo zostanie po was… mokra plama.
Tak powstała Gwardia Ludowa, a później Armia Ludowa — formacje, które nie tyle walczyły, co kontynuowały dotychczasowy tryb życia, tylko pod nowym szyldem. Akcje bojowe, których łupem była damska bielizna i pościel, mówią same za siebie.
🧱 1944: wejście do aparatu i narodziny nowej elity
Po wejściu Armii Czerwonej ci sami ludzie trafili do UB i Informacji Wojskowej. To właśnie wtedy historyczny naród polski został zmuszony do współdzielenia państwa z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą. Środowiskiem, które nie zna języków obcych, ale doskonale zna język interesu, lojalności wobec silniejszego i pasożytowania na państwowym organizmie.
🧬 Dziedziczenie pozycji: aktorzy, piosenkarze, konfidenci
Wspólnota ta — jak twierdzi Michalkiewicz — nie tylko przetrwała, ale i reprodukuje się pokoleniowo. Dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci piosenkarzy piosenkarzami, a dzieci konfidentów… cóż, tradycja zobowiązuje. To nie jest zwykły nepotyzm. To mechanizm utrwalania wpływów, który ma zapewnić ciągłość pewnej elity — tej, która żyje z państwa, a nie dla państwa.
🗂️ Trzej ludzie z teczkami na czele rewolucji
W opowieści Stanisława Michalkiewicza szczególnie mocno wybrzmiał wątek sierpniowych strajków. Na czele trzech najważniejszych ognisk protestu stali ludzie, którzy już wcześniej mieli swoje „zobowiązania” wobec Służby Bezpieczeństwa: w Gdańsku – Lech Wałęsa, w Szczecinie – Marian Jurczyk, w Jastrzębiu‑Zdroju – Jarosław Sienkiewicz.
Wszyscy trzej byli konfidentami SB. System miał więc pełną kontrolę nad ruchem, który w teorii miał go obalić. Problem w tym, że kontrola wymknęła się z rąk — i wtedy: nie było innej rady, jak zmobilizować armię, żeby nas wzięła za mordę. Tak narodził się stan wojenny, a część liderów wysłano za granicę, by nie przeszkadzali w dalszym układaniu przyszłego porządku.
💼 Transformacja: uwłaszczenie i ubezpieczenie
W drugiej połowie lat 80. bezpieka — najtwardsze jądro systemu — zaczęła przygotowywać się do świata bez Sowietów. Skoro w nowym ustroju liczyć się miał stan posiadania, należało go szybko zgromadzić. Stąd spółki nomenklaturowe, FOZZ i wielkie uwłaszczenie przełomu lat 80. i 90. Do tego dochodziło „przewerbowanie” do przyszłych sojuszników — ruch, który miał zapewnić ochronę, gdyby ktoś kiedyś wskazał palcem i powiedział: to on wszystkiemu winien. Tak powstała teoria trzech stronnictw: ruskiego, pruskiego i amerykańsko‑żydowskiego. rotacyjnie sprawujących władzę, każde z własnym zapleczem i własnym interesem.
🧛♂️ Wspólnota rozbójnicza dziś
Polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza – ta struktura nie tylko przetrwała, ale ma się świetnie. To środowisko, które potrafi żyć w każdym systemie, pod każdym szyldem i z każdym sojusznikiem — byle tylko zachować dostęp do państwowego ciała, z którego można ssać.
🔇 Alternatywa, której nie wolno cytować
W finale wystąpienia Stanisława Michalkiewicza padła propozycja, którą prowadzący od razu zapowiedział… do wypikania. Nie ma sensu jej powtarzać — wystarczy powiedzieć, że Stanisław Michalkiewicz postawił sprawę ostro: albo wspólnota rozbójnicza zmieni swoje nastawienie do państwa, albo… i tu wchodzi cenzura platform.
🧭 Co z tego wynika?
Niezależnie od tego, czy ktoś zgadza się z tą wizją, jedno jest pewne: to nie jest analiza historyczna, to jest akt oskarżenia. Polska nie jest państwem jednego Narodu, lecz dwóch populacji: historycznych Polaków, oraz polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, która od 80 lat żyje z państwa, a nie dla państwa. To diagnoza brutalna, ale konsekwentna. I po tej debacie trudno udawać, że jej nie usłyszeliśmy.
