🎦 Psia dupa! Fajny film obejrzałem! Listy do M. 2

Idąc do kina staram się iść z „czystą głową”. Psia dupa! Pójście na film Listy do M. 2 nie mogło takie być. Chcąc nie chcąc, coś do mnie dotarło z medialnego szumu.

Komedie romantyczne nie należą do moich ulubionych gatunków, na które wybieram się do kina z wewnętrznego przymusu. W tym wypadku przeważyła opinia kobiety, że nie będę się nudził na tym seansie. W niedzielę wybraliśmy się do olsztyńskiego Multikina i przy pełnej widowni przeżyłem całkiem niezły film. Byłem przekonany, że pierwszej części Listów do M. nie oglądałem. Tuż po seansie, kobieta wyprowadziła mnie z błędu.

Ponoć byliśmy na tym filmie w 2011 roku! Zabijcie… nie pamiętałem.

Ani teraz, ani podczas oglądania Listów do M. 2 nie przypomniałem żadnej sceny z pierwszej części. Znaczy, że jak oglądałem to znaczy, że obejrzałem i… zapomniałem. Znaczy były to flaki z olejem 😉 Dobry film zapamiętuję na dłużej, dzięki całokształtowi, lub utrwalają mi się z filmu, jakieś szczególne sceny, czy dialogi. Z Listów do M nie pamiętam nic!

Dzięki temu Listy do M. 2 oglądałem bez uprzedzeń. Ot, chciałem przez ok. 2 godziny, coś w kinie przeżyć. Podczas seansu Listów do M. 2 był śmiech i były łzy. Tak przyznaję się. Pociekły mi łezki przy kilku scenach. Mam to głęboko w 3D, jeżeli ktoś powie, że to nie męskie, czy też będzie się ze mnie wyśmiewał.

Mój czas i dziękuję twórcom filmu, że go nie zmarnowałem, oglądając ich przedświąteczny prezent. Nie jest to, w żadnym razie dzieło wybitne. Ot, dobra komedia romantyczna. Opowiadane historie toczą się w Wigilię Bożego Narodzenia i jak można się było od początku filmu domyślić, muszą wszystkie zakończyć się happy endem, już przy wigilijnej kolacji.

W sumie fabuła w tym filmie nie istnieje.

To są krótkie „skecze” na temat miłości w wigilijnym anturażu. Opowiadanie ich nie ma żadnego sensu. Czy można – z dobrym skutkiem – opowiedzieć np. program kabaretu Ani Mru Mru? Nastrojowa muzyka, wartka akcja, niezła gra aktorów i dobra reżyseria sprawiają, że Listy do M. 2 z pewnością wejdą na stałe do telewizyjnych programów w wigilię każdych następnych Świąt Bożego Narodzenia.

Będą tacy, którzy powiedzą, że to filmowe disco polo… i OK! Tego filmu nie warto analizować. Warto go obejrzeć i… zapomnieć. Ja zapamiętam ten film choćby z powiedzenia, które pada kilkakrotnie z ust Tomasza Karolaka: psia dupa! Przestałem tego aktora lubić, gdy dał ciała, angażując się w kampanię prezydencką Bronisława Komorowskiego, ale w tym filmie – jak na mój gust – jest wiarygodny.

Psia dupa! Polecam pójście do kina na film Listy do M. 2 wszystkim miłośnikom dobrej komedii romantycznej. Nie koneserom kina… psia dupa!

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *