Rządowa koza albo „Co z tą Szwecją”?

Normalny porządek rzeczy jest taki, że gdy w jakimś zakątku świata dzieje się coś chorobliwie dziwnego, niepokojącego, np. ludzie zaczynają chorować i umierać z powodu nieznanej, zakaźnej choroby – lekarze starają się znaleźć jej przyczynę i lek na tę chorobę. Kiedy ta choroba zakaźna zaczyna się rozszerzać na znaczny obszar kraju – ogłaszana zostaje nadzwyczajna sytuacja zwana epidemią.

Tak było z epidemią ospy prawdziwej (naturalnej) we Wrocławiu w 1963 roku.

Od pierwszego zachorowania do momentu ogłoszenia epidemii (w dniu 17 lipca 1963r) minęło aż 47 dni. W związku z brakiem dostatecznej informacji w Polsce krążyły plotki, że we Wrocławiu ludzie umierają na ulicach, a na chodnikach leżą trupy.

Z powyższą historyczną notką porównaj pierwsze informacje z Chin, a później z Lombardii we Włoszech!

Dopiero, gdy choroba zaczyna dotykać bardzo wielu ludzi na całym świecie – zostaje nazwana pandemią.

Od 17-go listopada 2019 r. rozpoczęły się paniczne relacje z Wuhan w Chinach. Potem zaczęły pojawiać się przypadki tej zakaźnej choroby w różnych innych krajach. A szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus ogłosił 11-go marca 2020 roku:

sformułowaliśmy ocenę, że COVID-19 można scharakteryzować jako pandemię.

W połowie maja tego roku (2021), po 1,5-rocznym okresie restrykcji, zakazów, obostrzeń i lockdownów – widzowie stacji telewizyjnych, szczególnie tych prezentujących wiadomości polityczne, mogli obejrzeć na ekranach telewizorów radość mieszkańców wielu krajów europejskich.

Radość i szczęście prezentowane przez obywateli tych krajów wyjaśniane było tym, że rządy odwołują wprowadzone przez te rządy lockdowny (czyli zastopowanie gospodarki), oraz większość uciążliwych restrykcji skierowanych przeciwko swoim obywatelom (oczywiście dla dobra tychże obywateli).

Po prostu rząd wyprowadził kozę…

Wcześniejsze niezadowolenie ludzi i próby demonstracji antyrządowych z powodu restrykcji, uśmierzane były siłami policji.

Działo się to w wielu krajach dotkniętych najostrzejszymi obostrzeniami, oprócz Szwecji.

Bo tylko jeden europejski kraj – Szwecja – nie wykazywał tego szczęścia, tej radości i wdzięczności dla rządu, prezentując się dość dziwnie na tle innych krajów.

Szwedzi po prostu nie mieli powodów do podobnych wybuchów radości jaki widziano w innych krajach, ale też (co ważniejsze!) nie mieli powodów do demonstracji antyrządowych.

Ten brak radości da się wytłumaczyć tym, że Szwecja praktycznie nie wprowadziła u siebie stopowania gospodarki ani działań wymierzonych w swoich obywateli.

A mimo tego (a może właśnie dlatego!) wskaźnik śmiertelności na covida wśród populacji szwedzkiej jest podobny w porównaniu do wielu innych krajów, nawet tych, gdzie zarządzone restrykcje były bardzo ostre i dotkliwe.

Mowa jest o wskaźniku najbardziej zobiektywizowanym i miarodajnym, tj. liczbie zgonów na 1 milion mieszkańców.

Na przełomie stycznia i lutego 2021 sytuacja Szwecji i Polski według tego wskaźnika była bardzo podobna, chociaż my wówczas byliśmy minimalnie lepsi, bo mniej ludzi umierało właśnie u nas.

Natomiast aktualnie (stan na 15-go maja 2021) Szwecja dużo lepiej prezentuje się niż nasz kraj sponiewierany lockdownem i wszelkiego rodzaju restrykcjami (oprócz godziny policyjnej).

Według worldometers jesteśmy zdecydowanie gorsi od naszych sąsiadów z północy bo wskaźnik umieralności na 1 mln mieszkańców wynosi dla Szwecji – 1400 a u nas – prawie 1900, co oznacza, że tam umiera mniej o ponad 30% ludzi.

Warto zaznaczyć, że z tym relatywnie korzystnym wskaźnikiem umieralności na COVID-19, Szwecja pozytywnie wyprzedza, między innymi, takie kraje jak Francja, Meksyk, Hiszpania, USA czy Wlk. Brytania, a także (razem z nami) również Brazylię czy Włochy.

Od początku tzw. pandemii Szwedzka Agencja Zdrowia Publicznego informowała, że noszenie maseczek nie jest przez nią rekomendowane.

Zdaniem Szwedów wśród argumentów przemawiających na niekorzyść zasłaniania nosa i ust, znajdował się brak skuteczności tego rozwiązania, a nawet jego potencjalna szkodliwość.

W ślad za tym coraz więcej miast zabraniało noszenia maseczek, i tak np. władze gminy Halmstad zakazywały używania maseczek czy przyłbic w szkołach.

Z kolei bibliotekarze w mieście Kungsbacka zostali poinstruowani, by nie zasłaniać twarzy i nosa.

Pomimo tego niezwykle liberalnego podejścia do spraw stosowania maseczek (niektórzy nazwaliby lekkomyślnego), wyniki Szwedów co do umieralności są takie, jak w wielu innych krajach.

Trzeba koniecznie przypomnieć o tzw. nadmiarowej umieralności, tj. liczbie zgonów w czasie kryzysu, która wykracza poza poziom z poprzednich lat.

Są to więc nie tylko osoby zmarłe z powodu COVID-19, ale również ofiary powikłań w chorobach przewlekłych, niewydolności służby zdrowia lub utrudnionego dostępu do specjalistów i braku diagnoz.

Inaczej mówiąc: nadmiarowa umieralność – jest to śmiertelność spowodowaną wszystkimi przyczynami. Najlepiej przedstawia to infografika.

Nadmiarowe zgony 2020

 

Widać w niej, że Szwecja w roku 2020, stosując swoją, kontrowersyjną ale skuteczną politykę zdrowotną, zanotowała ok. 11-procentową nadumieralność – przy średniej unijnej wynoszącej 17%.

To stawia ją w czołówce krajów UE poświadczając skuteczność działań!

Natomiast Polska w zestawieniu z tego samego roku zepchnięta jest na (najgorszą) pozycję, zajmując ostatnie miejsce z najwyższą nadumieralnością w wysokości 23,5% – co stanowi wg danych oficjalnych – ok 70 tysięcy zgonów.

W tymże 2020 roku zmarło w Polsce prawie 500.000 osób.

Wiele osób, niezbyt zainteresowanych sytuacją uważa, że Szwedzi cierpią z powodu restrykcji.

A wystarczy porównać ich obostrzenia do restrykcji, które zafundowały rządy swoim obywatelom w innych krajach.

Proszę czytać uważnie:

Władze Szwecji nie zdecydowały się na wprowadzenie lockdownu. Najpoważniejsze restrykcje to limit zgromadzeń do ośmiu osób oraz ograniczenie otwarcia lokali gastronomicznych do godz. 20.30.

I jakże trudno jest polemizować z następującymi poglądami:

Czy warto tracić czas na Szwecję?

Przecież świat nie może się mylić! To nie może być „jakaś tam” odmiana grypy! To cały świat MA rację i cały świat boi się koronawirusa, dlatego świat poważnie podchodzi do problemu.

Nie można zwracać uwagi na wygłupy Szwedów… nawet wtedy, kiedy ich wyniki zdrowotne są takie same lub podobne jak w wielu innych krajach. A nawet wtedy kiedy są lepsze.

Szwedów należy ignorować i ich nie zauważać!

Tak jak to robią prawie wszystkie stacje telewizyjne w Polsce, czy to rządowe czy też nierządne.

Na marginesie: według szacunków pandemia hiszpanki z lat 1918-20 mogła uśmiercić nawet do 100 mln ludzi, a więc aktualna tzw. „pandemia” koronawirusa jest niewielka, stanowi bowiem ok. 3,5 procenta tamtej biorąc pod uwagę liczbę dotychczasowych zgonów.

Zastanawiające z kilku powodów jest podejście rządów do akcji szczepień na koronawirusa.

Jeden to taki, że firmy farmaceutyczne produkujące szczepionki wymigały się przed odpowiedzialnością za problemy mogące wyniknąć po szczepieniach.

I to, że rządy przyjęły ten unik producentów bez mrugnięcia okiem, biorąc na siebie odpowiedzialność za komplikacje poszczepienne.

Drugi powód jest taki, że według procedur całość badań nad szczepionkami miała się zakończyć w 2023 roku, jednak już teraz zostały dopuszczone do stosowania.

Decyzję o dopuszczeniu tłumaczono wyjątkowością sytuacji, pilną potrzebą ratowania ludzi etc.

Nie wykazano natomiast podobnej pobłażliwości dla dopuszczenia do stosowania innych leków, które mogłyby w szerszym zakresie pomóc w leczeniu covida.

Jednym z takich leków, stosowanych we wczesnej fazie choroby jest amantadyna, przebadana i udokumentowana naukowo przez doktora Bodnara z kliniki w Przemyślu na stuosobowej próbie chorych (100 osób).

Marcin Warchoł – Wiceminister Sprawiedliwości publicznie podkreślał, że został wyleczony amantadyną przez doktora Bodnara.

Nie wiem, czy dobrze rozumuję, ale… leczenie (i wyleczanie) chorych niezgodnie z procedurami jest niewłaściwe? Mimo, że leczenie jest skuteczne?

A czy odwrotna sytuacja jest na pewno właściwa? To jest taka, kiedy ludzie umierają, ale dzieje się to zgodnie z procedurami?!

I jeszcze jedno: wyobraźcie, że pacjent doktora Bodnara umiera. Czyż nie zrobiono by z tego afery i hałasu? A gdyby tych pacjentów było wielu?

Na pewno by rozdmuchano te śmiertelne przypadki, a przede wszystkim utrącono by starania o oficjalne zezwolenie do zastosowania amantadyny w leczeniu covida, bo… przecież są inne leki.

Na przykład remdesivir, który kosztuje 10.000 zł podczas gdy amantadyna tylko 10 zł (słownie: dziesięć). Warto znać tę różnicę!

Marian Zdankowski

Za bardzo się nie cieszcie! Obecna fala „pandemii” nie musi być ostatnia! 🙂

Kiedy do rabina przyszedł Żyd skarżąc się, że nie może wytrzymać w swoim maleńkim mieszkanku, bo ośmioro dzieci robi wielki hałas i bałagan i brud i żona zrzędzi i teściowa marudzi – rabin poradził przyprowadzić do domu kozę. Na protesty odrzekł, że po tygodniu Żyd ma wrócić i powiedzieć rabinowi jak było. Kiedy po tym czasie Żyd wrócił z awanturą, że jest jeszcze gorzej bo doszedł jeszcze i smród kozi, rabin poradził mu wyprowadzić z domu kozę i wrócić za tydzień do niego. Ale już następnego dnia radosny Żyd pojawił się wychwalając mądrość rabina i będąc mu wdzięcznym za radę, bo teraz w domu jest o niebo lepiej niż było.

A teraz wiele rządów wyprowadza tę kozę – za co powinniśmy być im wdzięczni i radośni?! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *