Smacznego jajka! Wesołego Alleluja!

Wielkanoc to czas radości i zabawy.  W Wielką Niedzielę radujemy się ze zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. W Wielkanocny Poniedziałek radujemy się z odejścia zimy i nastania wiosny.

Szukając jednego obrazu, który by mi się kojarzył jednoznacznie z Wielkanocą, doszedłem do wniosku, że to pisanki są właśnie takim moim symbolem tego święta.  Nie baranek, nie króliczek, nie kurczaczek, nie koszyczek ze święconką a zwykłe jajka.

Kurze jajka ale ugotowane na twardo i okraszone. Pamiętam też czasy gdy własnoręcznie zdobiłem je oryginalnymi wzorkami. Miło wspominam zabawę w gronie rodzinnym: czyja pisanka okaże się najtwardsza i wyjdzie cało z kilku pojedynków. Stukanie się dupkami pisanek, było sportowym wydarzeniem tego święta.  Zwycięzca był jeden i z dumą przystępował do konsumpcji swojej pisanki. Niekiedy zwycięzca darował życie mocnej pisance i jej nie konsumował ale wtedy czekał ją los… zbuka.

Wielkanocny Poniedziałek to oczywiście śmigus-dyngus. Kiedyś  „śmigus głównie polegał na symbolicznym biciu witkami wierzby lub palmami po nogach i oblewaniu się zimną wodą, co symbolizowało wiosenne oczyszczenie z brudu i chorób, a w późniejszym czasie także i z grzechu. Na śmigus nałożył się zwyczaj dyngusowania (dyngowanie), dający możliwość wykupienia się pisankami od podwójnego lania… Dyngus wywodził się od wiosennego zwyczaju składania wzajemnych wizyt u znajomych i rodziny połączonych ze zwyczajowym poczęstunkiem, a także i podarunkiem, zaopatrzeniem w żywność na drogę… Słowianie uważali, że oblewanie się wodą miało sprzyjać płodności, dlatego oblewaniu podlegały przede wszystkim panny na wydaniu  Czynność oblewania była dla nich zdecydowanie ważniejsza, bowiem ta panna, której nie oblano bądź nie wychłostano, czuła się obrażona i zaniepokojona, gdyż oznaczało to brak zainteresowania ze strony miejscowych kawalerów i perspektywę staropanieństwa. Z kolei chłopiec który oblał lub wychłostał więcej dam mógł czuć większe szczęście i powodzenie w roku.” – za Wikipedią.

Czytając powyższe dochodzę do konstatacji, że z tego zwyczaju pozostało nam… oblewanie się wodą bez ideologii. Dobrze, gdy to tylko symboliczne skrapianie się wodą. Gdy wszyscy jeszcze śpią, ranny ptaszek robi pozostałym pobudkę… sikając z plastikowego  jajeczka.

W Wielkanocny Poniedziałek – zanim dojrzałem – otrzymywałem prezenty od matki i ojca chrzestnych. Chrzestni mieszkali dosyć daleko od mojej wsi rodzinnej, to wyprawy po „wykup” były niezłymi eskapadami. Najcenniejszy wykup jaki dostałem, to był aparat fotograficzny Ami. Jak się okazało w praktyce, wielką sztuką było zrobienie tym aparatem zdjęcia wyraźnego i odpowiednio naświetlonego. Po kilku zmarnowanych kliszach, aparat poszedł w zapomnienie, i chyba nie mam w albumach żadnego zdjęcia nim zrobionego.

Jeszcze raz! Smacznego jajka! Wesołego Alleluja!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *