Polska wieś zna różne historie: raz ktoś znajdzie grzyba większego niż własna głowa, innym razem karton papierosów bez akcyzy. Ale żeby w bagażniku znaleźć się z wieńcem jelenia byka – to już wyższa szkoła leśnej improwizacji.
40-letni mieszkaniec gminy Biała Piska, jak sam twierdzi, nie wiedział, że wrzucenie do bagażnika volkswagena poroża jelenia… wraz z głową to czyn zabroniony. Ot, pewnie myślał, że to taki „leśny gratis” – jak jabłko spadające z drzewa albo zgubiona rękawiczka. Sęk w tym, że jabłko nie kosztuje ponad 2000 zł i nie jest własnością Skarbu Państwa.

🚓 Interwencja w stylu Dzikiego Zachodu
Strażnik leśny, niczym Sherlock Holmes w kaloszach, znalazł tuszę jelenia bez głowy i bez poroża. Wnioski były proste: ktoś urządził sobie nocne polowanie, a trofeum poszło w obieg. Policja szybko ustaliła, że trofeum nie trafiło na ścianę myśliwskiego salonu, lecz do bagażnika zwykłego kierowcy. I tak oto narodziła się nowa kategoria przestępstwa: kradzież przez przypadkowe przewłaszczenie.
🤷♂️ „Nie wiedziałem, że nie wolno”
Oskarżony przyznał się do winy, choć zapewne w głowie miał pytanie: Czy naprawdę trzeba znać kodeks, żeby wiedzieć, że głowa jelenia to nie pamiątka z lasu? Sąd nie miał wątpliwości – pięć miesięcy więzienia w zawieszeniu, dwa lata próby i kurator, który będzie pilnował, by kolekcja trofeów nie powiększyła się o kolejne „znaleziska”.
Cała sprawa pokazuje, że w Polsce nawet przypadkowy spacer po lesie może skończyć się jak odcinek „Milionerów”: jedno pytanie, jedna odpowiedź i… kara do pięciu lat więzienia.
🎯 Puenta z lasu:
Nie każdy wieniec jest na głowę. Niektóre – jak się okazuje – są na wyrok.
