
Zagrożenia dla polskiego drobiarstwa – polityczny teatr zamiast obrony interesu Polski
Sejmowe oświadczenie posła Jarosława Sachajko z 31 lipca br. to kolejny sygnał alarmowy, który w Warszawie powinien uruchomić wszystkie czerwone lampki. Nie dlatego, że polityk krzyczy — bo akurat w tym wystąpieniu nie krzyczy, choć ma powody. Dlatego, że opisuje realne zagrożenia dla polskiego drobiarstwa, a rząd – jak zwykle – udaje, że problemu nie ma.
Poseł przypomniał fakty, które w debacie publicznej giną pod stertą PR‑owych uśmiechów:
Polska jest największym producentem drobiu w UE, a 60% produkcji trafia na eksport.
To nie jest „jakiś tam sektor”. To filar polskiego rolnictwa, polskiego eksportu i polskiej pozycji gospodarczej. I właśnie w ten filar Bruksela zamierza uderzyć regulacyjnym młotem.
⚠️ Regulacyjny walec z Brukseli
W oświadczeniu padają słowa, które trudno zbyć wzruszeniem ramion. Komisja Europejska planuje:
- zaostrzenie norm produkcji i transportu,
- likwidację chowu klatkowego,
- otwarcie rynku UE na 180 tys. ton bezcłowego drobiu z Mercosur.
To nie jest „zielona transformacja”. To jest wyprowadzanie produkcji żywności poza Europę. Europejski rolnik ma inwestować, przebudowywać, modernizować, spełniać normy, płacić za kontrole – a potem konkurować z mięsem, które powstaje bez żadnych wymogów. To nie jest rynek. To jest nierówna walka, w której europejskiego producenta ustawia się w roli frajera.
Jarosław Sachajko mówi wprost:
To jest gospodarcze samobójstwo.
I trudno się z tym nie zgodzić, patrząc na skalę absurdów.
🧩 A rząd? Znowu w trybie „jakoś to będzie”
Najostrzejsza część wystąpienia dotyczy PSL i ministra rolnictwa. Padają mocne słowa o „wycieczkach po świecie” i konferencjach prasowych pełnych zapewnień. Owszem – polityczna retoryka bywa przesadzona. Ale sedno problemu jest realne: brakuje twardych działań w Brukseli.
Nie ma:
- stanowiska Polski wobec likwidacji chowu klatkowego,
- strategii wobec Mercosur,
- planu obrony sektora drobiarskiego,
- presji dyplomatycznej,
- mobilizacji parlamentarnej.
Jest za to tradycyjna polska specjalność: „spokojnie, damy radę”. Tyle że tym razem „damy radę” może oznaczać likwidację tysięcy gospodarstw.
📢 Czas na debatę, nie na PR
Wystąpienie posła Sachajko nie jest tylko krzykiem z ław opozycji. Jest testem na powagę państwa. Jeśli największy sektor eksportowy polskiego rolnictwa jest zagrożony, to rząd nie może chować się za konferencjami i uśmiechami. Musi działać.
Bo jeśli nie – to za kilka lat będziemy importować drób z Ameryki Południowej, a polskie kurniki będą tylko wspomnieniem po „zielonej rewolucji”, która miała ratować planetę, a zaczęła od likwidacji europejskiej produkcji żywności.
