Odgrzewane pyry, czyli o atomie – Jerzy Jaśkowski kontra Piotr Naimski

Obecny specjalista od atomu Piotr Naimski – biochemik z zawodu – od kilku lat wyprowadza pieniądze z budżetu, w celu budowy elektrowni atomowej w Polsce. Ba! Chłop chce nie jednej, ale od razu 6. A co! Nie moje pieniądze, to niech głupi ludek płaci, jak się uczyć nie chce.

Piotr Naimski udzielił wywiadu portalowi wnp.pl 11 listopada, chwaląc się, jak to będzie okradał mniej wartościowych mieszkańców, zamieszkujących tereny jeszcze pomiędzy Odrą i Bugiem.

W całej swojej wypowiedzi powtarza duby smolone, które przed laty głosił Jacek Marecki.

Przypominam kilka fragmentów ostatniej pracy Jacka Mareckiego, zamieszczonej w Spektrum.

Po katastrofie w Czarnobylu nastąpiło zahamowanie budowy elektrowni jądrowych, szczególnie w krajach zachodnich.

Jest to… nieprawda 😉

Zahamowanie budowy elektrowni jądrowych następowało od roku 1973, kiedy to analizy ekonomiczne wykazały, że ten system zdobywania energii elektrycznej, jest po prostu za drogi.

W 1994 roku kraje Unii Europejskiej podjęły decyzję, że budować elektrownie atomowe można tylko na wschód od Odry, a najlepiej gdzieś w Azji (Chiny, Korea itd). Jest to możliwe, albowiem za łapówki można tam wszystko załatwić.

Obecnie, żaden demokratyczny kraj nie zdecyduje się na budowę elektrowni jądrowej. Tak nagłaśniana Francja, posiada co prawda bardzo rozwiniętą energetykę jądrową, ale okazuje się, że dochodowość tego działu gospodarki jest tak mała, że długi zaciągnięte przy budowie bloków elektrowni jądrowych, spłacą Francuzi dopiero za dwieście lat.

Innymi słowy, aż 8 pokoleń Francuzów będzie płaciło za głupotę swoich dziadów, marzących o broni atomowej i mocarstwowości jądrowej.

Czy w polskim interesie narodowym jest powtarzanie tego samego błędu?

Energetyka jądrowa była najczystszym sposobem zdobywania energii.

Nieprawda 😉

Otóż, aby elektrownia jądrowa mogła działać, trzeba najpierw ją wybudować. Do tego celu potrzebne są normalne materiały budowlane, ale w ilościach nieporównywalnie większych, aniżeli do budowy konwencjonalnych obiektów.

Tak więc, aby wybudować jedną elektrownię jądrową, musimy zużyć prawie tyle samo paliw kopalnych, jak podczas długoletniej pracy elektrowni węglowej.

Nie mówiąc o tym, że porównywanie emisji gazów ze starego, przed 50 laty kotła węglowego z elektrownią jądrową, jest po prostu śmieszne.

Nowe elektrownie węglowe z odpowiednim zabezpieczeniem, prawie nie wydzielają gazów uważanych za szkodliwe.

Natomiast elektrownie jądrowe, nawet podczas bezawaryjnej pracy, stale emitują gazy promieniotwórcze.

W najbliższych 20 latach Polska, aby przeżyć, musi zdecydować się na 63 % wzrost zużycia energii.

W pracy opublikowanej w materiałach zjazdowych Gdańskiego Towarzystwa Naukowego w 1989 roku przewidywał ten autor, konieczność wzrostu  zużycia energii, aż od 250% do 350 % w okresie 35 lat.

W chwili obecnej żaden wzrost nie nastąpił i wyłączeń światła nie mieliśmy. W komunistycznych czasach bywały one i to wcale nie tak rzadko.

Prof. Marecki przewidywał  także, że będziemy musieli  mieć pokrycie energetyczne  w roku 2000, w co najmniej 19%  z energetyki jądrowej.

Ta sufitologia nie znalazła żadnego oparcia w faktach. Rząd ok. 2005 roku stwierdził, że do 2020 roku energetyki jądrowej rozwijać nie ma absolutnie żadnej potrzeby.

Nagle, za czasów prezydenta Kaczyńskiego zmienił zdanie i forsuje budowę elektrowni jądrowej, bez poparcia tego projektu jakimikolwiek rozsądnymi wyliczeniami, z wyjątkiem kasy dla swoich.

Prof. Marecki stwierdzał, że niedobory energii będziemy musieli pokrywać importem, a my sprzedajemy komu się tylko da, i jeszcze mamy tej energii za dużo.

Czołowy ekspert SEP, nawet na 15 lat do przodu przewidzieć  i zaplanować zużycia  energii  nie potrafił .

Innymi słowy, zamiast tego co chcieli energetycy, tj. zainstalowania co najmniej 43 GW w 2000 roku i 67 GW w 2020 roku, w tym energetyki jądrowej, Polska w 2000 roku potrzebowała nieco ponad 20 GW i jak wiadomo, niedużo więcej będzie potrzebowała w 2020 roku.

Polska zupełnie nie potrzebuje elektrowni jądrowych.

Eksperci powyżsi planowali gonienie przez Polskę trendu jądrowego, pięćdziesiąt lat po tym fakcie!

I tak w 1985 roku całkowita moc zainstalowana w elektrowniach jądrowych wynosiła 297 GW.

Wg prof. Mareckiego, Polska miałaby osiągnąć w ok. 30 lat później 67 GW, czyli jedną szóstą całej światowej produkcji jądrowej.

Jeszcze jeden sen o gigantomanii!

Mija 15 lat i czołowy ekspert z SEP-u nadal marzy!

Zupełnie nie bierze tego pod uwagę, że ruda uranowa to także paliwo kopalne i po roku 2020 może się okazać, że przy istniejących cenach już rudy nie będzie.

Prognozy francuskie zakładają, że tylko przez dwadzieścia lat, licząc od 1985 roku ceny tony rudy będą  porównywalne z obecnymi wyliczeniami. Potem, ze względu na zmniejszanie się zasobów rudy, ceny mogą gwałtownie wzrosnąć.

W Szwecji i Niemczech podjęto decyzję zamknięcia wszystkich 32 reaktorów. W całej Europie istnieje tylko jeden niedokończony w budowie reaktor,  tj. we Francji  (Civaux -2 o mocy 1450 MW).

Jedynymi krajami, które jeszcze się bawią energetyką jądrową są kraje azjatyckie, takie jak Korea, Chiny. Kraje te zawsze z 50 letnim opóźnieniem w stosunku do Europy goniły przemysł.

Kolejny cytat wymienionego autora:

Prawdopodobieństwo poważnej awarii w nowoczesnej elektrowni jądrowej jest jednak na tyle małe, że można go nie brać pod uwagę.

Ten cytat pokazuje całą odpowiedzialność eksperta.

Katastrofy promu kosmicznego były obliczane z prawdopodobieństwem 1 na 100.000 lotów. W rzeczywistości już 13. lot był katastrofą!

Pan Marecki nadal podaje, że odpady radioaktywne można składować w kopalniach soli, chociaż jego nauczyciel prof. Kopecki już 30 lat temu podawał, że odpadów tych nie wolno składować w kopalniach soli! Jak widać nauka poszła w las.

W tej sytuacji wydaje się niecelowe dalsze analizowanie prac tego eksperta. Nasuwa się jednak nieodparcie pytanie:

Czy Polska jest tak bogatym krajem, abyśmy mieli jako społeczeństwo finansować tego rodzaju działania?

Energetykę jądrową w Polsce musimy opłacać od 1962 roku, kiedy to na czele ministerstwa „atomowego” stanął krawiec z zawodu p. Bilik, w 1969 roku emigrujący do Izraela.

Jak do tej pory, nikt nie wie na co szły pieniądze podatnika. Wiadomo, że w ok. 5 lat po wyjeździe p. Bilika do Izraela już dysponował bombą atomową.

Dlaczego towarzystwa zajmujące się propagandą atomową otrzymują społeczne pieniądze?

Dlaczego nadal istnieje z bogatym budżetem, Państwowa Agencja Atomowa?

Agencja ta, nigdy przez żadną społeczną kontrolę nie była rozliczana.

Dlaczego za pieniądze podatników uczy się w szkołach technicznych historii rozwoju energetyki czyli atomistyki, a przeciętny absolwent politechniki nie umie skonstruować  kolektora słonecznego lub zainstalować pompy cieplnej?!

Takich pytań nasuwa się dużo więcej.

Dopóki społeczeństwo nie będzie kontrolować wydatków na pseudonaukę, to nigdy nie dorównamy krajom rozwiniętym.

Energetyka jądrowa jest właśnie przykładem takiej pseudo nauki w naszych warunkach. Już okradziono Polaków na ok. pół miliarda złotych, na utrzymywanie tego tworu zajmującego się atomem.

Naukowcy od atomistyki otrzymują wynagrodzenie miesięczne powyżej 100.000 złotych.

Zamawiali ekspertyzy u jakiś spółek australijskich i wyprowadzali pieniądze z kasy. Żadnych ekspertyz nie ma, a na to szły miliony dolarów.

Piotr Naimski twierdzi, że trzeba w Polsce wybudować ok. 6 elektrowni atomowych  o mocy 9 000 MW ,czyli w sumie ok. 54 000 MW.

W jakim celu?

Polska w 2020 roku będzie potrzebowała energii nieco ponad 20GW. Dla kogo więc mają powstać owe elektrownie atomowe?

My nie mamy przemysłu i nie widać jakiejkolwiek szansy na rozwój polskiego przemysłu.

Dlaczego Zachód chce budować, kosztem polskiego podatnika, nowe elektrownie?

To proste, świadomość zanieczyszczeń powietrza wzrasta, a wszystkie huty czy kotłownie są właścicieli zachodnich.

W Polsce jeszcze są czyste wody.

Ministerstwo Środowiska, zaraz po oddaniu przemysłu ciężkiego, albo zamknięciu polskich zakładów konkurentów dla Zachodu, już w 1993 roku zlikwidowało listę 80 największych trucicieli w Polsce.

Dlaczego?

Wszelkie przedsiębiorstwa energetyczne dostały się w „rence” niemieckie, co skutkuje systematycznym wzrostem cen prądu.

Okrada się Polaków na np. fotowoltaice, ponieważ jak oni biorą prąd od obywateli, to płacą 1/3 tego, co obywatel musi płacić za ich prąd.

Oczywiście, ogłosili naiwne programy, że Rząd czy samorząd dopłaca do zakładania fotowoltaiki, co jest jawnym kłamstwem, ponieważ żaden rząd na świecie nie produkuje pieniędzy, a tylko najpierw okrada ludność, a potem wmawia im, że coś im daje.

Dzięki temu sprytnemu kłamstwu wybudowano w Polsce już 1.000 MW fotowoltaiki, a koncerny nie wydały na to, ani grosza.

Podobnie jest z atomem.

Potrzebny jest on ciężkiemu przemysłowi, zapewniając stabilną pracę. W celu niesmrodzenia u siebie, budować chcą go w Polsce.

Wody czyste, bezrobocie itd.

Mając monopol na dezinformację, po cichu, pod stołem załatwiają sprawy, a polskojęzyczne media niemieckich właścicieli piszą tak jak trzeba i to co trzeba, aby ogłupić miejscową ludność.

W 2005 roku komisja rządowa opracowała Raport, że do 2035 roku, żadna elektrownia nie będzie nam potrzebna.

W 2007 inna komisja???? stwierdziła, że musimy budować atom?!

Dla kogo?

Największy monopolista od atomu, czyli koncern Westinghausen, od lat nie ma zamówień. Padło więc na Polskę!

Dlatego też musimy budować bazy dla Pentagonu, aby strzegły interesów City!

Jerzy Jaśkowski

Piotr Naimski: do 2040 roku chcemy mieć 6 reaktorów jądrowych

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *