Na Przełaj! Ku prawdzie też można było podążać w PRL-u!

W latach 70 — 80 ub. wieku Ryszard Wojna (zm. 2003) był znanym publicystą, lewicowym dziennikarzem, korespondentem w RFN i działaczem partyjnym, który awansował aż na zastępcę członka Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Jed­nym słowem szy­cha, nie tylko w PZPR. W 1978 roku Ryszard Woj­na napisał książkę zaty­tułowaną Roz­mowa z ojcem. Do jej lek­tu­ry zachę­cało — bard­zo poczytne ówcześnie wśród akty­wnej młodzieży — cza­sopis­mo Na Przełaj.

Dodatkowym wabikiem zachę­ca­ją­cym do lek­tu­ry Rozmów z ojcem, był ogłos­zony konkurs, dają­cy jego lau­re­atom możli­wość spotka­nia się z autorem książ­ki, w redakcji cza­sopis­ma Na Przełaj, w Warsza­w­ie. Na to spotkanie mieli być zaproszeni młodzi autorzy naj­ciekawszych reflek­sji, jakie nasuną się im po lek­turze Roz­mowy z ojcem.

Mieszkałem wtedy na wsi, daleko od Warsza­wy, dlat­ego per­spek­ty­wa dar­mowego wyjaz­du i 2-dniowego poby­tu w stol­i­cy była bard­zo atrak­cyj­na. Przy najbliższym poby­cie w więk­szym mieś­cie — Goł­dap —  zakupiłem przed­miotową książkę, i przys­tąpiłem do lek­tu­ry.

Książ­ka nie była zbyt gru­ba, bo był to zbiór, boda­jże kilku ese­jów i przeczy­tałem ją migiem. Nie była zbyt ciekawa, ponieważ nie zapamię­tałem z niej nic, poza jed­nym ese­jem, który mnie bard­zo zbul­w­er­sował. Ten jeden esej spraw­ił, że to wtedy napisałem swój pier­wszy list otwarty! Tak moi opo­nen­ci. List otwarty do J. Dziewul­skiego nie był moim pier­wszym wygłu­pem - jak to osądza­cie. Blisko 40 lat temu, gdy niek­tórych z Was, nie było jeszcze na świecie, a inni robili w pieluchy i na chleb mówili papu — ja już wal­czyłem o PRAWDĘ!

Jak pamię­tam, ten jeden esej, to była roz­mowa ojca — Ryszar­da Wojny — z jego doras­ta­ją­cym synem, o roli PZPR w PRL-u. Ryszard Woj­na tłu­maczył syn­owi, że po wielu lat­ach wal­ki o prze­wod­nią rolę PZPR, nadeszły cza­sy sta­bi­liza­cji, i par­tia staw­ia już nie na ilość, a na jakość. Argu­men­tował, że ter­az, na członków par­tii przyj­mu­je się tylko ludzi mądrych, ucz­ci­wych i aut­en­ty­cznie zaan­gażowanych.

Wyp­isz wymaluj, tak jak z poli­tyką kadrową w Policji. Komen­dant Główny Policji wkoło trąbi, że polic­jan­ci mają nie tylko przestrze­gać pra­wo, ale powin­ni reprezen­tować sobą wysok­ie morale i wartoś­ci ety­czne! Aż sam się dzi­wię, że to takie moje deja vu!

W 2014 roku w odpowiedzi na arogancję kierownictwa służbowego wyższego stopnia, usiadłem do komputera i napisałem list otwarty do Jerzego Dziewulskiego. W 1978 roku w odpowiedzi na wierutne bzdury, które głosił Ryszard Wojna, chwyciłem za długopis i napisałem list do redakcji Na Przełaj.

Opisałem w nim, że kłamst­wem jest to, co ofic­jal­nie głosi PZPR. Jakość się w ogóle nie liczy. Do PZPR zapisu­ją się ludzie, tylko dla oso­bis­tej korzyś­ci. Podałem przykłady z naszej wsi, gdzie ludzie zapisy­wali się do PZPR, ponieważ w ten sposób otrzymy­wali w pakiecie, przy­dzi­ał na mate­ri­ały budowlane, bard­zo ówcześnie defi­cy­towe lub talon na ciąg­nik.

Opisałem fasad­owość i zakła­manie wiz­yt roboczych dzi­ałaczy par­tyjnych w tere­nie. Napisałem o mal­owa­niu trawy czy zga­ni­a­n­iu bydła do jed­nej obo­ry, by było co zaprezen­tować dla towarzysza Edwar­da Gier­ka. Zabaw­iłem się w pro­ro­ka i co mi się udało w 100 % przewidzi­ałem, że jak przyjdzie kryzys zau­fa­nia do PZPR, to ci nowi członkowie jako pier­wsi odd­adzą legi­t­y­mac­je członkowskie. Tak się stało dwa lata później, gdy nadeszły cza­sy Sol­i­darnoś­ci!

Napisałem ten list, wysłałem do redakcji bez nadziei na jakąkol­wiek reakcję. Co najwyżej mogłem się spodziewać wiz­y­ty SB. Jakież było moje ogromne zdzi­wie­nie, gdy w niespeł­na dwa tygod­nie od wysła­nia lis­tu, dostałem telegraficzne zaprosze­nie na przy­jazd do redakcji, w celu wzię­cia udzi­ału w spotka­niu z Ryszar­dem Wojną. Nie omieszkałem sko­rzys­tać z tej zaskaku­jącej propozy­cji.

Jak się okaza­ło, zapros­zono z całej Pol­s­ki kilku­nas­tu autorów naj­ciekawszych reflek­sji, po lek­turze Roz­mowy z ojcem. Nasze spotkanie z Ryszar­dem Wojną było nagry­wane przez telewiz­ję i ponoć puszc­zono jak­iś tam skrót, ale ja go nie widzi­ałem. Czy­tałem tylko repor­taż z prze­biegu spotka­nia w Na Przełaj. Pamię­tam, że mi udało się zadać tylko jed­no pytanie:

dlaczego PZPR obsadza swoimi ludźmi wszystkie stanowiska kierownicze, dlaczego nie wystarczy fakt, że ktoś jest dobrym fachowcem?

Odpowiedź Ryszar­da Wojny sprowadz­iła się do stwierdzenia, że dlat­ego tak się dzieje, ponieważ PZPR chce mieć real­ny wpływ na kierowanie państ­wem. Tu zasłużył na mój sza­cunek, bo nie naw­i­jał makaronu na uszy, tak jak w książce, tylko powiedzi­ał PRAWDĘ. Aż żal za serce ściska, że minęło tyle lat, a obec­nych lumi­narzy świa­ta poli­ty­ki nie stać, na podob­ne wyz­nanie. Patrz: mój list otwarty do Jerzego Szmi­ta i jego odpowiedź.

Obec­ne kierown­ict­wo Policji zachowu­je się jak aparat par­tyjny w naj­gorszych cza­sach PRL-u. Cho­ci­aż tutaj prze­sadz­iłem. U sekre­tarza komór­ki par­tyjnej, moż­na było coś uzyskać, gdy doniosło się o niegodzi­woś­ci człon­ka PZPR. U kierown­ict­wa Policji jeżeli doniesiesz o niegodzi­wym postępowa­niu jed­nego z nich, to uzyskasz co najwyżej… kopa. Odruchy mil­i­cyjne i esbeck­ie pozostały! No cóż, w Policji tak jak i w sądown­ictwie, nie było opcji zerowej.  Obec­ni nadin­spek­torzy i gen­er­ałowie, to byli mil­ic­jan­ci, którzy mieli na tyle gięt­ki krę­gosłup moral­ny, że bez prob­le­mu ze świec­kich prześlad­ow­ców soc­jal­isty­cznej opozy­cji, przek­sz­tał­cili się w wierzą­cych krzewicieli nowego ładu. Tylko jak klęka­ją w koś­ciele, to im z butów sło­ma wyłazi.

Pod­sumowu­jąc wątek mojej dzi­ałal­noś­ci wywro­towej w PRL-u, to dowiedzi­ałem się od innych uczest­ników spotka­nia z Ryszar­dem Wojną, że Mil­ic­ja Oby­wa­tel­s­ka, a konkret­nie jej zbro­jne ramię w tych sprawach, czyli Służ­ba Bez­pieczeńst­wa, rzeczy­wiś­cie dopy­ty­wała się o mnie. Jed­nak nie odczułem żad­nych negaty­wnych kon­sek­wencji, mojej szczeroś­ci wyrażonej w liś­cie i na spotka­niu.

Nie uważam się za kombatanta opozycji PRL-u. Nie sprawdzałem też, czy założyli mi teczkę. Grunt, że wtedy nie zwolnili mnie z pracy… nie to, co teraz. Dzięki Na Przełaj, już w latach 70-tych ub. wieku podążałem ku prawdzie.

 

2 myśli na temat “Na Przełaj! Ku prawdzie też można było podążać w PRL-u!

  • 10 listopada 2015 o 04:09
    Permalink

    Mieszkałem w tym samym bloku, co Ryszard Woj­na (Warsza­wa ul. Drag­onów) i pamię­tam go jako spoko­jnego, b.miłego człowieka cieszącego się sza­cunkiem i uznaniem. Dzięku­ję Autorowi za powyższe reflek­sje.

    Odpowiedz
    • 10 listopada 2015 o 08:51
      Permalink

      Dzięku­ję! Tak jak napisałem we wpisie… raz spotkałem się z R. Wojną i do dzisi­aj mam o nim dobre zdanie. Wyróż­ni­ał się wśród komu­nistów, bo to oni potrze­bowali jego… no i powiedzi­ał mi PRAWDĘ… sza­cunek i uznanie! Poz­draw­iam warsza­w­ia­ka 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *