Powstanie Warszawskie to był zryw straceńców! Marian Lewicki

Pana Mariana Lewickiego spotkałem w olsztyńskim Parku Centralnym, gdy oczekiwałem na partnerów do gry w scrabble, podczas spotkania blogerów 9 sierpnia.

Pan Marian Lewicki przysiadł się do stolika, a gdy zaproponowałem partyjkę kategorycznie odmówił: nie te lata! Pan Marian Lewicki rzeczywiście nie wygląda już na młodzieńca, ale w pierwszej chwili nie uwierzyłem, gdy oznajmił, że:

w wieku 93 lat to już nie tak sprawnie się myśli, by siadać do gry w scrabble!

Zaintrygowany wiekiem pana Mariana zadałem mu pytanie: Jaka jest jego prawda o… życiu? No i zaczęło się!

Planowałem, że odpowiedź pana Mariana Lewickiego uwiecznię na krótkim filmiku, tak jak to było dotychczas w moim zwyczaju. Niestety, Pan Marian nie wyraził zgody na filmowanie opowieści.

Zgodził się na nagrywanie głosu, i późniejszą publikację jego opowieści, bez nazwisk osób żyjących. Oczywiście zgodziłem się na te warunki i włączyłem dyktafon w komórce.

Pan Marian Lewicki przez blisko trzy godziny snuł bardzo ciekawą opowieść o swoim barwnym życiu. Od czasu do czasu ja zadawałem pytania uściślające przytaczane fakty historyczne. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom umysł i pamięć pana Mariana nie zawodziły!

Gdy zbliżyła się pora obiadowa pan Marian Lewicki zakończył historię swojego życia. Serdecznie podziękowałem mu za zaufanie, które mi okazał, przekazując wiele faktów, których nie mówi się przygodnie poznanemu człowiekowi.

Tu wysnuwam bardzo cieszący mnie wniosek: widocznie jest coś we mnie, co budzi zaufanie u ludzi. Byłem niezmiernie zadowolony, że za sprawą śniadania blogerów, poznałem historię życia człowieka, który:

urodził się w 1922 roku na ulicy Świętojerskiej na warszawskim Starym Mieście; dorastał w przedwojennej Warszawie i za sprawą rodziny odwiedzał też podwarszawskie miejscowości; po wybuchu wojny już we wczesnym okresie okupacji trafił do Armii Krajowej;

brał udział w kolportażu prasy podziemnej; jego kolegą był między innymi Jan Rodowicz ps. Anoda; ojciec pana Mariana aresztowany przez gestapo został wykupiony i wrócił do domu 1 sierpnia 1944 r. tj. w dniu wybuchu Powstania Warszawskiego;

podczas Powstania Warszawskiego trafił do Korpusu Bezpieczeństwa Armii Krajowej, ale nie było mu dane walczyć z bronią w ręku, bo tej broni nie było; bez broni szedł z oddziałem ze Śródmieścia na odsiecz Starówce; wyszedł z powstania wraz z matką i siostrą do Pruszkowa;

w Częstochowie uciekł z transportu do Oświęcimia; rozpoczął studia w zrujnowanej Warszawie na podstawie zaświadczenia od księdza, że zdał egzamin maturalny na konspiracyjnych kompletach;

ukończył studia „przymuszony” wezwaniem do wojska; trafił do batalionu Służba Polsce w Gdańsku; jako lekarz został skierowany do pracy do Olsztyna;

mieszkał w szpitalnym gabinecie lekarskim; rzeczy przywiezione do Olsztyna, w tym książki medyczne, trzymał w walizce w dworcowej przechowalni bagażu; po delegowaniu w teren okazało się, że walizka trafiła na licytację jako mienie porzucone;

za wyleczenie wnuczki wojewody otrzymał w latach 60-tych ub. wieku talon na zakup białego wartburga; do emerytury pracował w Olsztynie jako lekarz laryngolog.

Podane powyżej wydarzenia z życia Mariana Lewickiego przytaczam praktycznie z głowy. Okazało się, że z blisko 3-godzinnej rozmowy nagrało się niecałe 3 minuty! Sprzęt, który posiadam zawiódł mnie, i wyszedł brak dziennikarskiego doświadczenia.

Zapewniam, że opowieść pana Mariana była ubarwiona jeszcze wieloma bardzo ciekawymi historiami:

o przedwojennych kiszkach robionych przez Juliana Muchę, o przedwojennym komuniście Bolesławie Laseckim, o śmierci przez rozstrzelanie współtowarzysza podróży Janka Popiołka z Wilczysk, o morale gestapowców, o uczestnikach zamachu na Kutcherę, o powojennym Olsztynie, o przygodach ze szturmówkami na pochodzie pierwszomajowym, o olsztyńskich lekarzach tamtych czasów, i o członkach rodziny, z których pan Marian Lewicki jest bardzo dumny.

Szczególnie wyróżniał swojego zięcia Jakuba Bierzyńskiego, który otrzymał Złotego Lwa w Międzynarodowym Konkursie Reklamowym w Cannes w kategorii Media mix za kampanię Heyah.

Myślę, że nawet ten mój krótki wpis sprawi, iż wielu olsztyniaków, gdy ujrzy na ulicy starszego, eleganckiego pana Mariana Lewickiego, to zobaczy w nim kawał historii naszej Ojczyzny.

Jego życie to gotowy scenariusz na ciekawy film, o losie człowieka urodzonego w wolnej Polsce, a któremu przyszło żyć pod okupacją niemiecką i radziecką.

Chwali sobie obecne czasy, które pozwalają oddychać pełną piersią i może swobodnie korzystać z uroków pięknego olsztyńskiego Parku Centralnego – o czym mi powiedział na zakończenie rozmowy.

Marian Lewicki. Jaka jest Twoja prawda? Dziękuję Panie Marianie!

 

2 myśli na temat “Powstanie Warszawskie to był zryw straceńców! Marian Lewicki

  • 15 lutego 2015 o 15:47
    Permalink

    Witam serdecznie

    Bardzo jest mi miło, ze tak interesująco opisał Pan nasze spotkanie. Chętnie spotkam się z Panem, serdecznie zapraszam. Proszę o maila lub telefon 668……
    Pozdrawiam
    Marian Lewicki

    Odpowiedz
    • 15 lutego 2015 o 21:08
      Permalink

      Dziękuję! Oczywiście Panie Marianie… marzyłem o spotkaniu Pana ponownie 🙂 Już odpisuję na podany adres i liczę,że nasze ponowne spotkanie zaowocuje spisaniem Pana opowieści. z pożytkiem dla potomności i… ku prawdzie 🙂 Pozdrawiam!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *