Terapia światłem – Lek na wiele chorób

Czy wiecie, co się dzieje z brudem i bakteriami od wprowadzenia pralek automatycznych piorących w temp. 30 ºC? Brud zostaje wypłukany. Ale co z bakteriami, jajami pasożytów, przetrwalnikami grzybów… itd? 

Dawniej pranie zanurzało się w wodzie, wsypywało proszek i moczyło przez co najmniej 12 – 24 godziny. Nazywano to chemiczną sterylizacją.

Potem prano i suszono na słońcu. Wiadomo, ze promieniowanie ultrafioletowe niszczy zarówno bakterie, jak i wirusy.

Następnie nastały czasy, gdy urzędnicy zakazali suszenia na dworze. Nie podobało się im, jak ręcznik, czy majtki łopotały na oknie. Wprowadzono przepisy zakazujące suszenia na powietrzu.

A gdzie można obecnie poddać skarpetki, czy majtki wyjałowieniu? Ano nie można! Czyli człowiek zaraża się grzybicą międzypalcową… sam od siebie!

Albo taka paniusia, płucząca majtki w temperaturze 30 ºC, ma wieczne problemy z bólami podbrzusza. Dodatkowo nosi skrzydełka dezynfekowane i bielone chlorem, a co za tym idzie, cały czas mające możliwości uszkadzania śluzówki krocza.

 I w ten prosty sposób – ogłupiając ludzi – zlikwidowano podstawowa wiedzę o świetle, czyli fali elektromagnetycznej.

Andreas Gartner, zwany saksońskim Archimedesem, zbudował pierwsze urządzenie do fototerapii. Terapia polegała na tym, że zbudowany przez niego przyrząd skupiał wiązkę światła na bolącym miejscu.

Urządzenie doskonale spisało się u chorych z rozpoznaniem artretyzmu, reumatyzmu, podagry.

W 1878 roku dr Edwin Dwight Babbitt opublikował 800 stronicową książkę pt: Zasady stosowania światła i koloru.

Książka ta, jest skarbnicą wiedzy dla lekarzy praktyków. Autor twierdził, że kolory, czyli długość fali, mają istotne, specyficzne znaczenie na rzecz naszego zdrowia.

W 1910 roku Kellogg opublikował książkę pt. Terapia Światłem.

Książka ta – w krajach anglosaskich – nadal stanowi cenny podręcznik pomocy chorym. Do rewelacji opisanych w tej książce, bez wątpienia należy walka z wirusami i bakteriami, za pomocą fali elektromagnetycznej.

Proszę pamiętać, że to było przed erą antybiotyków. Kellogg rozróżniał oparzenie słoneczne od opalania i dokładnie to opisał. Pomimo, że w owych czasach reaktywne formy tlenu nie były znane, jego obserwacje są wartościowe do dnia dzisiejszego.

Leczenie słońcem było tak popularne, że szwajcarski lekarz dr Oscar Bernhard, stosował helioterapię w trakcie zabiegów operacyjnych.

Bernhard operowanych pacjentów – przed zaszyciem rany – wynosił na słońce, na ok. 15 minut, a dopiero potem zaszywał ranę. Gojenie pooperacyjne było znacznie lepsze, aniżeli u chorych nienaświetlanych.

W latach 1905 – 1940, ten sposób leczenia światłem był stosowany w ok. 40 szpitalach w Szwajcarii.

Ci sami lekarze zauważyli, że przeniesienie dużych grup ludności ze wsi do miast, pozbawiło ich dobroczynnego działania słońca, a to spowodowało epidemię gruźlicy i krzywicy.

Entuzjastą helioterapii był dr Rollier, nazywany Lekarzem Słońce.

Dr Rollier stosował tylko naświetlanie słońcem, zauważył, że sztuczne światło nie daje takich efektów terapeutycznych. Metoda ta, była stosowana przez ponad 50 lat.

Helioterapia była znacznie tańsza od antybiotykoterapii i skuteczniejsza, nie dając powikłań. Ale koncerny mniej zarabiały. Wprowadzono więc procedury i wymuszono stosowanie antybiotykoterapii.

100 lat później, ani polscy lekarze, ani wydziały oświaty, jeszcze nie wiedzą o celowości korzystania ze światła słonecznego.

Przykładowo, można bez problemów organizować zajęcia dla dzieci w szkołach, w godzinach pomiędzy 11.00 a 13.00 na zewnątrz budynków.

Wprowadzone ogłupianie społeczeństwa w Polsce po 1989 roku, straszenie dziurą ozonową, której u nas nie ma, zaowocowało właśnie zupełnie odwrotnym postępowaniem.

Przypomnę grubość warstwy ozonowej w Polsce to ok. 350 dabsonów, a na równiku 150 dabsonów. Nikt Murzynom nie nakazuje  stosowania specjalnych filtrów, ani noszenia okularów.

Wymuszane przez eunuchów intelektualnych procedury, utrwaliły ten system.

Proszę zastanów się Dobry Człeku, gdzie Twoje dziecko ma chwytać ten Boski dar zwany światłem, kiedy od rana do nocy, siedzi w klatce zwanej domem?

Szwajcarska metoda leczenia gruźlicy słońcem, dawała wg specjalistów znacznie lepsze wyniki, aniżeli obecnie stosowana metoda 5 faz chemioterapii. Miała ona jedna podstawową wadę: nie dała się monopolizować.

Jak powiedział podobno Rockefeller: walka z konkurencją jest bez sensu, chodzi o monopol.

Dlatego wprowadzono centralny system procedur. Sprzedajemy tylko to, co sami wyprodukujemy! Powstał system łapówkarstwa, zwany lobbingiem.

Dlatego nie mogą powstać nowe metody terapeutyczne. A nawet jak powstają, to nie mogą być stosowane, ponieważ urzędnik NFZ, stoi na straży procedur.

A jaki ma w tym interes? Sam musisz się domyśleć Dobry Człeku.

dr n. med. Jerzy Jaśkowski

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *