Czarnobyl. Jerzy Jaśkowski o agenturze atomowej

30 kwietnia 2018 r. TVP1 przedstawiła sztukę: Czarnobyl. Cztery dni kwietnia — w reżyserii Janusza Dymka. Nie byłoby to nic dziwnego, ponieważ przedstawienie opisywało pierwsze cztery dni w Polsce, po katastrofie w Czarnobylu. Przyszła kolejna rocznica i należało sprawę przypomnieć.

Prob­lem pole­ga na tym, że od praw­ie 30 lat żyje­my w „wol­nym” państ­wie i wydawało­by sie, że moż­na już pisać prawdę, a nie glo­ry­fikować, delikat­nie mówiąc, trol­li z min­ionej epo­ki komu­nisty­cznej.

Bez wąt­pi­enia bowiem sce­nar­iusz sztu­ki glo­ry­fiku­je „jedynego spraw­iedli­wego” z tamtego okre­su prof. Zbig­niewa Jaworowskiego.

Nieste­ty, praw­da jest całkiem odmi­en­na. Pranie mózgów pole­ga właśnie na takim zniek­sz­tał­ca­niu rzeczy­wis­toś­ci, aby widz, słuchacz, przyj­mował bezkry­ty­cznie pow­tarzane tezy poprawnoś­ci poli­ty­cznej.

Sztu­ka Cztery dni kwiet­nia, była bez wąt­pi­enia takim sys­te­mowym mate­ri­ałem pra­nia mózgów telewidzów, w wyko­na­niu zwolen­ników budowy w Polsce ener­gety­ki jądrowej, czyli pogrobow­ców his­torii tech­ni­ki.

Jest to bezpośred­ni dowód, że starzy agen­ci od ato­mu trzy­ma­ją się moc­no, i dalej dzi­ała­ją prze­ci­wko lud­noś­ci zamieszku­jącej tere­ny pomiędzy jeszcze Odrą i Bugiem.

Od 70 lat żyjemy w “erze” atomowej

W związku z fak­tem, że atom rozwinął się z wojskowej wiz­ji broni w cza­sie toczącej się II Wojny Świa­towej, do dnia dzisiejszego wszelkie sprawy związane z prze­mysłem jądrowym są ściśle tajne.

Stwor­zono spec­jalne sys­te­my dez­in­for­ma­cyjne, uniemożli­wia­jące prze­dostawanie się infor­ma­cji do ogółu społeczeńst­wa. Jest to sytu­ac­ja niemożli­wa do zaak­cep­towa­nia z powodu glob­al­nych skutków, jakie powodu­ją wypad­ki w tym prze­myśle.

Pow­stanie nośnego hasła atom dla poko­ju, wynikało tylko i wyłącznie z kosztów pro­dukcji broni ato­m­owej. W związku z pro­dukcją plu­tonu do bomb ato­m­owych, pow­stawała nad­wyż­ka energii, którą postanowiono sprzedawać cywilom, w celu obniże­nia kosztów pro­dukcji broni ato­m­owej.

Od samego początku dostęp do infor­ma­cji o atom­ie był zmo­nop­o­li­zowany. Jak okaza­ło się po zrzuce­niu bom­by ato­m­owej na Hirosz­imę i Nagasa­ki, że poszkodowana jest głównie lud­ność cywilna, to stwor­zono insty­tuc­je, mające z jed­nej strony badać skut­ki uży­cia takiej broni na lud­noś­ci cywilnej, a z drugiej wprowadzać cen­zurę na ujaw­ni­an­ie  wyników tych badań.

Najczęś­ciej wymieni­aną orga­ni­za­cją między­nar­o­dowa jest Komitet Naukowy ONZ, zwany UNSCER. Należy wyjaśnić, że ONZ jest orga­ni­za­cją admin­is­tra­cyjną, tak jak­by super rzą­dem, a nie naukową!

Wypa­da przy­pom­nieć, że 28 maja 1959 roku MAEA zawarła dzi­wną umowę z WHO. Brzmi­ała ona tak:

W każdym wypadku, gdy któraś ze stron zamierza wszcząć program, lub działalność w temacie, który w znacznym stopniu może interesować, lub interesuje drugą stronę, pierwsza strona MUSI porozumieć się z drugą stroną w celu uregulowania sprawy wzajemnych uzgodnień.

Tego rodza­ju sfor­mułowanie całkowicie wyk­lucza możli­wość prowadzenia prac badaw­czych. Wypa­da także wspom­nieć o fak­cie obsadza­nia stanowisk w obu orga­ni­za­c­jach przez tych samych ludzi.

Jeżeli jakaś infor­ma­c­ja o katas­trofie w prze­myśle nuk­learnym zna­j­du­je się w mate­ri­ałach UNSCER, to ten fakt miał miejsce, ale brak takiej infor­ma­cji nie wyk­lucza wcale danego zdarzenia. Tak było np. z katas­trofą w 1953 roku w ZSRR.

Unscer z 1962 roku opub­likował infor­ma­cję, ale późniejsze wyda­nia już nie podawały tej wiado­moś­ci. I odwrot­nie, jeżeli w jed­nej pub­likacji zdarze­nie jest opisane, to wcale nie oznacza, że w wyda­niu drugim, lub trzec­im, nie zostanie skreślone.

Drugą taką, sze­roko nagłaś­ni­aną przez mass media orga­ni­za­cją, jest Między­nar­o­dowa Agenc­ja Energii Ato­m­owej, pow­stała 29 lip­ca 1957 r., a jej pier­wszym dyrek­torem gen­er­al­nym był Ster­ling Cole[USA].

Wg Wikipedii, jest to spec­jal­isty­cz­na agenc­ja ONZ, ale nie jest pod ich ścisłą kon­trolą ONZ. Celem jej jest pra­ca na rzecz bez­pieczeńst­wa i poko­jowego wyko­rzys­ta­nia energii jądrowej.

Nie jest to ścisła infor­ma­c­ja. MAEA w drugim punkcie swo­jego statu­tu stwierdza, że jej celem jest rozpowszech­ni­an­ie ener­gety­ki jądrowej, czyli, inny­mi słowy, han­del. A właś­ci­wie zmo­nop­o­li­zowanie hand­lu “ener­getyką jądrową” i jego  pełne kon­trolowanie.

Wypa­da pod­kreślić, że z urzę­du, wiceprze­wod­niczą­cym jest zawsze przed­staw­iciel Sowi­etów. W 1962 roku, przed­staw­icielem Moskwy był “wybit­ny fizyk świa­towej sławy”, Wiaczesław Moło­tow. To ten sam od trak­tatu Riben­trop — Moło­tow z 1939 roku.

Jak wyni­ka ze statu­tu, jest to orga­ni­za­c­ja hand­lowa, mają­ca za zadanie monop­o­liza­cję hand­lu min­er­ała­mi promieniotwór­czy­mi i tech­nolo­gia­mi nuk­learny­mi. Jed­nak wiele państw, np. Izrael, czy Połud­niowa Afry­ka, weszły w posi­adanie bom­by jądrowej bez zez­wole­nia MAEA.

MAEA nigdy nie podała do publicznej wiadomości konsekwencji napromieniowania żołnierzy, używanych przez władze do eksperymentów jądrowych.

W ubiegłym wieku przeprowad­zono 2. 366 tzw. ekspery­men­tal­nych wybuchów jądrowych. W tej licz­bie 1.030 przeprowadz­iła armia USA, ok. 1.000  ZSRR200 Franc­ja, 45 W. Bry­t­nia, 73 Chiny, ok. 7 Indie i 5 Pak­istan.

Wiado­mo, że USA w doświad­czeni­ach nad skutka­mi bom­by ato­m­owej użyła aż 242.000 ludzi, Anglia pon­ad 32.000, Franc­ja podob­no 24.000, ale dane są niepewne, byłe ZSRR od  200 000 — 500 000.

Także, jak wiem to z infor­ma­cji oso­bistych, uzyskanych od bur­mistrza Hirosimy, przekazanych w Berlin­ie w 1993 r. w obec­noś­ci sekre­tarza gen­er­al­nego BSVBA, pani Sheil­ly Grey:

mieszkańcy Japonii nigdy nie poznali prawdziwych danych dotyczących skażenia ich terenu. Do lat 1970. tylko i wyłącznie armia USA dysponowała zarówno aparaturą, jak i archiwami dotyczącymi skażeń. Leczeniem chorych także zajmowali się Amerykanie i tylko oni posiadali i testowali rozmaite leki.

To samo mówili  prof. Wołkow z Pińs­ka i prof. Lut­skoj, rek­tor Uni­w­er­syte­tu w Mińsku, jednogłośnie potwierdza­jąc fakt nie tylko ukry­wa­nia danych pomi­arowych przez MAEA, ale w ogóle niedo­puszczanie lekarzy z Białorusi do wyników pomi­arów skażeń terenu, aż do 1990 roku.

Podob­nie było w Polsce, nie tylko ukry­wano prawdzi­we wyni­ki pomi­arów ale stale je fałs­zowano. Byłem członkiem komisji rzą­dowej po 1990 roku d/s Czarnoby­la. Tak sfałs­zowano słyn­ny raport Wierusza, że po moim liś­cie otwartym o fałsz­erst­wie komisję rozwiązano.

Czyli przez 5 lat wszelkie infor­ma­c­je, mogące ratować życie, były ukry­wane i prak­ty­cznie ofic­jal­nie nie ist­nieją. Tzw. zespoły MAEA, po przy­by­ciu na Białoruś, pobrały duże iloś­ci próbek mate­ri­ału bio­log­icznego i błyskaw­icznie się ulot­niły. Obiecu­jąc co praw­da przesłać wyni­ki anal­iz. Nigdy nie wywiąza­ły się z tej obiet­ni­cy! Nigdy nie ujawniły także wyników  anal­iz!

Nigdy, żaden rząd na świecie nie ostrze­gał swo­jego społeczeńst­wa o ekspery­men­tach jądrowych. Nigdzie nie wprowadzano nawet najprost­szych zabez­pieczeń, jak np. podanie jodu, czy też zatrzy­ma­nia kobi­et w ciąży i dzieci w domach przez te kilka­naś­cie dni, chodze­nie w maseczkach na twarzy w okre­sie dochodzenia chmury radioak­ty­wnej do danego kra­ju.

PAA jest odpowied­nikiem kra­jowym MAEA. Już strona inter­ne­towa PAA budzi zdzi­wie­nie. Zazwyczaj każ­da orga­ni­za­c­ja poda­je swój rys his­to­ryczny, a tutaj na stron­ie PAA żad­nego śladu o his­torii Agencji, o jej preze­sach itd. A jest to bard­zo intere­su­ją­ca his­to­ria.

Pub­licznie ogłos­zona opinia prof. dr. med. K. Zakrzewskiego na tem­at PAA nie pozostaw­ia złudzeń:

Fenomenem jest bowiem panika [po katastrofie w Czarnobylu] tych wszystkich inżynierów metalurgii, elektrotechników, nauczycieli średnich szkół  technicznych, których pezetperowskie służby bezpieczeństwa postawiły na nomenklaturowe stanowiska dyrektorów i kierowników polskiej atomistyki. Poczuli oni, z nieomylnym instynktem prostaczków, że znaleźli się między Scyllą ujawnienia swojej niekompetencji, a Charybdą popełnienia kardynalnych błędów — Życie Warszawy 1991 nr 121.

Jed­nocześnie rząd  przy­pom­ni­ał  uch­wałę Nr 256/64 Rady Min­istrów z 29 sierp­nia 1964r., której punkt 2 mówił:

Informacje dotyczące skażeń promieniotwórczych, oraz wyniki pomiarów skażeń, nie mogą być publikowane, ani rozpowszechniane bez zgody pełnomocnika Rządu d/s wykorzystania Energii Jądrowej.

Nie nalazłem żad­nych aktów prawnych uchy­la­ją­cych tą uch­wałę! A przy­pom­i­nam, minęło już 28 lat od zmi­any ustro­ju.

Wypa­da także przy­pom­nieć, że Państ­wowa Agenc­ja Atom­isty­ki jest wyt­worem stanu wojen­nego z 17 sty­cz­nia 1982 r., ale statut tej insty­tucji został uch­walony dopiero 23 lutego 1987 roku [Uch­wała Rady Min­istrów Nr 20/87].

Czyli powołano agencję, mającą za zadanie kon­trolować budowę elek­trowni ato­m­owej, a statut jej uch­walono 5 lat po rozpoczę­ciu budowy i rok po katas­trofie w Czarnoby­lu!

Z jakoś­cią prac tej agendy moż­na się zapoz­nać dokład­niej w Rapor­cie “Katas­tro­fa w Czarnoby­lu a Pol­s­ka “ GTN 1992. Podam tylko, że to nasi  PT Exper­ci z PAA chcieli oprzeć mon­i­tor­ing skaże­nia radioak­ty­wnego Pol­s­ki na 6 minikom­put­er­ach mar­ki Amstrad 6128, tj. na maszynie do pisa­nia. [Raport; Pol­s­ka a katas­tro­fa w Czarnoby­lu 5 lat. GTN, Gdan­sk 1992.]

Oczy­wiś­cie pro­fe­sor Zbig­niew Jaworows­ki był czołowym przed­staw­icielem tej rzą­dowej komisji po Czarnoby­lu.

Ale nie należy się spec­jal­nie dzi­wić takiemu poziomowi Rapor­tu. Pier­wszym Pełnomoc­nikiem Rzą­du d/s atom­isty­ki był Jerzy Bil­lig, kraw­iec cięż­ki z zawodu. Wiado­mo, że kraw­iec awan­sował na stanowiska kierown­icze ludzi sobie równych. Prze­cież nie znał tem­aty­ki atom­isty­cznej. Po 1969 roku wyemi­grował do Izraela i tam kon­tyn­uował swój pier­wot­ny zawód, podob­no z dużym powodze­niem.

Wyma­ga także wyjaśnie­nie poję­cie daw­ki, ponieważ wyraźnie jest widoczne, że pro­fe­sor Jaworows­ki nie rozu­mi­ał tego, tak częs­to przez siebie uży­wanego poję­cia.

Sprawa jest dużej wagi, ponieważ zna­j­du­je­my na poważnej stron­ie inter­ne­towej stwierdze­nie:

Zbigniew Jaworowski jest przewodniczącym Rady Naukowej Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie, Polska — organizacji, która odmawia ujawnienia źródła finansowania — i był członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych Komitet Naukowy ds. Skutków Promieniowania Atomowego.

Ma pow­iąza­nia z EXXon Mobil i TeX­a­co przez bio­log­iczne efek­ty na poziomie grupy niskiego zagroże­nia — przed­nia gru­pa dla interesów kor­po­ra­cyjnych — jako “członek między­nar­o­dowy orga­ni­za­cji” i poprzez Heart­land Insti­tute.

Prof. Zbig­niew Jaworows­ki chwal­ił się, że był twór­cą pomysłu poda­nia 18.5 mil­iona dawek jodu w Polsce po Czarnoby­lu. Zas­tanówmy się czy jest się czym chwal­ić?!

Jod wol­no podać na 24 godziny przed dojś­ciem chmury radioak­ty­wnej oraz do 12 godzin po [ATA]. Jak sam oso­biś­cie poda­je pro­fe­sor Jaworows­ki, przez pier­wsze 3 dni nic nie zro­biono, bo była sob­o­ta i niedziela week­endowa i nikt nie pra­cow­ał, czyli roz­dano jod dłu­go po fak­cie dotar­cia chmury radioak­ty­wnej do Pol­s­ki. W Łodzi np. jeszcze w miesiąc po katas­trofie roz­dawano jod!

Jod wol­no podać, kiedy spodziewana dawka przekroczy co najm­niej 5 remów, FDA poda­je, że spodziewana dawka musi przekraczać 25 remów, a ATA twierdzi, że ta spodziewana dawka powin­na być więk­sza od 50 remów. Jak nato­mi­ast twierdzi prof. Jaworows­ki, dawka ta wynosiła 1.9 mSv, czyli była wielokrot­nie mniejsza.

Jodu nie poda­je się osobom powyżej 40. roku życia, ponieważ nie ma to już znaczenia. Tak więc ist­nieje sam prob­lem iloś­ci osób, którym zaap­likowano jod.

W tej sytu­acji powin­no się postaw­ić pytanie: czy prof. Jaworows­ki, pomi­mo pra­cy w CLOR od 1970 roku, nie miał poję­cia o ochronie radi­o­log­icznej, czy też chci­ał sko­rzys­tać z okazji i przeprowadz­ić masowy ekspery­ment na ludzi­ach?

Odpowiedź na to pytanie zostawiam PT Czytelnikom. Ale po tym “eksperymencie” profesor wyjeżdżał na liczne kontrakty zagraniczne.

Co do wiary­god­noś­ci podawanego w Rapor­cie Sza­ła­jdy piśmi­en­nict­wa, moż­na zacy­tować np. prof. Bałtrukiewi­cia, który podał, że dzieci mogły otrzy­mać nie ułam­ki dopuszczal­nych dawek, ale pon­ad 100 remów na tar­czy­cę. Stwierd­zono także, że to bezmyślne podanie jodu zaowocow­ało gwał­townym wzrostem wola — niedoczyn­noś­ci tar­czy­cy wśród dzieci o pon­ad 100 %  — Zdrowie Pub­liczne 1990.101.7.386.

Jeszcze ciekawsze jest stwierdze­nie podane w Rapor­cie, którego współau­torem był prof. Zbig­niew Jaworows­ki. Otóż stwierdza się tam, że śred­nia zawartość jodu 131 w tar­czy­cy kobi­et była 383 Bq, maksy­mal­nie 1519 Bq, u mężczyzn nato­mi­ast odpowied­nio 425 i 1360Bq.

Tak więc mamy dane podawane przez prof. Jaworowskiego, różniące się nie tylko datą pon­ad 20 lat, ale sys­tem­aty­cznym zmniejszaniem wyników pomi­arów.

Do cieka­wostek należy porów­nanie danych opub­likowanych w Polsce i przesyłanych do Wied­nia przez prof. Zbig­niewa Jaworowskiego. W Polsce twierdz­ił wielokrot­nie, że chmu­ra radioak­ty­w­na dotarła do Kra­ju w dniu 28 maja, do Wied­nia podał infor­ma­cję, że 27 maja, a tak naprawdę dotarła już po 12 godz­i­nach. [Raport Katas­tro­fa w Czarnoby­lu a Pol­s­ka]. Więcej na tem­at dez­in­for­ma­cji prof. Jaworowskiego w wymienionym Rapor­cie.

Wiedza na temat wpływu promieniowania na organizmy żywe, w Polsce jest bardzo mała.

Do absur­du doszła po katas­trofie w Czarnoby­lu, kiedy to wprowad­zono na wyższych uczel­ni­ach nowy przed­miot, ochronę przed promieniowaniem jonizu­ją­cym, a podręczni­ki i skryp­ty pisali ludzie, którzy nigdy nie widzieli chorego z chorobą popromi­en­ną, ani nie pra­cow­ali na budowie elek­trowni ato­m­owej, przepisu­jąc bezmyśl­nie rosyjskie wyda­nia skryp­tów z wczes­nych lat 50. Tak było na Politech­nice Gdańskiej.

Taka sytu­ac­ja, panu­ją­ca w całej Europie  Środ­kowej i Wschod­niej, spowodowała, że w 1997 roku pow­stał Europe­js­ki  Komitet Ryzy­ka Promieniotwór­czego — EKRP — przy Par­la­men­cie Europe­jskim. Już pier­wsze prace Komite­tu zaowocow­ały pod­niesie­niem ryzy­ka zgonu na raka, na skutek otrzy­ma­nia daw­ki jed­nego rema. Obec­nie przyj­mu­je się, że dojdzie do 56 dodatkowych zgonów na raka na 10.000 osób, które otrzy­mały dawkę jed­nego rema, a nie jak poprzed­nio uważano — 1,2 zgonów.

Pod­jęte ustal­e­nia wpły­wu radi­acji na orga­nizmy żywe zmieniły ocenę skutków katas­trof w Czarnoby­lu. Obec­nie oce­nia się, że z powodu tej katas­tro­fy umarło w Europie [bez Francji, Hisz­panii i Por­tu­galii] dodatkowo na raka, pon­ad 490 000 ludzi, plus 19 000 dodatkowych zgonów na białaczkę, a nie jak poda­je np. prof. Zb. Jaworows­ki  [ CLOR] 31 zabitych. Dane te cytował bezmyśl­nie, lub celowo autor przed­staw­ienia teatral­nego „Czarnobyl. Cztery dni kwiet­nia”.

Podawany życio­rys w Wikipedii prof. Jaworowskiego, zaw­iera istot­ną lukę pomiędzy 1948 rok­iem, kiedy to stu­diował w Krakowie, a lata­mi 1980, kiedy pojaw­ił się przy boku gen. Jaruzel­skiego [alias Wol­s­ki alias Słuckin]. Brak jakiejkol­wiek wzmi­an­ki, w jakim szpi­talu, przy­chod­ni, czy uczel­ni pra­cow­ał, brak pub­likacji naukowych. Trud­no więc przyjąć, na jakiej pod­staw­ie lan­sowany jest w Polsce jako ekspert.

Gen­er­al­nie te wszys­tkie ekspery­men­ty z mate­ri­ała­mi promieniotwór­czy­mi wg. EKRP, tzw wybuchy doświad­czalne, pocis­ki z uranem, spowodowały dodatkowo 61 600 000 zgonów na raka, 1 730 600 zmarłych niemowląt oraz 1 900 000 martwych płodów.

W 1957 roku na zlece­nie Amerykańskiej Komisji Energii Ato­m­owej pow­stał Raport WASH-1400, zwany pop­u­larnie raportem Rass­muse­na. Raport ten, po szczegółowej anal­izie doty­chcza­sowych awarii podawał, że statysty­cznie co 5 lat może dojść do najwięk­szej pro­jek­towej awarii stopi­enia rdzenia.

W min­ionym okre­sie 70 lat doszło do 16 katas­trof stopi­enia rdzenia reak­to­ra tj. jeden wypadek na 4.5 roku. Tak więc dane zawarte w Raporcie/ Rass­muse­na moż­na uznać za praw­idłowe i prawdzi­we.

Oszukiwanie społeczeństwa przedstawieniami w rodzaju: Czarnobyl. Cztery dni kwietnia, ma tylko jeden cel — gloryfikowanie ówczesnej agentury i zwalanie winy na okoliczności.

Oczy­wistym jest, że tego rodza­ju sztu­ka musi­ała być zatwierd­zona przez służ­by spec­jalne, cho­ci­aż­by w związku z planowaną budową takiego obiek­tu w Polsce.

Jak podawała prasa amerykańs­ka, jesteśmy 52 stanem. Jest to jed­noz­naczne z koniecznoś­cią zakupu reak­to­ra od West­ing­hause­na, głównego pro­du­cen­ta tych „zabawek”. Stąd glo­ry­fikowanie pewnych postaci i zamazy­wanie innych.

Rea­sumu­jąc, czy zbudu­je­my kiedykol­wiek elek­trown­ię ato­m­ową, czy też nie, będziemy musieli jeszcze sporo pieniędzy podat­ni­ka wydawać dla osób czer­pią­cych korzyś­ci z takich planów.

Przy­pom­i­nam, że żaden rząd warsza­ws­ki [G.Brun] po 1989 roku nawet nie wspom­ni­ał o prawdzi­wych wydatkach na budowę Żarnow­ca, a w sum­ie pieniądze płynęły z 4 różnych kont. Nikt nie śmi­ał dokon­ać bilan­su tej inwest­y­cji.

Tak więc ktoś musi­ał dać pieniądze, ktoś zez­wolił na takie fałs­zowanie his­torii. A w czy­im intere­sie jest utr­walanie nieprawdy? O jakoś­ci budowy Elek­trowni Jądrowej Żarnowiec i jej kadrach, następ­nym razem.

Polska nigdy nie otrzymała odszkodowania od Rosji za Czarnobyl, chociaż wyliczenia wskazywały na ok. 100 milionów dolarów w wartości z 1986 roku. Żaden z Rządów Warszawskich nigdy nie poruszał tego problemu. Sam musisz się domyśleć Dobry Człeku: dlaczego? To bezpośredni dowód, że jesteśmy państwem tylko pozornie.

dr n. med. Jerzy Jaśkows­ki

 

2 thoughts on “Czarnobyl. Jerzy Jaśkowski o agenturze atomowej

  • 16 maja 2018 at 18:35
    Permalink

    Dzięku­ję, przygląd­nę się.

    Reply
    • 16 maja 2018 at 21:20
      Permalink

      Dzięku­je! Przyglą­dać się moż­na… do woli 😉

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *