Kamienie na szaniec. Robert Gliński

Po raz trzeci w tym tygodniu, na moich policzkach pojawiły się łzy. Tym razem jednak słyszałem i widziałem, że chyba wszyscy co byli na seansie, też płakali.

To upewniło mnie, że nie mam czego się wstydzić. Łzy były jak najbardziej na miejscu. Polecam film Kamienie na szaniec w reżyserii Roberta Glińskiego wszystkim Polakom, którym zależy, by pamięć o bohaterskich czynach harcerzy z Szarych Szeregów była jak najbardziej żywa. Jednak podobnie jak przy filmie Jack Strong, należy pamiętać, że to film oparty na faktach, ale nie biograficzny.

Kamienie na szaniec – film, nie jest też wierną adaptacją książki Aleksandra Kamińskiego o tym samym tytule. I bardzo dobrze. Film z 1977 roku: Akcja pod Arsenałem, oparty na tych samych wydarzeniach i opisujący losy tej samej grupy harcerzy, mnie za serce nie chwytał. Był standardowym dramatem wojennym. Film Roberta Glińskiego też jest określany jako dramat wojenny, lecz dla mnie, to film – przede wszystkim – psychologiczny.

Kamienie na szaniec to opowieść o przyjaźni grupy harcerzy, w szczególności Zośki i Rudego. Są oni ukazani jako normalni młodzi ludzie. Śmieją się, płaczą, kochają się, boją się i walczą! Walczą, bo przyszło im żyć w nienormalnych czasach. Walczą tak jak potrafią: mały sabotaż, a później walka z bronią w ręku. Zabijają bo widzą, że jak oni tego nie zrobią, to zginą bez walki. Aktorzy może i nie stworzyli kreacji wybitnych, ale dla mnie byli wiarygodni na tyle, że film przeżyłem, a nie tylko obejrzałem.

Kamienie na szaniec – przed ukazaniem się tego filmu na ekranach kin, różne środowiska krytykowały go, za sponiewieranie pamięci harcerzy z Szarych Szeregów. Puknijcie się w czoło krytycy! Ja chciałbym, aby dzisiejsza młodzież choć ciut dorastała do pięt tym rzeczywistym i filmowym bohaterom, którzy złożyli siebie jako kamienie na szańcu naszej wolności.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *