Mądry pracodawca to gatunek na wymarciu?

Wczesne lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku, to był czas ponury, pełen szarości w otoczeniu i rezygnacji w sercach zniewolonych ludzi.

Był to czas, kiedy to jeszcze nikomu nie śnił się upadek muru berlińskiego, a przyszła elita polityczna siedziała w miejscach odosobnienia.

Drzewa na Okrągły Stół jeszcze rosły w lesie i dostarczały życiodajnego tlenu zduszonemu społeczeństwu.

Pracowałem w dużej, państwowej firmie budującej domy i obiekty przemysłowe. Rozpocząłem pracę w tej firmie jako junak Ochotniczych Hufców Pracy, w ramach zastępczej służby wojskowej.

Od początku pracy byłem… ewenementem 😉 Jako chyba jedyny w kraju junak OHP z maturą w kieszeni – nieliczni junacy mieli ukończoną szkołę zawodową, a większość była absolwentami szkół podstawowych – nie trafiłem jak wszyscy pozostali na budowę do łopaty, a od razu zaprzęgnięto mnie do pracy biurowej.

Bycie męską biurwą, stało się moim przeznaczeniem, jak by nie liczyć, na następne 30 lat!

Pracowałem w zaopatrzeniu jako technik ds. ewidencji magazynowej (wypisywanie dowodów magazynowych, prowadzenie kartotek wyposażenia itp.). Praca dobra, jak każda inna w państwowej firmie, w epoce socjalizmu.

Od godziny 7 do około 11, przyjmowanie interesantów, załatwianie bieżących spraw. Później zaczynała się pora relaksu.

Gremialne jedzenie drugiego śniadania stanowiło świetną okazję do popijania przyniesionych kanapek czymś mocniejszym.

W połączonych dwóch pokojach pracowało nas siedmioro. Sześciu mężczyzn i pani Teresa.

Prócz śniadania powodów do przyniesienia procentów na popicie było… multum: imieniny, urodziny swoje lub dzieci, różnego rodzaju święta, nie tylko budowlańca. A jak nie było powodu to i tak, od czasu do czasu, ktoś rzucał hasło:

No co? Tak na sucho wpier… kanapki to niezdrowo! Trzeba polać!

Samochód do stałej dyspozycji zaopatrzenie miało! To tylko podczas pracy w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Olsztynie, przez kilka lat musiałem radzić z zaopatrzeniem bez zaopatrzeniowca i samochodu dostawczego do dyspozycji.

Paranoja jakich było w KWP wiele i o których informowałem pracodawcę. Ale byłem nieustawiony i tym samym niewiarygodny. A logistycy mieli zawsze okoliczności obiektywne, by realizować inne słuszne potrzeby.

Jedna z szaf w moim pokoju, miała na stałe wydzielone dwie półki na kieliszki, zagrychę i popitkę. Dostawa wsadu nie nastręczała kłopotów.

Z rzadka, te niewinne popijanie kanapek procentami przeradzało się w większą libację, trwającą do 15. Po zakończeniu męczącej pracy, wszyscy gremialnie udawaliśmy się na przystanek MPK.

Pamiętam taki dzień, kiedy to rano, tuż po 7-ej przyszedł do nas Dyrektor i powiedział mniej więcej tak:

Słuchajcie, rozumiem, że gorące dyskusje rozpoczynacie tutaj w pracy, ale proszę was, abyście nie przenosili ich na przystanek i do autobusu. To źle świadczy o firmie!

Ta reprymenda Dyrektora poskutkowała i rzeczywiście, od tej pory wzajemnie strofowaliśmy się, gdy komuś zdarzyło się podnieść głos ponad normę.

Jakim byłem pracownikiem w tej firmie? Solidnym, dokładnym, szczerym, pracowitym. Przeważnie po godzinie 11 miałem czas wolny i wtedy czytałem książki.

Wszyscy pozostali współpracownicy mieli średni natłok pracy i też czytali… ale gazety. Wtedy to była najpopularniejsza rozrywka biuralistów. Nie było telefonów komórkowych i komputerów. Teraz możecie relaksować się na okrągło.

Ówcześnie wszyscy rozkładali na biurkach dokumenty i ukradkiem czytano prasę. Wymieniano się nią, ponieważ był to był towar deficytowy. Trzeba było mieć znajomości w kiosku Ruchu, by otrzymywać ją regularnie.

W razie niespodziewanego wejścia dyrektora, a na ogół drzwi otwierał powoli, ponieważ ówczesna etykieta biurowa była mu doskonale znana, wszyscy mieli dosyć czasu na zamknięcie gazet i skupieniu się na pracy.

Wszyscy… ale nie Staś! O godzinie 11 chowałem wszystkie załatwione dokumenty do biurka i szafy, oprócz często potrzebnego mi bloczka dowodów „RW”.

Na biurko kładłem książkę i czytałem. Po kilku dniach takiej praktyki, pani Teresa, której biurko sąsiadowało z moim, powiedziała:

Stasiu, co ty wyprawiasz? Przyjdzie Dyrektor, zobaczy, że czytasz – wylecisz z pracy albo pójdziesz do łopaty!

Podziękowałem pani Teresie za ostrzeżenie, ale odpowiedziałem, że nie zmienię postępowania.

Obowiązki wykonywałem na bieżąco, nie miałem żadnych zaległości to uważałem, że nie mogę bezproduktywnie marnować swojego czasu.

Po kilku dniach od tej rozmowy z panią Teresą, gdzieś około godziny 14 słyszę, że do sąsiedniego pokoju wchodzi Dyrektor. Wszyscy byli pochłonięci przeglądaniem dokumentów.

Porozmawiał krótko z kolegami i przeszedł do naszego pokoju. Zagadnął panią Teresę i spojrzał na mnie. U mnie biurko czyste.

Patrzę na Dyrektora nie wypuszczając książki z rąk, którą czytałem spokojnie do ostatniego momentu zanim Dyrektor wszedł do naszego pokoju.

Stasiu? – usłyszałem – wszyscy tak do mnie mówili, bo byłem najmłodszy w biurze i dawałem się lubić – Co czytasz?

Don Kichota panie Dyrektorze – odpowiedziałem jak uczeń w szkole, oczywiście bez zrywania się na baczność.

Oooo… ciekawa lektura – skwitował moją informację Dyrektor.

Rzeczywiście pasjonująca – dodałem.

Dyrektor… jak mi się wydało, pokiwał z akceptacją głową i wyszedł.

Spojrzałem na panią Teresę i zobaczyłem w jej oczach… niedowierzanie, że to, co przed chwilą widziała, zdarzyło się naprawdę!

Nie przypominam, czy skomentowała sytuację, którą zobaczyła. Chyba wyszła z pokoju.

Ja spokojnie wróciłem do lektury i do 15 już wszystko wiedziałem o przygodach tego błędnego rycerza.

Wtedy nie przypuszczałem, że moja walka o prawdę w życiu i w Policji, też okaże się donkiszoterią. A może nie? Jeszcze trwa!

Czas na puentę. Moja przytoczona powyżej sytuacja miała puentę po… 4 latach.

Dalej pracowałem jako technik w tej firmie. Do trzydziestki brakowało mi kilku lat i któregoś dnia wezwał mnie Dyrektor, ten sam, co zainteresował się moją lekturą w pracy.

Usłyszałem taką – mniej więcej – perorę:

Stasiu, obserwuję cię od kilku lat, chyba od początku jak tu u nas zacząłeś pracować. Powiem krótko. Jesteś dobrym pracownikiem, bystrym, pracowitym i dałeś radę wszystkim zadaniom, które ci powierzaliśmy.
Mam dla ciebie propozycję. Chcę, żebyś został kierownikiem Domu Młodego Robotnika i Zakładowego Ośrodka Wypoczynkowego nad Zatoką Słupiańską. Co ty na to?

Chcecie wierzcie czy nie, ale to był – dla mnie – grom z jasnego nieba!

Wiedziałem, że zwalnia się to stanowisko, ale kandydatów na nie było kilku, łącznie z urzędującą wtedy Zastępczynią Kierowniczki.

Ja nie należałem do PZPR i nie zadawałem się z żadną inną koterią, czy republiką kolesiów. To była nagroda za moją prawdziwą postawę.

A Dyrektor Mieczysław Woźnica, był dla mnie sprawiedliwym i mądrym pracodawcą.

Propozycję przyjąłem, ale nie od razu. Poprosiłem o kilka dni do namysłu i po przeanalizowaniu sytuacji, zgodziłem się zostać Kierownikiem.

Tym z Was, którzy nie mają za grosz odwagi, by cokolwiek zrobić lub powiedzieć swoim pracodawcom, co nie jest po ich myśli, mówię:

Miejcie wiarę!

Byli i są w Polsce mądrzy i sprawiedliwi pracodawcy. Na rządy głupich i niesprawiedliwych jest rada: trwać przy prawdzie.

Kłamcy i tak stracą panowanie nad tym, co mają uzgodnione do powiedzenia i sami  się pogrążą.

PS.

Jarosławie Sztachański – powyższą historię przypomniałem dzięki temu, że zadałeś mi pytanie w Sądzie, czy byłem  przed pracą w KWP w Olsztynie kiedykolwiek kierownikiem? Rozumiem Twoje intencje. Służba nie drużba. Dziękuję Ci za nie.

Teraz  się dowiedziałeś, że zanim obecny logistyk lub poprzedni, mogli marzyć o stanowisku kierowniczym, to do mnie ludzie już mówili z szacunkiem:

Panie Kierowniku!

Powiem jeszcze więcej. Gdy odchodziłem z tego kierowniczego stanowiska, na własne życzenie, to niektórzy moi podwładni na spotkaniu pożegnalnym popłakali się z żalu, że tracą tak uczciwego i sprawiedliwego Kierownika!

Ciekawe, czy znajdzie się taki odważny, co przyzna się, że będzie mu żal po odejściu z KWP Adama Kall? Może Ty Jarosławie?

Mądry pracodawca w Olsztynie nadal poszukiwany!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *