Żarło w Konojadach! Następna taka impreza za rok!

I po… Konojadach. Kogo nie było, niech żałuje. Następna szansa za rok.

Konojady witały przybywających scrabblistów suto zastawionym stołem. Obok wędlin, warzyw, miodu, różnych ciast, był także smalczyk z ogórkami.

Tym razem wystartowało 49 scrabblistów z całej Polski. Był Szczecin, Włocławek, Poznań, Warszawa, Gdynia, Ełk, Bydgoszcz, Ostróda i był Olsztyn!

Pierwsza runda – Grzegorz Łukasik (ranking PSF 137,50)

Przegrana była pewna. Niewiadomą była wysokość porażki. Skończyło się na 295:442.

Przegrać z późniejszym wicemistrzem turnieju… to żadna ujma 😉

Druga runda – Dorotę Rudzińską – 122,07.

Dorota jest zawodniczką 2 klasy wyżej ode mnie i mam z nią stare porachunki.

To ona na jednym z turniejów położyła mi chyba 5 siódemek i uzyskała ponad 600 pkt.

Tym razem skończyło się na 470:363 dla Doroty.

W trzeciej rundzie gram z Krzysztofem Zawadzkim (114,49), z którym spotykam się prawie na każdym turnieju, w którym obaj gramy.

W Konojadach 2015 z Krzysiem spotkałem się dwa razy. Pierwsza runda pomyślna dla mnie. Wygrywam dosyć ładnym wynikiem 292:460.

W czwartej rundzie zasiadam do stołu z Wojciechem Gołęckim (108,52), który na wstępie informuje mnie, że to będzie jego 2000 turniejowa partia!

Nie uszanowałem jego jubileuszu i pokonałem Wojtka 355:329. Duch sportowej walki zwyciężył 😉

Do piątej partii zasiadłem z Bernadetą Kudlińską (100) i na wstępie poinformowałem ją, że ostatnio miałem przyjemność pisania pewnej historyjki, której bohaterką była właśnie Bernadetka z piosenki Golców „Lornetka”.

Na tym uprzejmości się skończyły i w sportowej walce pokonałem Bernadetę wynikiem 274: 389.

W tym momencie byłem na najwyższej pozycji w klasyfikacji turniejowej. Z 3 wygranymi i nie najgorszymi punktami byłem 18-ty.

W rundzie szóstej wylądowałem na 5 stoliku obok Ireny Sołdan  (136,41), co było dla mnie… szokujące.

Rzadko grywam na stołach z pierwszej dziesiątki.

Mateusz Borsuk (147,64) pokazał gdzie jest moje miejsce, ogrywając mnie wynikiem 228: 410.

Gorycz tej porażki szybko poszła w zapomnienie, gdy zasiadłem do rundy 7, ostatniej w sobotę.

Po drugiej stronie planszy usiadła Diana Pietrzykowska (110,69). Dziewczyna nie dosyć, że inteligentna to i… urodziwa.

Widok, który miałem przez prawie 50 minut gry, rekompensował ewentualną przegraną. Skończyło się lepiej niż myślałem… wygrałem  341:308.

Pierwszy dzień zakończyłem wynikiem, który dawał mi pełną satysfakcję 4:3 i dobrze rokował na niedzielę.

Po skończonej 7 partii przejazd na nocleg do ośrodka „Bachotek„.

Po zakwaterowaniu marsz nad jezioro i rozpoczęła się kolacja, którą widzicie na zdjęciach. Co ja będę pisać.

Uszy były moje 🙂

Kolacja zakończyła się grubo po północy, kiedy już miałem dosyć wywijania hołubców na trawiastym parkiecie. Szczególne podziękowania, za trzymanie towarzystwa składam Renacie.

Ireneusz Moralewicz (127,68) z dalekiego Goleniowa dokłada mi 426:356 w niedzielny poranek.

Odkuwam się na Ali Białobrzewskiej (116,29) wygrywając z nią 470:363. Tu zaliczyłem jedno z „piękniejszych” otwarć.

Gdy ciągnąłem z worka literki i zobaczyłem jako pierwsze Ć to myślałem, że znów będzie trzeba rozpocząć jakąś mierną trójką.

Jednak jeden rzut oka na literki i ĆEIIMRZ zamieniło się w piękne słowo MIERZIĆ za 88 pkt.

Później dołożyłem jeszcze SZPETNIE i OCIEKAM, i było po sprawie.

Aaaa… jeszcze miałem opory przy kładzeniu przedłużki do SZPETNIE z wyrazem JEB, ale 37 pkt. do zarobienia przełamało moje opory.

Tym bardziej byłem usprawiedliwiony, że Ala sprawdzała tylko SZPETNIEJ.

Zbigniew Wietecki (126,32) z Gorzowa Wielkopolskiego, zrzuca mi z planszy piękne NAPIEKU i wygrywa 393:316.

Marta Bajorek (125,91) okazuje się nie być wredną warszawianką i daje mi wygrać 407:324.

Nie daję sobie wcisnąć UBOT-a, a wykładam choćby SANOCKI i ZRYWANI.

Na koniec duńczyk kojarzy mnie z Krzysztofem Zawadzkim. Ewentualna wygrana dawała mi miejsce w dwudziestce i nagrodę za „skok tygrysa”.

Prowadziłem na trzy ruchy przed końcem 25 punktami i miałem całkiem niezłe literki. Jednak Krzyś wymóżdżył CZERWISZ x 3 z blankiem za 77 pkt i było po sprawie.

Wynik 6:6 uważam za… sprawiedliwy, po ponad rocznym odpoczynku od startu w profesjonalnych turniejach. 26 miejsce odzwierciedla moją obecną „siłę gry”.

Nikt z niższym rankingiem mnie nie wyprzedził to znaczy, że jeszcze trzymam fason i na następnym turnieju – za dwa tygodnie w Ostródzie – mogę sprawić niespodziankę pokonując niejednego z rankiem powyżej 120. Bójcie się Olsztyna 🙂

Na koniec szczególne podziękowania składam Sławkowi Długoszowi (114,21) z Ostródy za… towarzystwo i za to, że tym razem nie musieliśmy sprawdzać się na planszy 🙂 WYNIKI: KONOJADY 2015

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *