Fajny Prezydent – Zofia Romaszewska

24 sierpnia 2017 r. w olsztyńskiej Książnicy Polskiej, odbyła się kolejna, już siódma  Debata z Debatą. Do dyskusji zostali zaproszeni bohaterowie Karnawału Solidarności: Zofia Romaszewska, Stefan Śnieżko i Bogdan Bachmura. Debatę poprowadził Jan Rosłan — redaktor naczelny czasopisma Debata. Przedstawiam trzecią część debaty zatytułowanej Czy OTAKE Polske walczyliśmy?

Jan Rosłan: Po 89 roku zmiana ustrojowa polegała na: pierwsze – wprowadzenie instytucji Prezydenta, dwa – drugiej izby parlamentarnej, czyli Senatu.

Wiadomo, że Prezydent Lech Wałęsa chciał poszerzać swoje uprawnienia. Aleksandrowi Kwaśniewskiemu chciano ograniczyć te uprawnienia. Jaka – według Was – powinna być skala uprawnień Prezydenta Polski?

Sprawa Senatu. Czy ta izba powinna być wybierana tak jak teraz? Czy powini elektorzy być wybierani w inny sposób? 

Zofia Romaszewska

Ja, jako wieloletnia małżonka senatora, mogę powiedzieć jedno. Wiem, co on by powiedział. Własnego zdania w tej sprawie nie bardzo mam.

Senat powinien nie być partyjny. To jest zasadnicza rzecz. Są to nominaci z danej partii, ale później żadne dyscypliny ich nie obowiązują!

Zakres Prezydenta? Jak mamy takiego fajnego jak teraz, to powinien być duży!

Stefan Śnieżko

Bliższy jest mi model prezydencki. Gdy Prezydent jest głową władzy wykonawczej… i już. Nie chcę tego rozwijać.

Senat w kształcie obecnym jest instytucją niepotrzebną, wadliwą. Jaki on powinien być? Powinien tak funkcjonować, by ta jego partyjność została całkowicie wykluczona. 

Bogdan Bachmura

Kiedy się rozmawia z przeciętnym Polakiem i mówi się czym Senat ma być, to najczęściej pada określenie: izbą rozsądku. Jak wybierać ludzi do izby rozsądku? To już jest wtórne. Na to jest tysiąc pomysłów. Chodzi o to, żeby go zrealizować.

Jak pada hało Prezydent, no to głowa państwa. Jak głowa państwa, to człowiek niezależny od partii. Wszyscy chcielibyśmy żeby od dnia wyboru Prezydenta, człowiek był niezależny. 

Ja od kilku miesięcy lansuję – przy każdej okazji – ideę Prezydenta dożywotniego. Myśl polega na tym, że od tego dnia, kiedy ten człowiek zostanie wybrany, to jest inny człowiek. Na drugi dzień, on ma inną zupełnie pozycję.

I nie chodzi o to, żeby się sprzeczać, czy on ma dziesięć lat kadencji, czy doemerytalnie, ale żeby iść w tym kierunku. Każda metoda jest dobra, jeśli tego człowieka, na drugi dzień po wyborach ustawi zupełnie inaczej. Nie będzie w nocy ustaw podpisywał, albo będzie akt sprzeciwu robił, bo ma dość i zawetuje, itd. Nie tędy droga, byśmy mieli huśtawkę.

Dlaczeo tak nie jest? Bo partii nie pasuje! Nie tej partii. Każdej partii nie pasuje! Bo każdy z tych pomysłów oznacza ograniczenie – i to znacze – władzy partii. Powtarzam: od partii trzeba zacząć, bo inaczej zawsze będziemy wracać do tych pierwotnych naszych problemów.       

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *