Marian Piwcewicz rozświetla mroczną historię olsztyńskiego MPEC!
2 stycznia 2016 roku w olsztyńskiej Izbie Rzemiosła i Przedsiębiorczości, odbyła się publiczna debata pod hasłem: NIE dla spalarni śmieci. Debatę zorganizował Tadeusz Wolnicki z Ruchu Oburzonych Wa-Ma.
Tuż po debacie zamieściłem krótką relację z tego spotkania przeciwników budowy w Olsztynie ekociepłowni. Dla mnie clou debaty była wypowiedź radnego RM Dariusza Rudnika. Sfilmowałem debatę i zamierzałem cały materiał publikować systematycznie, tak jak to uczyniłem z manifestacją Komitetu Obrony Demokracji.
Na You Tube zamieściłem wypowiedź byłego prezesa olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej “Pojezierze” Zenona Procyka. Dzisiaj dowiedziałem się, że Marian Piwcewicz, który w swojej ponad półgodzinnej wypowiedzi na debacie publicznej, przedstawił historię prób przejęcia MPEC-u przez prywatnych inwestorów, przy współudziale kolejnych prezydentów Olsztyna, już ma kłopoty w pracy!
Wypisz wymaluj sytuacja, którą ja odczułem na własnej skórze, gdy zachciało mi się w interesie społecznym skorzystać z konstytucyjnych praw. Widać obecne władze miasta Olsztyna dalej tkwią w przekonaniu, że zmiana warty na scenie politycznej z PO na PiS, niczego w ich pozycji – rozdającego karty – nie zmienia. Dalej mogą kręcić swoje lody i realizować prywatną politykę kadrową taką, jaką stosuje od lat Komenda Wojewódzka Policji w Olsztynie.
Opis wypowiedzi Mariana Piwcewicza z 2 lutego 2016 r. zamieszczony na portalu debata.olsztyn.pl:
Wstępem do spotkania i dyskusji była wypowiedź Mariana Piwcewicza, pracownika MPEC, radnego powiatu olsztyńskiego, który opisał kolejne losy prób pokrętnej prywatyzacji MPEC począwszy od 1997 roku, kiedy rozpoczął tam pracę. Opowiedział o próbach uwłaszczenia się na majątku komunalnym kolejnych ekip rządzących miastem. Bodaj od początku ich stałym elementem był obecny prezydent Olsztyna. Pojawienie się w Olsztynie obecnego wiceprezydenta Bogusława Szwedowicza “przywiała” do Olsztyna koncepcję spalarni śmieci. Spalarni budowanej z publicznych środków na rzecz kombinacji finansowej jaką jest Partnerstwo Publiczno-Prywatne. Rynek ciepła w Polsce przejęły trzy firmy, francuska Dalkia, niemiecka, natomiast do przejęcia olsztyńskiego MPEC-u wystartowała w 2005 roku spółka Praterm z kapitałem 100 tys. złotych – relacjonował Marian Piwcewicz. MPEC został wyceniony na 40 mln zł, gdy prawidłowa wycena rynku ciepła powinna wynieść 60 mln złotych (tyle jest wart rynek z popytem na 1 mln GJ). Dla porównania – w tym czasie 50% gdańskiego rynku ciepła wyceniono na 186 mln złotych. Zdaniem Mariana Piwcewicza rynek ciepłą w Olsztynie był wówczas wart 120 mln złotych, a infrastruktury – 150 mln złotych. Ciekawe, że Gmina Olsztyn chciał sprzedać 85% rynku ciepła należącego do MPEC-u za 40 mln zł, a za pozostałem15% rynku należącego do SM „Pojezierze” Praterm był gotów zapłacić 60 mln zł. W celu zdobycia środków na kupno Praterm wypuścił na giełdzie 5 milionów akcji po 20 złotych. By móc sprzedać MPEC potrzebna była uchwała rady miasta. Wówczas radni LPR zaalarmowani przez Mariana Piwcewicza zagrozili oddaniem sprawy do prokuratury i ówczesny prezydent Czesław Jerzy Małkowski wycofał projekt uchwały. Jednak nowy prezydent Piotr Grzymowicz wraz z nowym prezesem MPEC-u Bogusławem Szwedowiczem wkrótce wrócili do koncepcji prywatyzacji MPEC-u, tym razem pod płaszczykiem budowy spalarni śmieci. Okazji dostarczyła decyzja rządu PO-PSL z 2007 roku o budowie w Polsce 16 spalarni. Pretekstem stała się rzekoma decyzja Michelin zamknięcia kotłowni pokrywającej 40% zapotrzebowania na ciepło w Olsztynie. Jednak, jak wynika z korespondencji pomiędzy prezesem MPEC-u Szwedowiczem a Michelin wynika, że Michelin został do tej decyzji zmuszony. Stawiał bowiem tylko jeden warunek: gwarancję odbioru ciepła przez 15 lat.
Prezydent Piotr Grzymowicz ten warunek odrzucił i dał ogłoszenie do „Rzeczpospolitej”, że Olsztyn szuka inwestora do budowy kombinatu ciepłowniczego i gwarantuje odbiór od niego ciepła.
Czyli gwarancji, której nie chciał dać Michelinowi, dawał inwestorowi zewnętrznemu. Najpierw pojawił się koncepcja budowy kombinatu na gaz, a następnie spalarni śmieci ukrytej pod nazwą „ekociepłowni”. Po jej wybudowaniu kotłownia w Kortowie stanie się szczytową, włączana będzie tylko w największe mrozy. Po podziale MPEC-u, właściciel spalarni będzie wystawiał fakturę miastu za wytworzone ciepło. Miasto będzie miało problem ze ściągnięciem należności od odbiorców, wpadnie w długi i będzie musiało zaciągac kredyty na ich spłatę – przewiduje Marian Piwcewicz. Marian Piwcewicz skrytykował spalanie odpadów, gdyż dyrektywy Unii Europejskiej zobowiązują nas do odzysku surowców wtórnych, a nie ich spalania. Ponadto kaloryczność naszych odpadów jest niska, np. z terenów wiejskich to praktycznie oddawany jest popiół. Natomiast odpady do spalania np. w cementowniach muszą mieć co najmniej 20 MJ/kg. Żeby uzyskać tak wysoka kaloryczność trzeba spalać PET (plastik).
To absurd!
Bowiem spalenie PET-u daje tylko 1/5 tego, ile trzeba wydać na jego wyprodukowanie. Dodajmy, iż spalanie PE-ów w temperaturze 850-1000 st. C powoduje wytworzenie niezwykle silnych związków trujących (dioksyn, furanów), rakotwórczych, poronnych. Do ich unieszkodliwiania trzeba budować bardzo drogie filtry, które się zużywają Jeśli do tego dodamy, iż spalanie jest 5-krotnie droższą metoda od odzyskiwania surowców, to całość kosztów spowoduje 3-krotny wzrost ceny ciepła dla odbiorcy (spłata kredytu na budowę zostanie wliczona w cenę ciepła)! Dlatego Marian Piwcewicz opowiada się za selektywna zbiórką odpadów, odzyskiem surowców i spalaniem tylko resztek. W tym celu nie trzeba budować na odrębnej działce kombinatu, do którego trzeba będzie wozić odpady, taj jak chce to zrealizować władze miasta. ZUOK w Tracku z 7 hektarowej działki w Tracku zajął 4 ha, na pozostałych 3 ha można postawić kocioł do spalania resztówek i powinny one trafiać do kotła prosto z taśmy.
Autor tekstu: Jacek Pachucki. Źródło: debataolsztyn.pl
Marian Piwcewicz rozświetla mroczną historię olsztyńskiego MPEC-u i może być wyrzucony z pracy! Proszę obejrzeć całą wypowiedź Mariana Piwcewicza i zastanowić się. Czyjego interesu broni ten radny powiatu olsztyńskiego i pracownik MPEC? W jakim kraju my żyjemy, że pozwalamy aby ludzi wypowiadających się w naszym społecznym interesie, skorumpowani moralnie urzędnicy pozbawiali pracy?
11 luty 2017 r.
Słowo stało się ciałem. Marian Piwcewicz uległ “propozycji nie do odrzucenia” Prezesa Zarządu MPEC i podpisał “lojalkę”, co umożliwiło mu przejście na emeryturę. Dla mnie jasne, że Marian Piwcewicz to kolejna ofiara olsztyńskich układów. Nie każdy ma ochotę i siłę, by z takim bandytyzmem moralnym walczyć do końca. Smutne…