Jaś i Małgosia – znów na scenie Filharmonii Warmińsko-Mazurskiej!

Na życzenie publiczności Filharmonia Warmińsko-Mazurska wznowiła wystawianie przygotowanej w ubiegłym roku inscenizacji opery Jaś i Małgosia, osnutej na motywach wziętych z baśni Braci Grimm. Z tej okazji przypominam recenzję, którą napisałem po premierze olsztyńskiej inscenizacji opery w 2014 roku.

alt="Jaś i Małgosia"
Jasia widać, Małgosia robi fotkę!

Uczestnicząc w premierze opery Jaś i Małgosia Engelberta Humperdincka wystawionej przez Warmińsko-Mazurską Filharmonię im. Feliksa Nowowiejskiego w Olsztynie mogę stwierdzić, że uczestniczyłem w historycznym wydarzeniu muzycznym.

Nie jestem krytykiem muzycznym i tę operę nie odbierałem jako znawca i koneser sztuki, ale przeżyłem ją jako przeciętny słuchacz, wrażliwy na emocje, które ze sobą sztuka niesie.

W życiu byłem tylko jeden raz na operze. W czasach szkoły średniej zawieziono nas do opery w Warszawie. Wtedy obejrzałem Straszny dwór  Stanisława Moniuszki.

Trudno nawet powiedzieć, że „obejrzałem”. Jak dobrze pamiętam, to większość widowiska… przespałem.

Zapamiętałem tylko arię Skołuby Ten zegar stary, ale tylko dlatego, że później wiele razy ją słyszałem.

Na operze Jaś i Małgosia nie da się nudzić! Opera w reżyserii Włodzimierza Nurkowskiego jest… bogata! Bogata we wrażenia muzyczne. To przede wszystkim zasługa muzyków WMF pod batutą Piotra Sułkowskiego, którzy z wirtuozerią godną najsławniejszych sal koncertowych wygrywają, trudną i bogatą partyturę Engelberta Humperdincka. Bogata we wrażenia wzrokowe. To zasługa skromnej, ale efektownej scenografii, nad czym czuwała Anna Sekuła.

Bogaty był też… ruch sceniczny. Już pierwsza scena zaskoczyła przeniesieniem w krainę baśniową elementów street dance. Super! A później było równie ciekawie i żywo.

Tu muszę wspomnieć, że za ruch sceniczny odpowiadała Katarzyna Grabińska. Tańczyli tancerze z Pracowni Tańca Pryzmat, uczniowie Państwowej Szkoły Muzycznej I st. w Olsztynie, Daniela Okuniewska z Teatru Tańca Test, oraz Sztewite Gang /  Knockout Gang.

W spektaklu niemałe znaczenie ma mobilność Baby Jagi.  Aleksandra Opała-Wójcik – mezzosopran, która wcieliła się w Babę Jagę, musiała zwinnie poruszać się po scenie na… rolce. Pani Aleksandro, było… w dechę!

Jedyny dysonans między tym, co z pewnością miało docierać do mnie ze sceny – według zamysłu reżysera – a moim rzeczywistym odczuciem, była sytuacja lotu Baby Jagi na miotle. Technicznie i plastycznie rozwiązano to pomysłowo.

Jednak ja, zamiast radości Baby Jagi z lotu na miotle, odebrałem sygnał, że Baba Jaga boi się latać. Boi się upadku. Mam nadzieję, że tylko ja to tak odebrałem. Z pewnością nie popsuło to zabawy dzieciom, które nagrodziły lot Baby Jagi gromkimi oklaskami.

Co do wykonawców głównych ról, to do mojego serca trafił najbardziej Michał Kutnik – baryton, który grał Ojca Jasia i Małgosi.

Szczególnie przypadła mi do gustu jego aria Bo gdy człowiek humor ma, o majątek mało dba.

Od razu przypomniałem Tewje Mleczarza ze Skrzypka na dachu i jego słynny musicalowy przebój Gdybym był bogaczem.

Treści całej opery nie będę opisywać. Przecież historię Jasia i Małgosi znają wszyscy. Dlatego, że ją znają także dzieci, to warto wybrać się na operę rodzinnie.

Z pewnością pociechy nie będą się nudzić. Będą się śmiać, bać się i cieszyć z tego, co do nich dociera ze sceny.

Moje wrażenia z premiery zakończę stwierdzeniem, nadzieją, wyrażoną przez Dyrektora WMF, że operowe premiery staną się tradycją w Olsztynie. Tak trzymać!

Jeszcze raz dziękuję Dyrektorowi WMF Piotrowi Sułkowskiemu za zaproszenie na premierę Jasia i Małgosi i umożliwienie przeżycia tych wzruszających chwil wraz z żoną, której spektakl podobał się jeszcze bardziej niż mnie – o ile jest to możliwe.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *